Alonzo Menifield stoczył na UFC 331 trzyrundową walkę z Iwo Baraniewskim z poważnym urazem kciuka. Amerykanin przyznał, że złamanie nastąpiło już w pierwszej rundzie, jednak postanowił ukryć problem przed narożnikiem i kontynuować pojedynek. Ostatecznie Menifield pokonał „Rudego” niejednogłośną decyzją, a po walce otrzymał potencjalną sześciomiesięczną dyskwalifikację medyczną.

Alonzo Menifield podczas UFC 331 stanął naprzeciwko niepokonanego wcześniej Iwo Baraniewskiego. Polak rozpoczął pojedynek bardzo dobrze i w pierwszej rundzie kilkukrotnie trafił rywala mocnymi uderzeniami. W drugiej i trzeciej odsłonie do głosu doszedł jednak bardziej doświadczony Amerykanin.

W trakcie walki Menifield doznał bardzo poważnego urazu kciuka. Jak sam później zdradził, złamanie nastąpiło już w pierwszej rundzie. Pomimo tego zawodnik nie zamierzał nawet informować swojego narożnika o problemie.

Kiedy na niego spojrzałem i zrobiłem kilka kroków, poczułem, że coś jest nie tak. Kiedy usiadłem w narożniku, pomyślałem tylko: nie wywołuj paniki. Po prostu to zakryj. Nie ma mowy, żebym się poddał. Będę dalej walczył. Nie podobała mi się pierwsza runda, więc musiałem coś zmienić. Po prostu to zakryłem i myślałem o tym, żeby skończyć tego gościa.

Menifield nie chciał, aby jego narożnik zorientował się, jak poważny jest uraz. W tamtym momencie najważniejsze było dla niego pozostanie w walce i odwrócenie jej przebiegu.

Po prostu myślałem o tym, żeby wrócić do niego i dalej z nim walczyć. Chciałem zrobić wszystko, żeby go dopaść.

„Zapomniałem o tym natychmiast”

Co ciekawe, Menifield twierdzi, że po rozpoczęciu drugiej rundy praktycznie całkowicie przestał myśleć o kontuzjowanym kciuku. Całą uwagę skupił na Baraniewskim i próbie zakończenia pojedynku przed czasem.

Nie, zapomniałem o tym natychmiast. Dosłownie zapomniałem o tym, kiedy znowu zacząłem walczyć. Po prostu myślałem: spróbuj go znokautować. Cały czas miałem w głowie tylko to, żeby go skończyć. Mówiłem sobie: nie poddawaj się, spróbuj go skończyć.

Stan ręki był jednak na tyle poważny, że przed trzecią rundą do zawodnika podszedł lekarz. Menifield otrzymał zgodę na kontynuowanie pojedynku i przez kolejne pięć minut walczył z widocznie zdeformowanym kciukiem. Po zakończeniu starcia okazało się, że uraz był jeszcze poważniejszy, niż można było przypuszczać.

Wciąż nie przeszedł operacji

Menifield podczas podcastu opowiedział również o tym, co czeka go po walce. W momencie nagrania nie miał jeszcze przeprowadzonej operacji. Zawodnik nie chciał poddać się zabiegowi w Kalifornii, ponieważ zależało mu na tym, aby jego ręką zajął się lekarz, który wcześniej pracował już przy jego urazach.

Muszę jutro przejść badanie i wtedy zobaczymy, co dokładnie trzeba zrobić. Myślę, że pod względem operacji wszystko powinno być załatwione do piątku. Potem będę pauzować przez tyle czasu, ile zalecą lekarze. Myślę, że około sześciu tygodni, a później wrócę do treningów i zacznę się ruszać.

Amerykanin zdradził także, jak wyglądała pomoc medyczna bezpośrednio po walce. W szpitalu jego rana została zabezpieczona, a lekarze próbowali ustawić kość na właściwym miejscu.

