Andrzej Grzebyk nie ukrywa, że ostatnie miesiące były dla niego trudne. Po emocjonalnej przegranej z Muslimem Tulshaevem zrobił krok w tył, odciął się od części medialnego szumu i poukładał sprawy poza sportem. Przed starciem z Tymoteuszem Łopaczykiem przekonuje jednak, że wraca do klatki jako spokojniejszy i bardziej świadomy zawodnik.
Już dziś podczas gali XTB KSW 119 w Radomiu były pretendent do pasa kategorii półśredniej – Andrzej Grzebyk zmierzy się z Tymoteuszem Łopaczykiem. Dla Grzebyka będzie to pierwszy występ od wrześniowej porażki przed czasem z Muslimem Tulshaevem na własnej ziemi.
„Brakło chłodnej głowy”
Andrzej Grzebyk przyznał, że po czasie inaczej patrzy na wydarzenia z Rzeszowa. Jego zdaniem to nie przygotowanie fizyczne zawiodło, lecz emocje związane z walką przed własną publicznością.
Troszkę mnie poniosło. Brakło chłodnej głowy. Może cała otoczka miasta, tej presji i tego wszystkiego spowodowała, że kiedy zamknęła się klatka, nie byłem sobą. Poszedłem w mecz, w który nie powinienem pójść. Ta ulica czasami wdraża się na sparingach i w walkach. W tym przypadku tak było. Wziąłem tę porażkę na swoje barki, bo ja to zrobiłem, a nie ktoś inny. Byłem świetnie przygotowany w każdej płaszczyźnie. Błędy się zdarzają i pracujemy nad tym, żeby je eliminować.
Grzebyk nadal uważa, że decyzja o przerwaniu pojedynku była przedwczesna.
To była walka wieczoru i wszyscy wiemy, po co tam wchodzimy. Ja nie byłem nieprzytomny, żeby to przerywać. Zostawiam to jednak za sobą i idę do przodu.
Budowa domu zabrała mu energię
Zawodnik z Podkarpacia zdradził, że ogromnym obciążeniem okazały się również sprawy prywatne. Budowa domu pochłaniała go przez długi czas i odbierała energię potrzebną do treningów.
Wprowadziłem się do domu i to bardzo mnie odciążyło. Spadło ze mnie chyba dziesięć, piętnaście, może dwadzieścia kilogramów ciężaru. Kto budował dom, ten wie, że to nic łatwego. To zabiera energię, a nie ją daje. W grudniu to wszystko ze mnie zeszło. Wyjazd do Tajlandii też mi bardzo pomógł i teraz naprawdę jestem dużo spokojniejszy.
Jak podkreśla, właśnie spokój jest dziś jego największą bronią.
Wszystko zaczyna się w głowie i kończy się w głowie. Umiejętności na tym poziomie nie przeskoczą nagle o kilkadziesiąt procent. Dużo pracy wykonaliśmy nad tym, żeby ta głowa była spokojna i nieprzebodźcowana. Chciałem znowu wejść na matę jako wilk, który poluje na swoją ofiarę. Znowu zacząłem polować na treningach i sparingach. Wejdę do klatki z zupełnie innym nastawieniem niż wcześniej.
„Mental to 70 procent sukcesu”
Grzebyk bardzo mocno zaakcentował również temat zdrowia psychicznego, który jego zdaniem w sportach walki nadal jest lekceważony.
Myślę, że mental to 70% sukcesu, a umiejętności to trzydzieści. Wielu zawodników to lekceważy, bo boją się mówić o swoich emocjach, problemach i rzeczach, które ich bolą. Każdy chce pokazać, że jest samcem alfa i ze wszystkim sobie poradzi. A czasami trzeba powiedzieć: słuchaj, nie daję rady. Popłakać się, wygadać. Ja nie mam z tym problemu. Trzymanie emocji w sobie jest wielkim błędem.
Rewanż z Muslimem? „Uważam, że tej walki nie przegrałem”
Choć dziś skupia się na Łopaczyku, Grzebyk nie ukrywa, że w przyszłości nadal chciałby wrócić do tematu pojedynku z Muslimem Tulshaevem.
Jasne, że chciałbym tego rewanżu. Uważam, że tej walki nie przegrałem. Na papierze może tak, ale sędzia moim zdaniem pośpieszył się z decyzją. Wróciłem do domu bez jednego zadrapania. Poza tym kolanem praktycznie mnie nie trafił. Brakuje trochę szczęścia, ale wierzę, że ta karta w końcu się odwróci.
„Nie chcę łatwych walk”
Mimo dwóch porażek z rzędu Grzebyk nie zamierzał szukać łatwiejszego przeciwnika. Jak sam przyznaje, interesują go wyłącznie pojedynki z czołowymi zawodnikami.
Nie chcę brać słabych walk. Jeśli mam przegrywać, to z najlepszymi. Chcę dawać kibicom świetne pojedynki i zapisywać się w ich pamięci. Wynik jest ważny dla mnie, ale ludzie pamiętają przede wszystkim to, co zostawiasz w klatce. Ja zawsze idę tam walczyć i nigdy tego nie zmienię.
Zobacz także: „Nie dostawałem łatwych walk” – Konrad Rusiński szczerze o swojej drodze w KSW
