To może być największy moment w jego karierze. Aiemann Zahabi stanie naprzeciw byłego mistrza i chce nie tylko wygrać – chce wysłać jasny sygnał całej dywizji. Kanadyjczyk nie ukrywa ambicji i zapowiada coś więcej niż zwykłe zwycięstwo.
Gala UFC Freedom 250 w Białym Domu zapowiada się historycznie, a dla Aiemanna Zahabiego to szansa życia. Zawodnik z Montrealu zmierzy się z byłym mistrzem Seanem O’Malleyem i – jak sam przyznaje – czuje, że to jego moment przełomu.
Po latach pozostawania w cieniu, dziś jest o krok od walki o pas.
„To na mnie spoczywa presja. I bardzo mi się to podoba”
Zahabi nie ucieka od oczekiwań. Wręcz przeciwnie – traktuje je jako paliwo.
Wszystko jest teraz na mnie. To ja mam przywrócić Kanadę na właściwe tory. Czuję to i podoba mi się to. To dla mnie zaszczyt reprezentować kraj na takiej scenie jak Biały Dom.
Kanadyjczyk podkreśla, że chce nie tylko wygrać, ale zrobić to w wielkim stylu.
Chcę wyjść tam i pokonać Seana O’Malleya z wykrzyknikiem. Chcę go skończyć. Wyobrażasz sobie? Kanadyjczyk pokonuje Amerykanina w Białym Domu. To byłoby historyczne.
Wizja wejścia? Zahabi celuje w show, jakiego jeszcze nie było
Zahabi zdradził też pomysł na wejście, które może przejść do historii UFC.
Wychodzę z Georgesem St-Pierrem… ale wyobraź sobie coś jeszcze bardziej szalonego – Drake wyprowadza mnie z Oval Office, śpiewając „Started From The Bottom”. Moi rodzice przyjechali z kraju ogarniętego wojną. Ja naprawdę zaczynałem od zera. A teraz mam szansę iść do Białego Domu i walczyć na największej scenie. Drake, jeśli tego słuchasz – zróbmy to.
Droga z cienia na wielką scenę
Dla Zahabiego ta walka ma wymiar symboliczny. Przez lata funkcjonował jako „ten drugi” – członek Tristar, brat Firasa Zahabiego, zawodnik z zaplecza.
Dziś sytuacja wygląda inaczej.
Zaczynałem jako gość z tła. Nikt o mnie nie mówił. Teraz jestem na głównej scenie. To mój moment przełomu. Nawet złe momenty w karierze mogą cię zbudować. Po porażkach wróciłem silniejszy. Teraz mam jedną z najlepszych defensyw w stójce w całym UFC.
„Jestem jak Clubber Lang. Głodny i niedoceniany”
Zahabi porównał swoją sytuację do kultowej postaci z Rocky’ego.
Czuję się jak Clubber Lang. On był w cieniu, budował swoją pozycję, nikt go nie doceniał. A potem przyszedł jego moment. Wygrałem siedem walk z rzędu. Jestem numerem sześć. To nie jest przypadek. Ludzie mówią, że to niemożliwe zestawienie, a ja się pytam – dlaczego?
O’Malley pod lupą: „Przygotowuję się na jego najlepszą wersję”
Kanadyjczyk nie lekceważy rywala.
Sean O’Malley to zwycięzca. Nie docierasz na szczyt UFC będąc kimś innym. Przygotowuję się na jego najlepszą wersję – tę głodną, zmotywowaną.
Jednocześnie jasno zapowiada swój plan.
Złamię go mentalnie, fizycznie i duchowo. To będzie koniec.
Walka o pas coraz bliżej
Zahabi potwierdził, że starcie z O’Malleyem ma ogromną stawkę.
Powiedziano mi jasno – to eliminator do walki o pas.
Scenariusz jest więc prosty – zwycięstwo może otworzyć drzwi do walki o tytuł.
Osiem zwycięstw z rzędu, pokonanie gościa, który pokonał mistrza – to ma sens. Ta historia sama się pisze.
„Nie walczę dla fanów. Walczę dla siebie”
Na koniec Zahabi jasno określił swoje podejście.
Nie obchodzi mnie, czy ludzie mnie lubią. Walczę dla siebie, dla swojej rodziny i dla tego, żeby być jednym z najlepszych zawodników z Kanady w historii. Jeśli fanom się to spodoba – świetnie. Jeśli nie – też w porządku. Ale jedno jest pewne: będą chcieli mnie oglądać.
14 czerwca w Białym Domu Aiemann Zahabi stanie przed największym wyzwaniem w karierze. I jak sam mówi – nie zamierza tej szansy zmarnować.
Zobacz także: UFC w Białym Domu – historyczne wydarzenie czy zmarnowana okazja?
źródło: The Ariel Helwani Show
