Borys Dzikowski podczas Media Day przed XTB KSW 121 zabrał przed naszymi kamerami głos w sprawie odpowiedzialności zawodnika za podpisywany kontrakt. Przedstawiciel KSW podkreślił, że dokładnie czyta wszystkie dokumenty, a w razie niezrozumiałych zapisów konsultuje je z osobami mającymi większe doświadczenie prawne. W rozmowie z naszą redakcją zawodnik zaznaczył również, że w pełni zgadza się z opinią Wojsława Rysiewskiego, według której to zawodnik powinien mieć decydujący głos przy wyborze swojego zespołu i menadżera.

Temat kontraktów zawodników KSW w ostatnich dniach wzbudzał sporo dyskusji w polskim MMA. Wszystko za sprawą konfliktu na linii Adrian Bartosiński – Artur Gwóźdź, który eskalował w ostatnich dniach. W centrum zainteresowania znalazły się między innymi kwestie dotyczące tego, kto powinien odpowiadać za znajomość warunków umowy i jaką rolę w tym procesie powinien odgrywać menadżer. O zdanie na ten temat podczas Media Day XTB KSW 121 zapytaliśmy Borysa Dzikowskiego, który już w sobotę zmierzy się z Adrianem Dudkiem.

Zawodnik przyznał, że ufa swojemu menadżerowi Arturowi Ostaszewskiemu, jeśli chodzi o kwestie kontraktowe. Jednocześnie nie oznacza to, że całkowicie oddaje w jego ręce odpowiedzialność za podpisywane dokumenty. Dzikowski zaznaczył, że sam dokładnie zapoznał się ze swoim kontraktem, a dodatkowo konsultował niezrozumiałe dla siebie zapisy.

Ja powiem tak, ja ufam Arturowi, jeżeli chodzi o kwestie kontraktowe i inne takie rzeczy, ale zawsze kontrakty czy tam nawet Artur sam mnie do tego zachęca. Borys, przeczytaj to, przestudiuj. Nie wiem, jak podpisywałem kontrakt, nie było żadnego ciśnienia, żeby ten kontrakt podpisywać na już. Generalnie ja ten kontrakt tak z mojej winy chyba nawet podpisywałem ze trzy czy cztery tygodnie. No ale naprawdę przeczytałem go od dechy do dechy. Wszystkie jakieś takie, nie wiem, nieścisłości jakby też próbowałem się zapytać gdzieś, doradzić, nie wiem, radcę prawnego i tak dalej, jakiegoś znajomego czy coś, żeby było. Więc ja kontrakt przeczytałem sam od dechy do dechy. Jakieś takie, nie wiem, nie chcę powiedzieć niepokojące, tylko jakby rzeczy, których nie do końca rozumiałem, chciałbym, żeby ktoś mi przedstawił szerszy kontekst tego, no to zapytałem po prostu kogoś, kto jest dużo bardziej oblatany w tych tematach. Nie, ja nie wyobrażam sobie podpisać czegoś nie czytając tego.

Dzikowski nie ukrywa przy tym, że rozumie również zawodników, którzy w kwestiach formalnych w dużej mierze polegają na swoich menadżerach. Jak zauważył, właśnie między innymi dlatego zawodnicy zatrudniają przedstawicieli, aby ci zajmowali się negocjacjami i pilnowali interesów swoich podopiecznych.

Ostatecznie odpowiedzialność za podpisanie dokumentu pozostaje jednak po stronie zawodnika.

„Zawodnik jest na początku łańcucha pokarmowego”

W dalszej części rozmowy Dzikowski odniósł się do słów Wojsława Rysiewskiego, który przedstawiał relację pomiędzy organizacją, zawodnikiem, trenerem i menadżerem. Zdaniem matchmakera KSW zawodnik nie powinien znajdować się na końcu tego układu. To on zatrudnia poszczególnych członków swojego zespołu i powinien mieć wpływ na to, z kim współpracuje.

Dzikowski w pełni zgodził się z takim podejściem. Jak podkreślił, zarówno trener, jak i menadżer mają przede wszystkim odpowiadać na potrzeby zawodnika, a jeśli współpraca przestaje funkcjonować, zawodnik powinien mieć możliwość dokonania zmiany.

Ja się zgadzam w 100%. Generalnie to oczywiście zawodnik na początku szuka trenera, gdzieś tam rozmawiają na temat współpracy, jeżeli się zazębią, czy zawodnicy zmieniają kluby i tak dalej, ale umówmy się, to zawodnikowi na końcu musi pasować i warsztat trenerski, i podejście trenera do niego. Jakby dobór całych obciążeń, jakby na trenerze też spoczywa bardzo duża odpowiedzialność, jeżeli chodzi o zawodnika, więc dobrze, żeby zawodnik dobierał tego trenera samemu. Rozumiem zawodników, którzy zmieniają trenerów, szukają i tak dalej. Sam tak robię i szukam, no bo po prostu na dobrą sprawę mi ma pasować, trenerowi ma pasować. Tak samo z menadżerem. No generalnie, jeżeli miałbyś się kłócić z menadżerem, no to niepotrzebny ci jest taki menadżer. Więc zgadzam się z Wojsławem, że tak powinno być.

