Bartosz Leśko zrewanżował się Rafałowi Haratykowi za ubiegłoroczną porażkę i został nowym mistrzem kategorii półciężkiej KSW. Po pięciorundowej wojnie podczas gali XTB KSW 120 w Gdyni reprezentant Mighty Bulls Gdynia nie ukrywał ogromnej radości, ale jednocześnie podkreślał, że kluczem do sukcesu było całkowite skupienie na zadaniu, a nie na stawce pojedynku.
W walce wieczoru gali XTB KSW 120 Bartosz Leśko ponownie zmierzył się z Rafałem Haratykiem. Rok temu po niezwykle wyrównanym pojedynku to Haratyk zachował mistrzowski pas. Tym razem historia potoczyła się inaczej – po pełnych pięciu rundach sędziowie wskazali zwycięstwo Leśki, który został nowym czempionem kategorii półciężkiej.
„Bardziej smakuje rewanż niż sam pas”
Jeszcze przed wejściem do klatki Leśko wiedział, że tym razem nie może popełnić błędu z pierwszego pojedynku.
Bardziej smakuje rewanż niż sam pas. Kiedy stanęliśmy z Rafałem twarzą w twarz, pokazał mi swój pas i powiedział, że go nie odda. Odpowiedziałem mu wtedy, że tym razem ten pas nie jest dla mnie najważniejszy i chodzi mi tylko o niego. Przed pierwszą walką za bardzo żyłem otoczką tego pojedynku, tym, że walczę o mistrzostwo. Teraz byłem skupiony wyłącznie na zadaniu i na Rafale. To właśnie zrobiło różnicę.
Nowy mistrz przyznał, że z przebiegu walki jest bardzo zadowolony, choć uważa, że wciąż ma spore rezerwy.
Zawsze można zrobić więcej. Jestem bardzo zadowolony z całego przebiegu walki, ale jeszcze bardziej cieszę się z ludzi, których mam wokół siebie. Każda osoba w moim narożniku miała ogromny wpływ na moją sportową drogę i moje życie. Czuję, że właśnie teraz mam drużynę, z którą naprawdę mogę przenosić góry.
„Na te 25 minut staję się innym człowiekiem”
W końcówce pojedynku Leśko wyraźnie wywierał coraz większą presję, a na jego twarzy było widać ogromną determinację.
Na co dzień jestem raczej spokojnym i wydaje mi się miłym gościem, ale tak się po prostu nie da walczyć. Na te 25 minut trzeba zamienić się w wojownika. W klatce nie ma miejsca na koleżeńskie podejście. Jest tylko albo ja, albo on. Musisz wejść z nastawieniem, że zostawiasz tam wszystko i właśnie wtedy staję się trochę inną osobą.
Mistrz przyznał również, że w samej końcówce widział szansę na skończenie rywala przed czasem.
Poczułem, że mogę to zakończyć. Zostało już tylko kilka sekund, więc pomyślałem: „Ładuję do końca”. Rafał nawet wtedy, będąc już mocno porozbijany, jeszcze mnie delikatnie trafił. Tym większy szacunek dla niego, bo walczył do ostatnich sekund.
„Najważniejsze było skupienie na każdej rundzie”
Leśko zdradził, że doświadczenia z pierwszej walki z Haratykiem całkowicie zmieniły jego podejście do rewanżu.
Ten wielki moment przyszedł właśnie dlatego, że potraktowałem tę walkę jak każdą inną. Gdybym znowu nakręcał się, że to walka o pas, moje miasto i wielka gala, to ta otoczka mogłaby przesłonić to, co najważniejsze. Liczyło się tylko wykonanie zadania. Jedna runda na raz. Jedna akcja na raz.
Podobne podejście towarzyszyło mu również podczas samego pojedynku.
W trakcie walki kompletnie nie zastanawiałem się nad punktacją. Nie dostawałem żadnego sygnału z narożnika, czy prowadzę, czy przegrywam. Skupialiśmy się wyłącznie na kolejnych rundach. Nie wiedziałem też, jak sędziowie będą oceniać obalenia Rafała, bo z jednej strony mnie sprowadzał, ale z drugiej nie zadawał wielu mocnych ciosów, a ja pracowałem z dołu. Byłem pogodzony z każdym werdyktem i po prostu czekałem na decyzję.
Takie podejście potwierdził również w rozmowie z mediami KSW.
Z jednej strony jest pięknie, jest euforia, a z drugiej strony – może to dziwnie zabrzmi – po tej walce nie czuję się wcale inaczej niż po zaj*bistym treningu. Jak trenujesz, tak walczysz, a my naprawdę toczymy wojny w klubie i jestem skupiony na codziennych treningach, a ten tytuł mistrzowski jest po prostu efektem tego wszystkiego. Tym razem się udało i będę teraz zacięcie bronił pasa.
Podziękował Haratykowi i kibicom
Nowy mistrz nie zapomniał również o swoim rywalu oraz kibicach, którzy wypełnili Polsat Plus Arenę Gdynia.
Dziękuję Rafałowi za tę i poprzednią walkę. Dziękuję za sportową postawę, bo myślę, że w obu pojedynkach pokazaliśmy kwintesencję tego sportu. Nie było żadnego wyzywania, przepychanek ani niepotrzebnej agresji.
Po zakończeniu wywiadów Leśko ponownie zwrócił się do publiczności.
To moja ziemia, moi ludzie i moi kibice. Bardzo wam dziękuję. Dziękuję całej ekipie KSW, wszystkim ludziom pracującym przy tej gali, dziennikarzom, ochronie, medykom. Naprawdę czuję się tutaj jak w domu. Przepełnia mnie ogromna radość i wdzięczność.
Nowy mistrz nie chciał jeszcze deklarować, kto będzie jego pierwszym pretendentem. Przyznał jedynie, że po wyczerpującej, pięciorundowej wojnie najpierw zamierza zadbać o zdrowie, a dopiero później usiądzie do rozmów o kolejnej walce. Jedno jest jednak pewne – po udanym rewanżu z Rafałem Haratykiem Bartosz Leśko zamierza rozpocząć długie panowanie na tronie kategorii półciężkiej.
Zobacz także: Rafał Haratyk po utracie pasa KSW: „Chyba trzeba będzie zrobić trylogię”
źródło: KSW, wywiad własny | foto: KSW
























