Artur Gwóźdź po raz kolejny zabrał głos w sprawie medialnego konfliktu z Adrianem Bartosińskim, swoim byłym podopiecznym i mistrzem KSW w wadze półśredniej. Menadżer Artnox Fight Sport przyznał przed naszymi kamerami, że nie chce już wracać do całej historii i uważa, że obie strony przedstawiły już swoje wersje wydarzeń. Jednocześnie zaznaczył, że jeżeli ponownie pojawią się pod jego adresem, jak to określił, fikcje lub zasłyszane historie, zamierza na nie odpowiedzieć.

Konflikt pomiędzy Adrianem Bartosińskim a jego byłym menadżerem wybuchł ponownie po wypowiedzi mistrza KSW, który zasugerował, że przez działania Gwoździa nie trafił wcześniej do UFC. Bartosiński stwierdził wówczas, że jego były menadżer „nie umiał czytać kontraktów”.

Gwóźdź odpowiedział, publikując między innymi nagranie z negocjacji nowej umowy Bartosińskiego z KSW. Przedstawił również swoją wersję wydarzeń dotyczącą warunków kontraktu i odpowiedzialności za podjęte wówczas decyzje.

Do całej sprawy wróciliśmy podczas naszego wywiadu z menadżerem Artnox Fight Sport. Zapytany o to, jak podsumowałby całą aferę i co chciałby przekazać kibicom, Gwóźdź nie chciał ponownie szczegółowo analizować poszczególnych zarzutów.

Ja myślę, że zostało już tyle powiedziane i każda ze stron zabrała głos. Wersje są dwie, podziały się porobiły ludzi, ale prawda jest tylko jedna i tak to zostanie. A słuchaj, no kurczę, wiesz co jest najgorsze w tej całej sytuacji? Że my dzisiaj o tym mówimy w ogóle, nie? Jak jest tyle fajnych wydarzeń i tak dalej, to nie ma o czym rozmawiać. Ja ten temat zakończę w sposób taki, że swoje powiedziałem. Utrzymuję to wszystko, co było powiedziane przeze mnie i jaka jest moja narracja, kto i że to wszystko było spowodowane, też można powiedzieć, odpowiedzią na pytania. Ja tutaj nie mam, jakby to powiedzieć, konflikt nie jest z tego, że jest między nami niechęć i pewna sytuacja, to jest proste i logiczne i nie ma już do czego wracać. Niech to się zakończy.

Gwóźdź: „Game over”

Menadżer Artnox podkreślił, że nie zamierza dalej uczestniczyć w publicznej wymianie zdań z byłym zawodnikiem. Nawiązał przy tym do wcześniejszych słów Wojsława Rysiewskiego, który również sugerował zakończenie całej sprawy.

Ja tak jak wysłałem, można powiedzieć słowami, słowami, wypowiedzią Wojsława Rysiewskiego, Game over. I niech to się, wiesz, kończymy, zamykamy, niech idzie swoją drogą. Nie chce mi się na ten temat gadać już.

Gwóźdź został również zapytany, czy możliwość publicznego przedstawienia własnego stanowiska przyniosła mu ulgę po tym, jak wcześniej miał nie komentować części kwestii związanych z zakończeniem współpracy z Bartosińskim.

Menadżer nie chciał jednak ponownie rozwijać tego wątku.

Wiesz co? No właśnie. No to jest też taka sytuacja, że wiesz, na coś się umówiliśmy, czy się nie umówiliśmy już, kurczę, wiesz, zostawmy ten temat. Ja zamykam ten temat.

„Jeżeli ruszy się to w moją stronę, będę reagował”

Choć Gwóźdź deklaruje zakończenie dyskusji, nie oznacza to, że zamierza ignorować ewentualne kolejne zarzuty. Menadżer zaznaczył, że jeżeli ponownie pojawią się informacje, które jego zdaniem będą nieprawdziwe, odpowie na nie.

Oczywiście jeżeli jeszcze raz ruszy się w moją stronę jakimiś fikcjami, historiami zasłyszanymi, no to będę dalej walił z innych dział. Także tak, nie ma o czym rozmawiać.

Gwóźdź zwrócił również uwagę, że cała sprawa w jego ocenie przesłoniła wydarzenia sportowe związane z KSW 121. Gala w Libercu była jednym z głównych tematów rozmów środowiska MMA, jednak medialna wymiana zdań pomiędzy Bartosińskim a jego byłym menadżerem przyciągnęła znaczną część uwagi kibiców.

Wiesz co, bo to naprawdę szkoda tego prądu dla was i tak dalej. Wiadomo, że najlepiej się klikają dramy i klikają się historie, które są. I to zobacz, że nawet sam jest tyle fajnych walk na Libercu, mówiło się o KSW, a prawie cały czas wy wszyscy i fani żyli dramą tego, co on powiedział, a potem co ja powiedziałem i kto co miał zjeść. No to wiesz, no nie na tym to polega. Nie kończymy. Nie ma tematu. Niech każdy idzie swoją drogą i myślę, że on wie, jak było, ja wiem, jak było i myślę, że przede wszystkim KSW wie. A już mniej więcej wam to powiedział Wojek w ostatnim wywiadzie chyba u Artura, jak to też przekierunkował. Także wyciągnijcie sobie sami wnioski. Niech będą dwa obozy, niech sobie tu żyje swoim życiem.

Spór rozpoczął się od kontraktu z KSW

Cała afera rozpoczęła się od wypowiedzi Bartosińskiego dotyczącej jego byłego menadżera i możliwości wcześniejszego przejścia do UFC. Mistrz KSW twierdził, że nie był odpowiedzialny za analizowanie podpisywanych umów, ponieważ zajmować się tym mieli menadżer oraz prawnik.

Gwóźdź przedstawił natomiast materiały pokazujące udział Bartosińskiego w negocjacjach jego kontraktu z KSW. W opublikowanym nagraniu były zawodnik aktywnie uczestniczył w rozmowach dotyczących swojej przyszłości, a menadżer argumentował później, że wynegocjował korzystne warunki finansowe oraz zapisy kontraktowe, na które Bartosiński wówczas przystał.

Do sprawy odniósł się także Wojsław Rysiewski. Dyrektor sportowy KSW potwierdził istnienie określonych zapisów w poprzedniej umowie Bartosińskiego, jednocześnie przedstawiając własną perspektywę dotyczącą odpowiedzialności zawodnika, menadżera i organizacji.

Obecnie Gwóźdź deklaruje jednak, że z jego strony temat jest zamknięty. Jak podkreślił, obie strony przedstawiły już swoje stanowiska, a dalsze publiczne roztrząsanie konfliktu nie jest jego zdaniem potrzebne.

Zobacz także: Michał Michalski byłby gotów wejść na zastępstwo do walki mistrzowskiej w grudniu: „Takich rzeczy się nie odmawia”