Adam Niedźwiedź zanotował kolejne zwycięstwo w organizacji KSW. Podczas gali XTB KSW 120 w Gdyni całkowicie zdominował Mateusza Pawlika w parterze i pewnie wygrał jednogłośną decyzją sędziów. Po walce, „Niedziu” opowiedział naszej redakcji o niezwykle trudnym obozie przygotowawczym, w którym praktycznie nie mógł trenować zapasów i parteru, a także odniósł się do swojego zachowania po zakończeniu pojedynku.

Dla Adama Niedźwiedzia było to czwarte zwycięstwo w okrągłej klatce KSW. Doświadczony grappler od pierwszych minut narzucił swoje warunki Mateuszowi Pawlikowi, kontrolując większość pojedynku na macie i nie pozostawiając sędziom większych wątpliwości przy ogłaszaniu werdyktu.

„Nie zrobiłem ani jednej rundy sparingowej w parterze”

Po walce Niedźwiedź zdradził, że jego przygotowania były najtrudniejszymi w całej karierze. Wszystko przez kontuzję żeber, której doznał już na początku obozu.

Na początku chcę przeprosić za swoje zachowanie po walce. Chciałem pokazać świetny występ i mam wrażenie, że trochę to zepsułem. Obiecałem sobie, że tego ulicznego Sebka zostawię w szatni i wyjdę do klatki jak profesor. To mi się udało. Dopiero po walce chciałem trochę odpuścić emocje, ale sytuacja z kibicami sprawiła, że poszło to w złą stronę. W moich oczach nie było to potrzebne i naprawdę jest mi z tym głupio.

Dopiero później zawodnik opowiedział o kulisach przygotowań, które mogły zakończyć się wycofaniem z walki.

Na sześć czy siedem tygodni przed walką pojechałem do Octopusa. Pierwsza mocniejsza runda z naszym mistrzem i pękły mi żebra. Zadzwoniłem do Igora praktycznie ze łzami w oczach i powiedziałem, że chyba wypadam z walki. Później jednak usiadłem w domu i stwierdziłem, że nie z takimi rzeczami już sobie radziłem. Przez pierwszy tydzień robiłem tylko tarcze jedną ręką i biegałem. Nawet nie mogłem mocniej oddychać. Potem dokładaliśmy kolejne elementy. Cztery tygodnie minęły praktycznie bez normalnych treningów. Nie robiłem zapasów, nie robiłem parteru. Dopiero na dwa tygodnie przed walką zacząłem wykonywać lekkie zadania z Igorem, który tylko udawał Mateusza Pawlika. Nawet na rozgrzewce przed walką mówiłem partnerom, żeby uważali na moje żebra. Wiedziałem, że jeśli wytrzymają do walki, to już dam radę.

Także podczas rozmowy z mediami KSW Niedźwiedź nie ukrywał dumy z tego, że mimo takich problemów zdołał zaprezentować swoje największe atuty.

Do tej walki nie zrobiłem rundy sparingowej. W trakcie pierwszego wyjazdu do Octopusa robiłem z mistrzem tej dywizji i walnęły mi żebra. Było blisko, żebym się wycofał, ale stwierdziłem, że rzeźbimy dalej. Były to najcięższe przygotowania i z tego jestem ogromnie dumny. Nie zrobiłem żadnej rundy sparingowej w zapasach, w parterze, a w walce pokazałem się z najlepszej strony, więc jestem bardzo dumny z siebie.

„Zawsze chcę kończyć przed czasem”

Choć Niedźwiedź całkowicie kontrolował przebieg pojedynku, sam nie był do końca usatysfakcjonowany.

Zawsze chcę kończyć walki przed czasem, więc z tego elementu nie jestem zadowolony. Jestem natomiast bardzo dumny z tego, jak wyglądał mój parter. Często słyszałem, że albo tylko kontroluję, albo szukam poddań. Dzisiaj przede wszystkim biłem. Mam wrażenie, że przez całe trzy rundy zadawałem mnóstwo ciosów. Muszę jeszcze sprawdzić statystyki, ale czułem się jak maszyna.

Publiczne przeprosiny dla kibiców i rywala

Jednym z najważniejszych momentów po walce była rozmowa Niedźwiedzia z Mateuszem Pawlikiem. Zawodnik KSW jeszcze raz przeprosił zarówno rywala, jak i jego kibiców.

Od razu zorientowałem się, że zachowałem się głupio. Poszedłem do Mateusza, przeprosiłem go i przeprosiłem jego kibiców. Gdybym miał taką możliwość, wyszedłbym nawet przed wszystkich ludzi i zrobił to jeszcze raz. Jestem sportowcem, a nie freak fighterem. Chcę żyć sportem i dawać dobry przykład młodym ludziom. Jeśli ktoś poczuł ode mnie namiastkę czegoś innego, to naprawdę przepraszam. Tak po prostu podpowiadało mi sumienie.

Czas na mocniejszych rywali

Seria zwycięstw sprawia, że Niedźwiedź coraz odważniej spogląda w kierunku ścisłej czołówki kategorii półśredniej.

Nigdy nie wybierałem sobie rywali. Po Krakowiaku dostałem Zielińskiego u niego w domu i pojechałem. Po przerwie dostałem Pawlika, który był niżej w rankingu, znowu na jego terenie i też pojechałem. Teraz chciałbym w końcu dostać kogoś wyżej notowanego, najlepiej u siebie. Jeśli przy okazji będzie jakaś podwyżka, to też się nie obrażę.

Podobne stanowisko przedstawił również w rozmowie z mediami KSW.

Wygrałem kolejną walkę. Jest to czwarte zwycięstwo w KSW. Nie licząc jednego „no contest”, mam trzy wygrane z rzędu, więc dajcie może kogoś z top 5 na Gliwice. Mam pół roku, mocno się przyszykuję. Chyba jestem gotowy, najwyższy czas, żeby robić takie rzeczy.

Po efektownym zwycięstwie nad Mateuszem Pawlikiem Adam Niedźwiedź wyraźnie zaznaczył, że jego ambicje sięgają znacznie wyżej niż środek rankingu. Jeśli organizacja zdecyduje się spełnić jego prośbę, kolejny występ „Niedzia” może już odbyć się przeciwko jednemu z czołowych zawodników kategorii półśredniej.

Zobacz takżeXTB KSW 120: Adam Niedźwiedź zdominował Mateusza Pawlika! Pewne zwycięstwo po pokazie parteru

źródło: KSW, wywiad własny | foto: materiały prasowe KSW