Conor McGregor nie zamierza zapomnieć o tym, co wydarzyło się podczas jego powrotu do oktagonu. Irlandczyk skrytykował Maxa Hollowaya za to, że ten miał domagać się przerwania walki na UFC 329, a jednocześnie zapowiedział, że jego celem pozostaje rewanż i „największy powrót w historii sportu”.

Powrót Conora McGregora do oktagonu po ponad pięcioletniej przerwie zakończył się w wyjątkowo rozczarowujący sposób. Irlandczyk ponownie zmierzył się z Maxem Hollowayem w walce wieczoru UFC 329, jednak pojedynek trwał zaledwie 69 sekund.

McGregor doznał poważnej kontuzji kolana podczas próby wykonania kopnięcia z wyskoku. Starcie zostało przerwane, a długo wyczekiwany powrót „Notoriousa” zakończył się bez rozstrzygnięcia sportowej rywalizacji.

W rozmowie z Robertem O’Neillem na swoim kanale MAC Energy McGregor wrócił zarówno do samego początku pojedynku, jak i do decyzji o rozpoczęciu walki niezwykle ryzykowną techniką.

„Nie patrzyłem nawet na podłoże”

Irlandczyk przyznał, że w trakcie przygotowań wielokrotnie skutecznie wykonywał podobne kopnięcie podczas treningów. W dniu walki postanowił jednak zaatakować Hollowaya natychmiast po rozpoczęciu pojedynku.

Miałem tę akcję. Trafiałem nią idealnie na treningach. Moi sparingpartnerzy szli do przodu. I miałem to w głowie: nie obchodzi mnie, kiedy zabrzmi gong. Ostatnim razem, kiedy byłem w tym oktagonie, noga złamała się na pół. Pobiegnę do przodu, ruszę przez cały oktagon, polecę i trafię go w szczękę.

McGregor przyznał, że tym razem nie analizował sytuacji w taki sposób, jak robił to wcześniej.

Nie obchodziło mnie otoczenie ani podłoże. Nawet na nie nie patrzyłem. Po prostu ruszyłem. To był pierwszy raz, kiedy zrobiłem coś takiego.

Jak tłumaczył, zazwyczaj przed rozpoczęciem wymiany obserwuje rywala i wybiera odpowiednią broń do ataku. Tym razem emocje związane z powrotem po pięciu latach wzięły jednak górę.

„To nie ja prosiłem o przerwanie walki”

McGregor nie ukrywa również, że ma żal do Hollowaya o zachowanie podczas krótkiego pojedynku. Irlandczyk odniósł się do sytuacji, w której jego zdaniem rywal miał zwracać się do sędziego z prośbą o przerwanie walki.

Powiem wam jedno: to nie ja prosiłem o zakończenie walki. To nie ja wołałem, żeby ją przerwać. Jeśli walczę z tobą, a ty szukasz wzrokiem sędziego: „Sędzia! Przerwij walkę!”, to kto ją przerywa? Nie przerywaj! Skończ tę pieprzoną walkę! Dopiero się zaczęła.

McGregor nie traktuje jednak tego wydarzenia jako końca historii. Wręcz przeciwnie. Irlandczyk uważa, że wszystko, co wydarzyło się podczas UFC 329, może stać się częścią jego drogi do kolejnego powrotu.

Wszystko jest w porządku. Wszystko jest w porządku. Wykonujemy swoją pracę, trzymamy się swojej ścieżki i dokonujemy zemsty.

Chwilę później „Notorious” jeszcze mocniej podkreślił, jak bardzo zależy mu na rewanżu.

Pragnę zemsty. To mnie napędza. Mam przed sobą tę podróż. Mam przed sobą to zadanie. Mam tytuł największego powrotu w historii sportu.

McGregor nie zamierza spieszyć się z powrotem

Na powrót McGregora przyjdzie jednak jeszcze poczekać. Zawodnik przeszedł już operację kolana, ale jego rehabilitacja będzie wymagała czasu.

Sam Irlandczyk przekonuje, że proces rekonwalescencji przebiega bardzo dobrze. Jak zdradził, opuchlizna zeszła, a z kul miał korzystać krócej, niż początkowo zakładano.

Jestem przed planem. Opuchlizna zeszła. Odstawiam kule po dwóch, trzech tygodniach. Właściwie udało mi się odstawić je trochę wcześniej, niż sobie tego życzyli.

McGregor zdaje sobie jednak sprawę, że dobre samopoczucie na początku rehabilitacji nie oznacza jeszcze pełnego powrotu do zdrowia. Przy okazji przypomniał swoją wcześniejszą kontuzję i późniejszy powrót do rywalizacji.

Miałem tę kontuzję około 10 lat temu. Dzięki postępom współczesnej medycyny i metod treningowych moja rekonwalescencja powinna być szybsza. Wróciłem wtedy do rywalizacji po dziewięciu miesiącach. Walczyłem na gali w Dublinie, znokautowałem gościa w pierwszej rundzie i wróciłem w wielkim stylu. Ale tak naprawdę wciąż byłem na jednej nodze. Nie byłem jeszcze w pełni wyleczony.

Tym razem McGregor chce podejść do sprawy inaczej. Nie zamierza przyspieszać rehabilitacji tylko po to, by jak najszybciej wrócić do oktagonu.

Potrzeba na to od dziewięciu do dwunastu miesięcy. Po dziewięciu miesiącach dostajesz zgodę. Tym razem myślę, że dam sobie ten czas. Dziewięć do dwunastu miesięcy daje mi wystarczająco dużo czasu.

Jeżeli Irlandczyk pozostanie przy tym planie, jego kolejnego występu można spodziewać się najwcześniej w przyszłym roku. McGregor nie ukrywa jednak, że chce wrócić przede wszystkim po to, by dokończyć historię z Hollowayem i zrewanżować się za zakończony kontuzją pojedynek.

Dla byłego podwójnego mistrza UFC będzie to jednocześnie kolejna próba udowodnienia, że mimo wieku, długiej przerwy i kolejnej poważnej kontuzji wciąż jest w stanie wrócić na najwyższy poziom.

Zobacz także: Mateusz Szczeciński z historycznym brązowym medalem dla Polski na ADCC

źródło: rozmowa Conora McGregora z Robertem O’Neillem na kanale MAC Energy | foto: Zuffa LLC