Zawodnik zwrócił również uwagę, że zmiany w sztabie szkoleniowym nie muszą wynikać z konfliktów personalnych. W jego przypadku decyzje dotyczące poszerzania zespołu czy zmiany osób pracujących przy przygotowaniach były związane przede wszystkim z kwestiami sportowymi.

Mówię, nie wiem, z czego to wynika, że zawodnik, nie stawia na swoim. No bo ja jak czegoś potrzebowałem zmiany, to po prostu tą zmianę starałem się wdrożyć w życie czy zmienić, osobę w narożniku. I to często nie wynikało z jakiś, osobistych naleciałości czy czegoś, tylko na przykład, nie wiem, czy wizja mogła się rozjechać na przykład w danym momencie na walki, czy tam na przygotowania, albo na przykład nałożenie dużo zawodników i jeden trener nie był w stanie tego ogarnąć, więc trzeba było poszerzyć team. Więc generalnie ja zgadzam się z tym, co powiedział Wojsław, że zawodnik jest na początku łańcucha pokarmowego i to on powinien dobierać team, który mu pasuje.

Dzikowski sam od dłuższego czasu korzysta między innymi z możliwości treningowych, jakie daje mu Dawid Pepłowski i klub Octopus. Jak zaznaczył, nie określa się jednak jako zawodnik tego klubu. Docenia natomiast zarówno warsztat szkoleniowy Pepłowskiego, jak i atmosferę panującą podczas treningów.

W jego ocenie jednym z największych atutów trenera jest indywidualne podejście do zawodników. Dzikowski uważa, że Pepłowski nie próbuje narzucić wszystkim podopiecznym jednego stylu walki, lecz dopasowuje trening do ich charakterystyki.

Tak na szybko, nie zastanawiając się, bo generalnie dużo więcej rzeczy mógłbym powiedzieć, ale Dawid nie kroi zawodnika na miarę. Jakby moim zdaniem w Octopusie nie jest fabryka zawodników, że każdy ma walczyć w ten sam sposób, bo coś jest skuteczne i każdy ma to. Dawid do każdego zawodnika potrafi dostosować rzeczy, które powinien robić, jak robić, kiedy robić. I zawodnika bardziej usposobionego stójkowo będzie w stanie poprowadzić i dobierać mu tak sparing partnerów, żeby to, co trzeba u niego poprawić, poprawiać. U zawodnika bardziej grapplersko usposobionego będzie te najlepsze cechy eksponował i będzie poprawiał te słabsze, dobierając właśnie odpowiednich ludzi, odpowiednie dociążanie, odpowiednie obciążenia na motoryce i tak dalej. Tak więc Dawid moim zdaniem jest trenerem dobrym dlatego, że ma otwartą głowę i nie próbuje być zakładnikiem jednej prawdy, że tylko tak to jest skuteczne, tak będziemy walczyć. I myślę, że dlatego zawodnicy lgną do Dawida, no bo Dawid patrzy holistycznie na zawodnika i indywidualnie, a nie stara się robić taką fabrykę, jak to niekiedy trenerzy ze starej szkoły mieli, że nie wiem, działa low kick, to wszyscy kopią low kick, mimo że ktoś tego nie lubi. Dawid też jest takim mocnym liderem na treningu, więc te cechy przywódcze też ma takie jak należy, żeby być dobrym trenerem. Ma posłuch, zawodnicy mu wierzą, więc to wszystko się składa na to, że moim zdaniem Dawid Pepłowski jest najlepszym trenerem młodego pokolenia w MMA, jaki na dzień dzisiejszy jest.

Dzikowski już w sobotę stanie przed kolejnym wyzwaniem. Na XTB KSW 121 w Libercu zmierzy się z Adrianem Dudkiem. Dla zawodnika będzie to próba przerwania serii trzech kolejnych porażek. Obecnie legitymuje się bilansem 4-4.

Zapytany o to, czy najbliższe starcie może być dla niego walką ostatniej szansy, Dzikowski nie chciał patrzeć na pojedynek w ten sposób. Zwrócił uwagę, że na decyzje organizacji dotyczące jego przyszłości nie ma pełnego wpływu, dlatego nie zamierza dodatkowo obciążać się takimi kalkulacjami.

Nie zastanawiam się nad tym, bo nawet jak wygram, to może być walką ostatniej szansy, więc jakby nie mam na to centralnie wpływu, więc nawet jeżeli taka myśl się pojawia w głowie, no to od razu ją wypuszczam. No bo ja nie mam na to wpływu. Nawet jeżeli bym walkę wygrał, no to Wojsław mógłby powiedzieć: Słuchaj Borys, nie ma dla ciebie miejsca, więc ciężko powiedzieć.

W Libercu Dzikowski będzie więc miał do wykonania przede wszystkim zadanie sportowe. Jak sam podkreślał, zamiast zastanawiać się nad tym, co może wydarzyć się później, skupia się na tym, na co rzeczywiście ma wpływ.

Zobacz także: Radosław Paczuski chciałby sprawdzić się na gołe pięści. Jest jednak coś, co go powstrzymuje