Nie chciałem robić tego tam w Kalifornii. Nie wiedziałem, czy moja ręka nie zostanie źle ustawiona albo coś w tym stylu. Chciałem wrócić do domu i pójść do osoby, która już wcześniej zajmowała się moimi dłońmi.

W szpitalu zszyli mi to całkiem dobrze. Próbowali włożyć kość z powrotem na miejsce. Nie jest idealnie prosto, ale jest tam, gdzie powinna być. Teraz pójdę do mojego chirurga i myślę, że oni to odpowiednio ustawią, zrobią swoje i być może założą gips.

Komisja Sportowa Stanu Kalifornia nałożyła na Menifielda 180-dniowe zawieszenie medyczne z powodu możliwego złamania lewego kciuka. Zawieszenie może zostać skrócone, jeśli zawodnik otrzyma zgodę lekarza na wcześniejszy powrót.

„Byłem zachwycony, kiedy ogłosili werdykt”

Pomimo poważnej kontuzji Menifield dotrwał do końcowej syreny. Po trzech rundach sędziowie wskazali go jako zwycięzcę niejednogłośną decyzją, punktując pojedynek 29-28, 29-28 i 28-29. Tym samym Amerykanin zadał Baraniewskiemu pierwszą zawodową porażkę.

Menifield przyznał, że dopiero po obejrzeniu walki zdał sobie sprawę, jak mocno udało mu się zranić Polaka w trzeciej rundzie. W trakcie pojedynku skupiał się wyłącznie na realizowaniu planu i zdobywaniu kolejnych punktów.

Widziałem, że był zmęczony, więc chciałem podkręcić tempo. Chciałem nabić jak najwięcej akcji, a jeśli będę w stanie go zranić i skończyć, to będę cały czas próbował. Kiedy później obejrzałem walkę, pomyślałem: cholera, naprawdę go wtedy zraniłem. Podczas walki nawet tego nie zauważyłem.

Dla Menifielda szczególnie ważny był jednak sam werdykt. Doświadczenie i odporność pozwoliły mu przetrwać trudny początek, a później odwrócić losy pojedynku.

Kiedy ogłosili decyzję, pomyślałem: o! Byłem naprawdę szczęśliwy. Nie usłyszałem dokładnie, co powiedział za pierwszym razem, więc dopiero później dotarło do mnie, że wygraliśmy. Byłem zachwycony.

Menifield chce teraz zawodnika z czołówki

Zwycięstwo nad Baraniewskim było dla Menifielda drugim triumfem z rzędu. 38-latek nie zamierza jednak zwalniać. Amerykanin przyznał, że jego celem są teraz znacznie wyżej notowani przeciwnicy.

Nie mam jeszcze konkretnego nazwiska. Cały czas mówię o zawodniku z TOP 10 albo TOP 5, ponieważ chcę samemu udowodnić, że należę do tego grona i że jestem w stanie rywalizować z najlepszymi. Raz straciłem tę szansę i po prostu chcę to odzyskać. Dlatego mówię o TOP 10, TOP 5.

Menifield nie zamierza również myśleć o końcu kariery. Mimo 38 lat i kolejnego poważnego urazu chce walczyć tak długo, jak będzie w stanie odnosić zwycięstwa.

Będę walczył, dopóki koła nie odpadną. Jestem jak George Foreman. Zrobię wszystko, co będzie trzeba. Nie obchodzi mnie to. Dopóki mi na to pozwalają i dopóki wygrywam, będę walczył. Jeśli będę w stanie to robić, będę kontynuował.

Na ten moment najważniejszym zadaniem dla Menifielda pozostaje jednak powrót do pełnej sprawności. Amerykanin chce najpierw przejść operację i rehabilitację, a dopiero później myśleć o kolejnym występie w oktagonie.

Zobacz także: Iwo Baraniewski po pierwszej porażce w karierze: „Mogłem zrobić trochę więcej i mogłem to wygrać”

źródło: WEIGHING IN | foto: Chris Unger/Zuffa LLC