UFC 217, czyli mokry sen matchmakerów. Złota gala godna lepszej promocji?

Grafika - Marek Romanowski/inthecage.pl

Nieznośna jest mi myśl, że sama organizacja nie podnieca się w najwyższym stopniu galą UFC 217. Jakby brak Conora McGregora osłabiał o połowę każdą rozpiskę numerowanych gal. Tymczasem w Madison Square Garden już 4 listopada zobaczymy w karcie głównej trzy walki o pas. Nie jedną, nie dwie, z czego któraś z nich o pas tymczasowy, nic z tych rzeczy. Po prostu trzy 5-rundowe starcia, które sprawiają, że każdemu fanowi MMA szybciej bije serce.

Wyobrażam sobie tych fanów, którzy podobnie jak ja, budzą się w środku nocy, oddychają głęboko i myślą sobie jak to będzie gdy wygrają ich faworyci. Jak podnoszą pas w geście triumfu. Taką sztukę zobaczymy niebawem. Wątpię by chodził po tej planecie jakiś fanatyk MMA, który nie jest ciekawy tych wszystkich walk:

  • Michael Bisping vs. George St-Pierre,
  • Cody Garbrandt vs. TJ Dillashaw
  • Joanna Jędrzejczyk vs. Rose Namajunas

 

By zrozumieć jak świetna to rozpiska (nie wspominając już o pozostałych na karcie głównej oraz prelimsach i early prelimsach) warto sprawdzić ile gal PPV miało w tym roku walk o pas.

  • UFC 208 – 1 walka (Holm – de Randamie)
  • UFC 209 – 1 walka (Woodley – Thompson)
  • UFC 210 – 1 walka (Cormier – A. Johnson)
  • UFC 211 – 2 walki (Miocic – Dos Santos, Jędrzejczyk – Andrade)
  • UFC 212 – 1 walka (Aldo – Halloway)
  • UFC 213 – 1 walka o pas tymczasowy (Romero – Witthaker)
  • UFC 214 – 3 walki (Cormier – Jones, Woodley – Maia, Cyborg – Evinger)
  • UFC 215 – 1 walka (Nunes – Shevchenko)
  • UFC 216 – 2 walki, jedna o pas tymczasowy (Ferguson – Lee, Johnson – Borg)

Tylko lipcowa gala obfitowała w trzy walki mistrzowskie, ale wtedy ciężar gatunkowy wiózł się rewanżem dwóch najlepszych półciężkich. Tym razem wszystkie trzy walki UFC 217 są mokrym snem nie tylko matchmakerów ale i fanów MMA. Wiadomo – starcie Bispinga z powracającą do oktagonu wielką gwiazdą to główny nominał, który sprzeda galę. Ale można zaryzykować stwierdzenie, że zarówno zestawienia Garbrandt – Dillashaw i Jędrzejczyk – Namajunas mogłyby pociągnąć każdą z numerowanych gal jako walki wieczoru.

„No Love” i TJ naciągnęli ekscytację dzięki samej historii dwóch zawodników, ich przyjaźni która zamieniła się we wrogość, szczególnie akcentowano to w TUF-ie. Natomiast Joanna The Champion spotka się w klatce z amerykańską ulubienicą tej dywizji.

Tym bardziej dziwi zachowanie Dany White na konferencji prasowej, którą zapowiedział w sposób: „no, wszystko jasne, nie ma co gadać”. Co z resztą zostało skrytykowane w środowisku dziennikarzy, z Arielem Helwani na czele, który nie mógł zrozumieć takiego surowego potraktowania tej gali.

 

Koń jaki jest każdy widzi – każdy zna ową definicję z pierwszej polskiej encyklopedii powszechnej. Jeśli sam szef UFC uważa, że nie ma co reklamować bo nazwiska w karcie głównej są promocją samą w sobą to można zrobić dwie rzeczy: albo zrozumieć o co mu chodzi, albo wzruszyć ramionami i czekać sobie spokojnie do 4 listopada.

Ale brak tego „hajpu”, tej ekscytacji, a szczególnie brak uwagi na to jak można by wycisnąć więcej z tej karty – nieco deprymuje i niepokoi.

Chciałabym by tą galę potraktowano lepiej – szczególnie, że na to zasługuje. Jest okazja by wreszcie dobrze sprzedać galę PPV bez udziału głównego naganiacza, czyli Conora McGregora, a UFC traktuje 217 jako kolejny rozdział. A może raczej była okazja, bo czas do gali odliczamy już tylko kolejnymi odcinkami „Embeded”.

Więc przypomnę tylko – gala UFC 217, w Madison Square Garden w Nowym Jorku, gdzie rok temu widzieliśmy jedną z najlepszych gal ostatnich lat. Trzy walki o pas, powrót słynnego GSP, wyszczekany w trashtalku Bisping, kłótnia dwóch kolegów, która poruszyła cały świat MMA i ostatnia niewiadoma na drodze do pełnej dominacji Joanny Jędrzejczyk w dywizji 115 lbs.

Jest co przeżywać, a wszystkie te trzy rywalizacje, przynajmniej na papierze, są gwarantem niezapomnianej nocy.