Borys Mańkowski od ponad trzech lat nie pojawił się w klatce, a jego ostatnia walka zakończyła się porażką przez latające kolano z Valeriu Mirceą. Były mistrz KSW w rozmowie z Filipem Lewandowskim opowiedział o kulisach swojej długiej przerwy i przyznał, że w pewnym momencie sporty walki przestały być dla niego najważniejsze. Mańkowski zdradził, że do zmiany jego podejścia doprowadziły między innymi problemy zdrowotne oraz odkrycie treningu nastawionego na mobilność.

Dla Borysa Mańkowskiego ostatnie lata były zupełnie inne od okresu, w którym regularnie pojawiał się w klatce KSW. „Tasmański Diabeł” po raz ostatni walczył 21 stycznia 2023 roku, kiedy na gali KSW 78 został znokautowany przez Valeriu Mirceę latającym kolanem już w pierwszej rundzie.

Od tamtej pory nie doszło do jego kolejnego występu. Mańkowski nie ogłosił jednak wprost zakończenia kariery, a jego obecna działalność związana jest między innymi z treningiem, mobilnością oraz rozwijaniem własnych projektów.

W rozmowie z Filipem Lewandowskim były mistrz KSW zdecydowanie szerzej opowiedział o tym, co doprowadziło go do odejścia od regularnych treningów MMA.

Kontuzje zmieniły jego podejście do sportu

Jednym z kluczowych momentów były problemy zdrowotne. Mańkowski przez lata traktował swoje ciało przede wszystkim jako narzędzie potrzebne do realizowania sportowych celów. Kolejne urazy sprawiły jednak, że zaczął patrzeć na wszystko z zupełnie innej perspektywy.

Najbardziej przyczyniła się do tego sytuacja, gdzie ja najpierw miałem zerwane więzadła ACL, później miałem złamaną rękę, a później miałem dwa przyczepy w kolanach tak ponadrywane, że praktycznie pół roku nie robiłem zapasów i jiu-jitsu, nie mogłem tego zrobić, bo jak zrobiłem to na drugi dzień nie mogłem usiąść na kibel po prostu. Nie miałem takie wiesz, że byłem pół roku można powiedzieć taką kaleką.

Problem polegał na tym, że tym razem organizm nie wracał do sprawności w takim tempie, do jakiego Mańkowski był przyzwyczajony. Zawodnik przez lata akceptował urazy, ponieważ wiedział, że po odpowiedniej rehabilitacji będzie mógł ponownie rozpocząć ciężkie przygotowania.

Tym razem sytuacja wyglądała inaczej.

Ja wtedy tak się zastanawiałem, czy to w ogóle kiedykolwiek dojdzie do siebie te przyczepy i wiesz i tak i w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że ja już w dupie mam te sporty walki, bo zawsze było tak, że ja chciałem być zdrowy tylko po to, żeby móc wystartować w walkach, żeby nic mnie innego nie obchodziło. Jakaś tam operacja się zdarzyła, no okej, wiedziałem, że jakieś 2-3 miesiące i można było iść na pełen gwizdek. A te przyczepy były takim ustrojstwem, że to pół roku trwało, nic się nie leczyło, nic nie było lepiej. 

To właśnie ten moment Mańkowski wskazuje jako jeden z przełomowych w swoim podejściu do kariery. Po raz pierwszy zdrowie samo w sobie stało się dla niego celem, a nie jedynie środkiem pozwalającym wrócić do rywalizacji.

I w pewnym momencie sobie zdałem sprawę z tego, że właśnie mam gdzieś już te sporty walki, tylko ja po prostu chcę być zdrowy, nie? I nie chcę, żeby mnie bolało i jakby zrozumiałem, że to jest dla mnie najważniejsze.

„Tak trochę niechcący zakończyłem tę karierę”

W tym samym okresie były mistrz KSW zaczął coraz mocniej interesować się treningiem mobilnościowym. Początkowo miał być to sposób na pracę z własnym ciałem w czasie, gdy nie mógł normalnie trenować sportów walki.

Mańkowski zaczął wykorzystywać między innymi elementy związane z ruchem i mobilnością, a z czasem zauważył, że przynoszą one efekty również w jego przypadku.

I wyobraź sobie, że ja nie dosyć, że pół roku praktycznie no nie zrobiłem prawie że w ogóle tych treningów, to jeszcze w dodatku nie robiłem żadnych innych treningów sportów walki, tylko robiłem sobie te różne układy mobilnościowe, nie? Wróciłem na jiu-jitsu, robię te wszystkie rundy i tak dalej. Ja się czuję normalnie, jakbym nie miał w ogóle przerwy. Mało tego, tam popoddawałem paru chłopaków i tak dalej. Oni na mnie patrzą, ty gdzie ty byłeś w ogóle? Wiesz, a ja no nigdzie. Byłem na wakacjach, nie? I bawiłem się po prostu tym swoim ciałem.

To doświadczenie było dla niego swego rodzaju olśnieniem. Okazało się bowiem, że mimo długiej przerwy od typowych treningów MMA jego ciało nadal funkcjonowało bardzo dobrze.

Właśnie wtedy zainteresowanie mobilnością zaczęło stopniowo wypierać u Mańkowskiego potrzebę powrotu do regularnych treningów MMA.

