Debiut w nowej organizacji, szybkie skończenie i konkretne deklaracje. Bartłomiej Gładkowicz nie tylko wygrał na FNC 29, ale od razu ustawił się w kolejce po największe cele.
Dla Bartłomieja Gładkowicza był to jeden z ważniejszych momentów w karierze. Po latach walk w Polsce i różnych przystankach na europejskiej scenie, zdecydował się na ruch za granicę. Jak sam przyznał – w kraju przestał widzieć dla siebie miejsce.
Szybkie skończenie i mocny sygnał
Na gali FNC 29 Gładkowicz zmierzył się z Andresem Ramosem, który wcześniej bił się o pas organizacji. Polak nie potrzebował dużo czasu, by przejąć kontrolę.
Pojedynek zakończył się w drugiej rundzie – duszenie zza pleców, pewne wykończenie i pierwsze zwycięstwo w nowej organizacji.
Wiedziałem, jak ta walka będzie wyglądać. To skończenie przyszło samo. Miałem takie poczucie: mówiłem, że tak będzie.
„Nie widziałem już miejsca w Polsce”
Po walce Gładkowicz nie ukrywał, że zmiana otoczenia była dla niego czymś więcej niż tylko sportową decyzją.
To dla mnie mega wydarzenie. Nie widziałem już miejsca w Polsce dla siebie, a tutaj czuję powiew świeżości.
Polak zwrócił też uwagę na zupełnie inny klimat wokół gali.
Tam jest zupełnie inna atmosfera. Siedzisz na hali, a ktoś w pierwszym rzędzie pali papierosa i cię dopinguje. Trochę mnie to rozwaliło, ale było w tym coś swojskiego.
Pewność siebie wraca
Jednym z ważniejszych wątków była też sfera mentalna. Gładkowicz otwarcie przyznał, że w przeszłości miał problem z wiarą w siebie.
Były momenty, że nie dowoziłem i mocno mnie to uderzyło. Miałem takie myśli, że może jestem tylko średniakiem na mniejsze gale.
Przełom przyszedł dzięki pracy z psychologiem i wsparciu sztabu.
Przepracowaliśmy dużo rzeczy. Przed walką poczułem, że jestem gotowy. Naprawdę czułem się niezwyciężony.
Cel jest jasny
Wygrana nad czołowym zawodnikiem organizacji od razu ustawiła Polaka w bardzo dobrej pozycji.
Pokonałem numer jeden w rankingu. Teraz to ja jestem w tej pozycji i mogę po nią sięgnąć.
Gładkowicz nie ukrywa, że interesuje go tylko jedno.
Teraz jestem na takim etapie, że chcę iść po pas.
Na razie jednak bez pośpiechu – powrót planuje po wakacjach, celując w kolejne duże zestawienie jesienią.
FNC robi wrażenie
Polak bardzo pozytywnie ocenił też samą organizację – zarówno pod względem sportowym, jak i medialnym.
Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Od hotelu po organizację walk. Mega profesjonalnie. Oni stawiają na emocje i budowanie zawodników. To zupełnie inne podejście niż w Polsce.
Nie ukrywa też, że docenia warunki finansowe.
Mogę powiedzieć, że to jedna z najlepszych wypłat w mojej karierze.
„Początek czegoś dużego”
Na ten moment bilans Gładkowicza to 13-5. Doświadczenie zbierane latami zaczyna się przekładać na konkretne efekty – i jak sam mówi, to dopiero początek.
Myślę, że to początek czegoś wielkiego. Chcę wreszcie pokazać, na co mnie stać.
Debiut zaliczony, rywal pokonany, sygnał wysłany. Teraz czas na kolejny krok.
Zobacz także: Piotr Niedzielski podpisał kontrakt z organizacją FNC
