Site icon InTheCage.pl

Chase Hooper był o krok od końca kariery: „Powiedziałem żonie, że jeśli przegram, wracam do normalnej pracy”

Chase Hooper był o krok od końca kariery: „Powiedziałem żonie, że jeśli przegram, wracam do normalnej pracy”

UFC

Chase Hooper przerwał złą passę podczas gali UFC Oklahoma City, błyskawicznie poddając Mitcha Ramireza już w pierwszej rundzie. Po zwycięstwie Amerykanin wyznał, że stawką tego pojedynku było dla niego znacznie więcej niż kolejna wygrana – w przypadku porażki zamierzał zrezygnować z zawodowego MMA i wrócić do zwykłej pracy.

Podczas gali UFC Oklahoma City Chase Hooper nie pozostawił żadnych wątpliwości w starciu z Mitchem Ramirezem. Amerykanin potrzebował zaledwie 2 minut i 15 sekund pierwszej rundy, aby zmusić rywala do odklepania duszenia zza pleców i wrócić na zwycięską ścieżkę.

Dla Hoopera był to pierwszy triumf od kwietnia 2025 roku, kiedy jednogłośnie wypunktował Jima Millera. Co więcej, było to jego pierwsze zwycięstwo przed czasem od grudnia 2024 roku.

„Jeśli przegrałbym trzeci raz z rzędu, nie zasługiwałbym na miejsce w UFC”

Po walce Hooper zdradził, że przed pojedynkiem z Ramirezem postawił przed sobą jasny warunek. Trzecia z rzędu porażka miała oznaczać koniec jego kariery w UFC.

Powiedziałem żonie, że nie przegram trzech walk z rzędu. Gdyby do tego doszło, uznałbym, że po prostu nie zasługuję na miejsce w UFC i muszę znaleźć sobie inne zajęcie. To był dla mnie moment „być albo nie być”. Minął już ponad rok od mojego ostatniego zwycięstwa i naprawdę brakowało mi tego uczucia. Wygrywanie uzależnia. Człowiek cały czas chce znowu to przeżyć. Powiedziałem żonie, że jeśli przegram ten pojedynek, wracam do normalnej pracy. Na szczęście mogę odłożyć te obawy na bok. Nadal mam odpowiednie umiejętności i wciąż zasługuję na to, żeby tu być.

Zwycięstwo z dedykacją dla Michaela Chiesy

Hooper przyznał również, że ogromny wpływ na jego przygotowania miał niedawno emerytowany Michael Chiesa, z którym trenował podczas obozu.

To są rzeczy, które robię praktycznie każdego dnia na treningach. Praca nad przejęciem pleców, kontrolą rywala czy duszeniami to mój chleb powszedni. Kiedy złapałem trójkąt nogami na korpusie, usłyszałem, jak Mitch jęknął. Później powiedział, że w tym momencie uszkodził kolano. Myślałem, że chodzi o żebra, więc od razu ponowiłem atak. Poczułem, że moje przedramię znalazło się pod jego brodą i wiedziałem, że to jest ten moment. Mój trener mówił wcześniej, żebym nie forsował poddań w pierwszej rundzie, bo Ramirez bardzo dobrze się przed nimi broni, ale kiedy poczułem odpowiednią pozycję, nie mogłem tego odpuścić. Opłaciło się.

Amerykanin nie ukrywał, że wskazówki Chiesy pomogły mu wrócić do tego, co od początku było jego największym atutem.

To było dla mnie bardzo ważne zwycięstwo, bo przypomniało mi, że właśnie grappling zaprowadził mnie do UFC i to dzięki niemu nadal tutaj jestem. Miałem świetną rozmowę z Michaelem Chiesą. Walczyliśmy na tej samej gali, podczas której zakończył karierę. W trakcie tego obozu pojechałem do Spokane i chciałem podpatrzeć kilka rzeczy z jego stylu. Zbudował całą swoją karierę na grapplingu i odniósł wiele zwycięstw przez poddania. Skorzystałem z kilku jego rozwiązań i, jak widać, przyniosło to efekt.

Dzięki efektowemu zwycięstwu Chase Hooper nie tylko przerwał serię niepowodzeń, ale również odzyskał pewność siebie i udowodnił, że nadal może liczyć się w rywalizacji w kategorii lekkiej UFC.

Zobacz takżeUFC Oklahoma City – wyniki gali. Du Plessis dominuje Usmana

źródło: konferencja prasowa po UFC Oklahoma City | foto: UFC

Exit mobile version