Conor McGregor po raz pierwszy tak otwarcie opowiedział o pięcioletniej przerwie od startów w MMA. Były podwójny mistrz UFC przyznał, że po osiągnięciu wszystkiego bardzo szybko się zagubił, przeszedł terapię i dziś jest zupełnie innym człowiekiem. Irlandczyk zapewnia jednak, że jego miłość do MMA nigdy nie wygasła, a przed walką z Maxem Hollowayem czuje się lepiej niż kiedykolwiek.
Już 11 lipca Conor McGregor wróci do oktagonu po blisko pięciu latach przerwy, by w walce wieczoru gali UFC 329 ponownie zmierzyć się z Maxem Hollowayem.
„Największą radość daje mi wejście do oktagonu”
Zapytany o powody powrotu do rywalizacji McGregor nie miał wątpliwości, że mimo ogromnych pieniędzy i sukcesów nadal najbardziej kocha właśnie walkę.
Najbardziej zrelaksowany czuję się właśnie tam, kiedy wychodzę do oktagonu. To jest miejsce, w którym czuję największą wolność. Tęsknię za rywalizacją i tak naprawdę robię to dla zabawy. Uwielbiam stanąć naprzeciwko drugiego człowieka, rywalizować na żywo i rozpalać emocje kibiców oraz całego świata MMA. To daje mi ogromną przyjemność. Właśnie dlatego wracam. Wracam dla tej adrenaliny i dla tej frajdy.
Irlandczyk przyznał również, że rehabilitacja po złamaniu nogi była jednym z najtrudniejszych okresów w jego życiu.
Ostatnie lata były bardzo trudne z powodu powrotu do zdrowia. Dzisiaj jestem już całkowicie wyleczony. Mam tytanowy pręt od kolana aż do kostki i wszystko jest niezwykle stabilne. Jestem teraz jak Terminator. Kontuzja to nie tylko proces leczenia, ale również odkrywania samego siebie. Poznajesz swoje ciało, jego możliwości, mechanikę ruchu i uczysz się, jak o nie dbać. Patrząc z perspektywy czasu, wszystko wydarzyło się z jakiegoś powodu. Wierzę, że dzięki temu moja kariera będzie po prostu dłuższa.
„Miałem 27 lat i zdobyłem już wszystko”
McGregor przyznał, że po zdobyciu dwóch mistrzowskich pasów UFC i walce bokserskiej z Floydem Mayweatherem stracił właściwy kierunek.
W wieku 27 lat zdobyłem w tym sporcie praktycznie wszystko. Byłem podwójnym mistrzem UFC, stoczyłem walkę z Floydem Mayweatherem i osiągnąłem rzeczy, o których większość zawodników może tylko marzyć. Pomyślałem: „Co ja mam teraz zrobić?”. Po prostu się zgubiłem. Zacząłem popełniać błędy i oddalać się od tego, co naprawdę było dla mnie ważne.
Były mistrz zdradził, że przeszedł terapię i wykonał ogromną pracę nad sobą.
Przeszedłem terapię i poświęciłem mnóstwo czasu na głęboką pracę nad sobą. Zacząłem poznawać siebie, swoje słabości i rzeczy, które mnie wyzwalają. Nadal toczę walkę z dawną wersją samego siebie. Z człowiekiem, którym kiedyś byłem i który nie służył już ani mnie, ani moim bliskim. To codzienna praca. Każdego dnia musisz pilnować równowagi, otaczać się odpowiednimi ludźmi i uczciwie spojrzeć w lustro. Przed samym sobą nie da się przecież skłamać.
„Może kibice mieli rację”
Irlandczyk odniósł się również do głosów fanów, którzy zarzucali mu, że przestał kochać MMA.
Były momenty, kiedy nie okazywałem temu sportowi szacunku, na jaki zasługiwał. Być może kibice mieli rację, mówiąc, że nie pokazywałem miłości do tej dyscypliny. To była prawda. