Arman Tsarukyan znów czuje się pominięty w wyścigu o pas wagi lekkiej. Po efektownym zwycięstwie nad Danem Hookerem Ormianin liczył, że to on stanie naprzeciw Ilii Topurii. Zamiast tego UFC rusza dalej bez niego – i to wyraźnie wyprowadziło go z równowagi.
Po triumfie w Katarze, gdzie Arman Tsarukyan efektownie poddał Dana Hookera w drugiej rundzie, wydawało się, że sprawa jest oczywista: następny w kolejce do Ilii Topurii będzie właśnie Ormianin. To jego piąte zwycięstwo z rzędu i dziesiąte w ostatnich jedenastu walkach, a także pozycja numer jeden w oficjalnym rankingu pretendentów UFC.
Zamiast walki o pełnoprawny tytuł pojawiła się jednak inna narracja. Topuria wziął czas wolny ze względów osobistych, a UFC ogłosiło zestawienie o tymczasowy pas – Justin Gaethje kontra Paddy Pimblett na UFC 324. Co więcej, Dana White od razu zapowiedział, że zwycięzca tej konfrontacji będzie kolejnym rywalem mistrza.
Tsarukyan nie krył zaskoczenia. W krótkim wpisie na X napisał jedynie:
make it make sense
— Arman Tsarukyan UFC (@ArmanUfc) November 28, 2025
„Niech to ma jakiś sens”
Frustracja ma swoje podłoże – Ormianin sportowo dowozi wszystko, co powinien, choć relacje z władzami organizacji nie są ostatnio idealne. White był wściekły, gdy w styczniu Tsarukyan wycofał się z walki z Islamem Makhachevem na 48 godzin przed galą z powodu kontuzji pleców. Później znów ściągnął na siebie krytykę, gdy podczas face-offu w Katarze bezsensownie uderzył głową Hookera.
Co dalej? Na razie Tsarukyan prawdopodobnie musi czekać – jego przyszłość zależy od Gaethje, Pimbletta i powrotu Topurii.
Zobacz także: Michael Bisping szokuje: „To nie Tsarukyan zasłużył na walkę o pas. UFC wybrało właściwie”
źródło: X / Arman Tsarukyan | foto: ufc.com
