Adrian „Bartos” Bartosiński wrócił wspomnieniami do jedynej porażki w zawodowej karierze. Mistrz KSW w wadze półśredniej przyznał w rozmowie z Korneta Podcast, że przegrana z Mamedem Khalidovem w jubileuszowym starciu na KSW 100 była dla niego niezwykle ważną lekcją, ponieważ wcześniej po serii 16 zwycięstw zaczął czuć się niemal niepokonany. Jak sam przyznał, dziś nie zmieniłby wyniku tamtej walki, ponieważ właśnie ona zapoczątkowała wiele zmian, które później przełożyły się na jeden z najlepszych okresów jego kariery.

Adrian Bartosiński przystępował do walki z Mamedem Khalidovem na KSW 100 jako niepokonany zawodnik z serią 16 zwycięstw. Mistrz kategorii półśredniej zdecydował się wówczas na superfight z legendą KSW, a pojedynek odbył się w wadze półśredniej. Bartosiński ostatecznie przegrał przez poddanie balachą w drugiej rundzie, ponosząc pierwszą porażkę w zawodowej karierze.

Mimo że od tamtego wydarzenia minęło już sporo czasu, „Bartos” uważa, że właśnie ta przegrana była potrzebnym momentem w jego rozwoju. Wcześniej, nie znając smaku porażki, coraz mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że nic nie jest w stanie go zatrzymać.

No wiesz, w 77 nie mam. Mam jedną porażkę. Nie… No, ale wiesz, ona była później też, ale jak miałbym powiedzieć, no to ona mi się przydała ogólnie. Myślę, że ona też zapoczątkowała dużo zmian i jakbym miał cofnąć czas, czy wtedy przegrałem, czy nie, to nie zmieniłbym tej walki, wyniku tej walki. Na pewno nie. Bo wtedy sobie, wiesz, ja cały czas miałem tam 17:0 czy 16:0 i myślałem, że jestem nieśmiertelny. I przegrałem walkę, którą tak naprawdę na papierze ja już wygrałem przed walką. Byłem takim faworytem i sam przebieg walki też na to wskazywał i los tak chciał, że się tak stało, jak stało.

Dla Bartosińskiego znaczenie tej porażki nie ogranicza się więc do samego rekordu. Jak sam przyznał, przed starciem z Khalidovem nie miał nawet wcześniejszych porażek w MMA, które mogłyby nauczyć go reagowania na trudne momenty.

To sprawiło, że przegrana stała się dla niego zupełnie nowym doświadczeniem. Co więcej, zawodnik z perspektywy czasu uważa, że mogła ona przyjść w odpowiednim momencie.

„Nie zmieniłbym tej walki”

W dalszej części rozmowy Bartosiński został zapytany o cytat mówiący o tym, że sukces jest drogą od przegranej do przegranej bez utraty entuzjazmu. Mistrz KSW przyznał, że właśnie porażki często pozwalają zawodnikowi wyciągnąć najwięcej wniosków.

Jednocześnie zaznaczył, że nie można traktować każdej przegranej jako automatycznej wartości dodanej. Kluczowe jest to, co zawodnik zrobi z doświadczeniem po porażce.

Ogólnie tak. No słyszałem o tym, że, co by nie mówić, po wygranej niewiele się nauczysz. Jaka ona by nie była, czy ciężka, czy łatwa, bo z łatwiejszej to już na pewno nie. Więc to się nic nie nauczysz, tylko będziesz, wiesz, pompował tę swoją doskonałość, nie? Że jesteś taki, taki, sraki, bardzo dobry, najlepszy i w ogóle. Więc najwięcej wniosków wyciągniesz zapewne po przegranej. I uważam, że to może jest dobre, tylko uważam, że na wszystko jest miejsce i czas i no nie da się przegrywać cały czas i sobie wmawiać, że to jest, wiesz, nauka i doświadczenie. Ale uważam, że jakaś przegrana w odpowiednim momencie albo, wiesz, nawet tak, że zdarzy się kilka przegranych zawodnikowi w karierze, to koniec końców pytanie, jak jesteś w stanie to wykorzystać.

W przypadku Bartosińskiego odpowiedź na to pytanie jest szczególnie interesująca, ponieważ jego jedyna porażka nie wydarzyła się w jego nominalnej kategorii wagowej. Polak pozostaje niepokonany w wadze półśredniej i nigdy nie stracił mistrzowskiego pasa KSW.

Dlatego z perspektywy czasu przegrana z Khalidovem nie wpłynęła na jego pozycję w dywizji. Wręcz przeciwnie, kolejne miesiące przyniosły jeden z najlepszych okresów jego kariery.

Od porażki z Khalidovem do najlepszego okresu kariery

Bartosiński zwrócił uwagę na coś, co z dzisiejszej perspektywy wygląda niezwykle interesująco. Jego pierwsza porażka przydarzyła się w listopadzie, a już kilka miesięcy później zawodnik zaprezentował się w jednym z najlepszych pojedynków w historii KSW.

Mowa o rewanżowym starciu z Andrzejem Grzebykiem. Bartosiński walczył wówczas mimo poważnego problemu z ręką, a pojedynek zakończył się jego zwycięstwem po niezwykle emocjonującym przebiegu.

To było po coś właśnie, widzisz, po to, żeby potem dał taką walkę z Grzybkiem bez ręki, bo to było zaraz po. I wiesz, zobacz, jakie skrajności, że przegrałem w listopadzie, a w kwietniu dałem najlepszą walkę w historii KSW bez ręki. Więc w kilka miesięcy zobacz, jak to się może w ogóle życie odwrócić i zmienić.

W jego ocenie tamten okres pokazał, jak szybko sytuacja zawodnika może zmienić się po pozornym kroku wstecz. Bartosiński nie tylko wrócił po pierwszej porażce, ale w krótkim czasie zaczął osiągać kolejne sukcesy.

„Zrobiłem trzy skoki po tej jednej walce”

Mistrz KSW został następnie zapytany, czy można więc uznać, że przegrana była właśnie tym doświadczeniem, którego potrzebował, aby zrobić kolejny krok.

Bartosiński zgodził się z takim stwierdzeniem, ale poszedł jeszcze dalej.

No to tak dosłownie wyszło, nie? Że zdałem krok do przodu, ale zrobiłem trzy skoki, po tej jednej walce. I to była tylko jedna walka, nie? I ona zmienia wszystko, wiesz? I przegrałem w listopadzie. A tak w kwietniu dałem najlepszą walkę w historii KSW. W grudniu dałem i to była walka wieczoru. W grudniu w Łodzi dałem walkę wieczoru, czyli miałem dwie walki wieczoru w dwóch walkach w 2025.

Bartosiński wskazał tym samym na kontrast pomiędzy samą porażką a tym, co wydarzyło się później. Przegrana z Khalidovem nie rozpoczęła kryzysu, z którego musiałby długo się wydobywać. Stała się raczej punktem zwrotnym, po którym jego kariera nabrała jeszcze większego rozpędu.

„Nie wiem, co gdyby nie ta jedna przegrana”

Co ciekawe, Bartosiński przyznał, że trudno mu nawet wyobrazić sobie alternatywny scenariusz swojej kariery, w którym nigdy nie poniósł porażki.

Przed walką z Khalidovem nie miał bowiem żadnego takiego doświadczenia. Nie przegrał również wcześniej w innej formule sportów walki, która mogłaby nauczyć go radzenia sobie z niepowodzeniem.

Nie, chyba nie miałem. Dlatego też tak, wiesz, pompowało to mojego cały czas i to było pompowane, pompowane, pompowane i pewnie gdyby tam ta sytuacja, to byłoby pompowane do dzisiaj, wiesz? I aż boję się pomyśleć, co gdyby nie ta jedna przegrana w mojej karierze. O, może tak, może by przyszła teraz. Ale jakby nie przyszła, to powiem ci, że sam jestem ciekaw, jakby to wyglądało ogólnie. Ale no na pewno nie zmieniłoby to wiele w moim życiu takim, wiesz, prywatnym, w sporcie. Ogólnie z biegiem czasu nic ta porażka nie zmienia w mojej karierze, bo w swojej kategorii nie przegrałem.

Bartosiński podkreśla przy tym, że jego przegrana z Khalidovem nie przekreśliła niczego, co wcześniej osiągnął. Nie stracił pasa, nie przegrał w swojej dywizji, a po walce wrócił do zwycięstw.

Co więcej, w 2025 roku, już po porażce, osiągnął kolejne sukcesy.

I mam wrażenie, że jeszcze mi więcej dała, ludzi. Nie wiem, czemu to jest zabawne nawet, ale są takie walki, które widzisz, nie zawalą ci kariery. No i to była ta walka. Tym bardziej, że szybko później, miesięcy, to wszystko, wiesz, oddałem z dwoma nawiązkami. No to tak dosłownie wyszło, nie? Że zdałem krok do przodu, ale zrobiłem trzy skoki po tej jednej walce. I to była tylko jedna walka, nie? I ona zmienia wszystko, wiesz? (…) W grudniu dałem walkę wieczoru, czyli miałem dwie walki wieczoru w dwóch walkach w 2025. I do tego dostałem zawodnika roku. Rok sukcesów, inaczej tego w sumie nazwać nie można, bo przegrana to jest właśnie to, nie? To nie był przypadek. Ogólnie to był najbardziej utytułowany rok dla mnie. No, obroniłem dwa razy pas, dałem najlepszą walkę w historii KSW. Zrobiłem dwie walki wieczoru na gali, czyli Fight of the Night, dostałem bonusy i jeszcze dostałem statuetkę za najlepszą walkę roku z portali i zawodnika roku. No beka, co? Także widzisz, jak się ułożyło. Można było to odbić na jedną przegraną jakoś.

Dziś rekord Bartosińskiego wynosi 19-1, a jedyną porażkę w karierze poniósł właśnie w starciu z Mamedem Khalidovem na KSW 100. W swojej kategorii wagowej „Bartos” pozostaje jednak niepokonany, a mistrzowski pas KSW obronił już pięć razy.

Jak sam podkreśla, z perspektywy czasu nie zamieniłby historii swojej kariery na wersję bez tamtej porażki. Dla zawodnika, który przez lata przyzwyczajał się do wygrywania, przegrana okazała się doświadczeniem, które pozwoliło mu spojrzeć na siebie zupełnie inaczej. A późniejsze wyniki pokazują, że nie była początkiem końca, lecz jednym z punktów zwrotnych w jego karierze.

Zobacz także: Szymon Kołecki dementuje słowa Łukasza Jurkowskiego: „Nie dostałem żadnej oferty”

źródło: Korneta Podcast