I ja wtedy takie olśnienie dostałem, że jaka to jest petarda, że ja nie musiałem być na żadnej sali, nie musiałem się z nikim chwytać, a moje ciało było w taki sposób rozruszane, że po prostu jestem taką sobie małpeczką. No to zacząłem coraz głębiej wchodzić te ćwiczenia, nie? Coraz więcej, coraz więcej, aż one mi tak przysłoniły w ogóle sporty walki, że ja tak naprawdę tak trochę niechcący zakończyłem tą karierę, że ja nagle już nie chciałem być na sali, tylko ja chciałem sobie sam ze sobą dłubać, bo widziałem w tym taki potencjał, ale typowo dla siebie.

To bardzo istotna deklaracja w kontekście jego wieloletniej kariery. Mańkowski nie przedstawia swojego odejścia od MMA jako jednego konkretnego dnia czy oficjalnej decyzji. Proces miał być znacznie bardziej naturalny – wraz z odkrywaniem nowych możliwości związanych z własnym ciałem coraz mniej ciągnęło go do codziennego życia zawodnika.

„Zawsze chciałem być zdrowy tylko po to, żeby walczyć”

Mańkowski przyznał również, że przez większą część kariery jego priorytety były ustawione zupełnie inaczej. Zdrowie było dla niego ważne przede wszystkim dlatego, że umożliwiało mu realizowanie sportowych ambicji.

Kiedy pojawiły się problemy, a kolejne miesiące nie przynosiły oczekiwanej poprawy, ta hierarchia zaczęła się zmieniać. Wyjazd do Wietnamu był jednym z elementów odcięcia się od dotychczasowego sposobu funkcjonowania.

I był taki czas, gdy polecieliśmy sobie do Wietnamu, bo już chciałem się odciąć od klubu po prostu sportów walki, żeby w ogóle nawet na niego nie patrzeć z tego względu, że wiedziałem, że te przyczepy nigdy do siebie nie dojdą.

Paradoksalnie właśnie wtedy Mańkowski zaczął ponownie eksperymentować z ruchem i ćwiczeniami, które wcześniej wykorzystywał jedynie jako dodatek do treningów.

Z czasem odkrył, że może zbudować wokół tego zupełnie nową drogę.

Mańkowski spojrzał na MMA z dystansu

Były mistrz KSW opowiadał również o zmianie perspektywy, jaka nastąpiła po odsunięciu się od zawodowego MMA. Przez wiele lat sporty walki były praktycznie całym jego życiem. Trenował od młodych lat i przez długi czas nie wyobrażał sobie funkcjonowania poza tym środowiskiem.

Dopiero kiedy znalazł się poza nim, zaczął dostrzegać, jak mocno wcześniej był skoncentrowany właśnie na walce.

No zupełnie inaczej. Wiesz, ja miałem w pewnym momencie w ogóle takie, nie wiem, nazwijmy to olśnienie, wiesz, kiedy to siedzisz, no bo siedzisz w tym od zawsze, wiesz, i ty nie jesteś w stanie tak łatwo z tego wyjść, nie? I wiesz, ja od strzelam, no 13 roku życia trenowałem i byłem zafiksowany tymi walkami. Od 16 już trenowałem MMA i dla mnie to było całe życie.

Mańkowski z czasem zaczął więc patrzeć na swoją dotychczasową drogę z większym dystansem. Jednym z ciekawszych przykładów była jego relacja z Mateuszem Gamrotem i obserwowanie kariery przyjaciela, który ostatecznie trafił do UFC.

Choć Mańkowski przyznał, że kiedyś mógł odczuwać pewien żal, że ich wspólna droga nie doprowadziła obu zawodników do największej organizacji MMA na świecie, dzisiaj patrzy na to zupełnie inaczej.

A patrząc na teraz, na to swoje życie właśnie jakim wiesz mam spokój, harmonię, a patrzę na to jakim pędzie jest Gamer, co to właśnie śmieję się nawet nie, że zazdroszczę, ja zawsze za cholerę bym tego nie wziął. Ja w ogóle nie, ja bym nie chciał tego. Ja właśnie też mu to mówiłem. Więc Gamer, ja bym się z tobą nie zamienił. Nie chciałbym tego w ogóle.

Były mistrz znalazł nowy kierunek

Nie oznacza to, że Mańkowski całkowicie odciął się od sportów walki. Nadal pozostaje związany z tym środowiskiem, trenuje i wykorzystuje doświadczenie zdobyte przez lata zawodowej kariery. Zmienił się jednak cel, który przyświeca jego aktywności.

Dzisiaj zamiast podporządkowywać całe życie kolejnemu pojedynkowi, skupia się na sprawności, zdrowiu i rozwijaniu własnych metod pracy z ciałem. W rozmowie podkreślił, że właśnie dzięki temu zaczął dostrzegać zupełnie inne możliwości.

Co ciekawe, sam przyznaje, że nie planował takiego scenariusza. Jego odejście od zawodowego MMA nie było efektem jednej konferencji czy oficjalnego komunikatu. Był to raczej proces, który rozpoczął się od problemów zdrowotnych, a następnie doprowadził do zmiany priorytetów.

Po ponad trzech latach od ostatniego pojedynku z Mirceą Mańkowski nadal pozostaje więc postacią mocno kojarzoną z polskim MMA, ale jego obecne życie wygląda zupełnie inaczej niż w czasach, gdy regularnie wychodził do klatki.

I właśnie dlatego określenie, którego użył sam były mistrz, wydaje się najlepiej podsumowywać jego obecną sytuację: „tak trochę niechcący zakończyłem tę karierę”.

Zobacz także: Khamzat Chimaev rozważa zawieszenie kariery: „Mam wiele kontuzji, które muszę wyleczyć”

źródło: Filip Lewandowski Podcast (YouTube)