Były ogromne oczekiwania i duży zawód. Po porażce Łukasza Rajewskiego na OKTAGON 86 głos zabrał jego menedżer, Artur Gwoźdź, który bez owijania wskazał największy problem swojego zawodnika.
Gala w Szczecinie przyniosła mieszane emocje dla ekipy Artnox. Z jednej strony efektowne zwycięstwo Michała Piwowarskiego, z drugiej – rozczarowanie po występie Łukasza Rajewskiego. To właśnie ten drugi wątek najmocniej wybrzmiał w wypowiedzi Artura Gwoździa w wywiadzie dla naszej redakcji.
„Był sztywny, niepewny. To nie ten sam zawodnik”
Zdaniem menedżera, problem Rajewskiego nie leży w umiejętnościach, a w głowie i tym, co pokazuje w klatce względem treningów.
Łukasz był bardzo sztywny, taki niepewny tego swojego. Był zaganiany na siatkę, a tam przeciwnik tylko na to czekał.
Gwoźdź zwrócił uwagę na moment, który przesądził o losach walki.
W drugiej rundzie przespał, wszedł mu za plecy, zapięty trójkąt, potem próba balachy i takie podpuszczenie pod balachę i przejście do trójkąta nogami z góry.
Najmocniejsza diagnoza padła jednak chwilę później.
To nie jest ten Łukasz, którego widzimy na treningu.
„Ma ogromne serce, pracuje nawet za ciężko”
Mimo krytycznej oceny występu, menedżer nie ma wątpliwości co do zaangażowania swojego zawodnika.
On ma ogromne serce. On bardzo ciężko pracuje. Nawet uważam, że czasami za ciężko.
To jednak nie przekłada się na walki.
Przychodzą te walki i coś się nie zgrywa. To jest MMA.
Problem powtarzalny
Gwoźdź sugeruje, że nie jest to jednorazowa sytuacja, a schemat, który powtarza się w karierze Rajewskiego.
Myślę, że jakby to był ten Łukasz, którego pamiętamy, który nie był taki wycofany, to by to ogarnął.
Wskazuje też, że plan taktyczny był jasny i odpowiednio przygotowany.
Było wiadomo, co robić. Nie dać się sprowadzać, a jak już, to szybko wstawać. Miał dobrych ludzi w narożniku, ale nie udało się tego dźwignąć.
Zobacz także: OKTAGON 86 – wyniki. Sprawdź, kto wygrał w Szczecinie!
