Caio Borralho jest coraz bliżej powrotu do oktagonu po operacji żeber. Brazylijczyk celuje w występ na UFC 334 w Madison Square Garden i otwarcie deklaruje, że interesuje go pojedynek z każdym zawodnikiem z czołowej dziesiątki kategorii średniej. Jego zdaniem od upragnionej walki o mistrzowski pas dzielą go już tylko jedno lub dwa zwycięstwa.

Ostatnie miesiące były dla Caio Borralho wyjątkowo trudne. Brazylijczyk miał zmierzyć się z Joe Pyferem na UFC 330, jednak kontuzja żeber okazała się na tyle poważna, że konieczna była operacja i wycofanie się z pojedynku.

Teraz reprezentant Fighting Nerds wraca jednak do pełnych treningów i chce jak najszybciej ponownie włączyć się do rywalizacji w jednej z najbardziej interesujących obecnie kategorii wagowych UFC. Idealnym miejscem na powrót miałaby być listopadowa gala UFC 334 w Nowym Jorku.

„Jestem już na poziomie 90-95 procent”

Borralho przyznał, że jego organizm nie jest jeszcze w stu procentach gotowy, ale obecnie może już wykonywać praktycznie wszystkie elementy treningu MMA. Brazylijczyk liczy, że za kilka tygodni będzie w stanie rozpocząć pełnoprawny obóz przygotowawczy.

Myślę, że jestem teraz na poziomie 90-95 procent, ale już trenuję w pełnym zakresie. Robię wszystko – grappling, zapasy, stójkę. Myślę, że za trzy lub cztery tygodnie będę mógł rozpocząć obóz przygotowawczy. Chcę walczyć w Madison Square Garden, więc ten termin jest dla mnie idealny.

Przymusowa przerwa oznaczała dla Brazylijczyka pierwsze wycofanie się z walki od momentu dołączenia do UFC w 2021 roku. Nie ukrywał, że musiał zaakceptować sytuację, której nie był w stanie kontrolować, ale starał się wykorzystać ten czas w możliwie najlepszy sposób.

To było trochę frustrujące, ponieważ walka z Joe Pyferem była świetnym zestawieniem. Prędzej czy później myślę, że i tak się z nim zmierzę, ale musiałem wycofać się, przejść operację i zadbać o wszystkie te sprawy. Teraz jednak czuję się gotowy. Mam wrażenie, że zbliżam się do najlepszej formy w swoim życiu.

Pyfer? Borralho chce każdego z czołowej dziesiątki

Potencjalny pojedynek z Joe Pyferem nadal znajduje się na radarze Brazylijczyka. Amerykanin jest obecnie po serii czterech zwycięstw, a w ostatnim występie zanotował niezwykle cenne zwycięstwo nad byłym mistrzem UFC Israelem Adesanyą.

Borralho nie zamierza jednak uzależniać swojej przyszłości wyłącznie od tego zestawienia. Jego cel jest prosty – chce dostać nazwisko, które będzie miało sens zarówno dla niego, jak i dla sytuacji w kategorii średniej.

Czekam po prostu, aż UFC poda mi nazwisko, a wtedy od razu zaakceptujemy walkę. Nie ma znaczenia, kto to będzie. Musi to po prostu mieć sens dla mnie, dla organizacji i dla dywizji. Miałem siedem zwycięstw z rzędu, później poniosłem porażkę, ale teraz odniosłem dobre zwycięstwo nad Reinierem de Ridderem. Uważam, że dzielą mnie od pasa jedno lub dwa zwycięstwa. Czekam tylko na nazwisko.

W ostatniej walce Brazylijczyk pokonał Reiniera de Riddera, odbudowując się po porażce z Nassourdinem Imavovem. Sam Holender dodatkowo potwierdził później swoją wartość w dywizji, co zdaniem Borralho jeszcze bardziej podnosi znaczenie jego marcowego zwycięstwa.

Co dalej z walką o pas?

Sytuacja na szczycie kategorii średniej pozostaje otwarta. Mistrzowski pas zdobył Sean Strickland, pokonując w maju Khamzata Chimaeva, który poniósł wówczas pierwszą porażkę w zawodowej karierze MMA.

Borralho przyznał, że wynik tego pojedynku sam w sobie nie był dla niego największym zaskoczeniem. Duże wrażenie zrobił na nim jednak sposób, w jaki Chimaev zdecydował się prowadzić część walki w stójce.

Byłem zaskoczony czymś, czym wielu ludzi chyba nie było zaskoczonych. Wiedziałem, że Khamzat będzie próbował sprowadzeń, że będzie chciał obalić Seana. Trenowałem z oboma i wiem, jak trudno utrzymać Stricklanda na ziemi. Ma też świetną mentalność, kiedy znajduje się na plecach – potrafi spokojnie wracać na nogi i nie panikuje. Wiedzieliśmy również, że Khamzat w niektórych walkach potrafił się zmęczyć. Nie zaskoczyło mnie więc to, że Sean wychodził z trudnych pozycji. Zaskoczyło mnie natomiast, jak długo Khamzat zostawał z nim w stójce i wymieniał ciosy. Walka była naprawdę wyrównana.

Imavov przed Chimaevem

Sam Borralho uważa jednak, że natychmiastowy rewanż dla Chimaeva nie byłby obecnie najlepszym rozwiązaniem. W jego opinii pierwszeństwo w kolejce powinien otrzymać Nassourdine Imavov.

Myślę, że to Imavov zasługuje teraz na walkę o pas. Ma już historię ze Stricklandem – przegrał z nim wcześniej walkę w kategorii półciężkiej, kiedy Sean wziął pojedynek w krótkim terminie. Uważam, że Imavov zrobił wszystko, czego potrzebował, żeby zasłużyć na walkę o tytuł.

Brazylijczyk wskazał jednak, że w ścisłej czołówce znajduje się obecnie kilku zawodników, którzy mogą szybko zmienić układ sił. Oprócz Pyfera wymienił również Brendana Allena, a jego zdaniem kolejne pojedynki mogą bardzo szybko wyłonić następnego pretendenta.

Mamy Pyfera, mamy Brendana Allena. Mogę walczyć z każdym z nich. Oni mogą walczyć ze sobą albo ja mogę walczyć z oboma. Jesteśmy teraz w ścisłej czołówce tej dywizji i myślę, że ktokolwiek wygra następny pojedynek, może być kolejnym zawodnikiem w kolejce do walki o pas.

Dla Borralho najważniejsze jest więc jak najszybsze odzyskanie sportowego rytmu. Jeśli jego powrót do zdrowia będzie przebiegał zgodnie z planem, listopadowy występ w Madison Square Garden może być początkiem decydującego etapu jego marszu w kierunku mistrzowskiego pojedynku.

Zobacz także: „Syn bogatego ojca”? Chael Sonnen broni Armana Tsarukyana i odwraca narrację

źródło: wywiad Caio Borralho dla MMA Fighting | foto: Pedro Vilela/Zuffa LLC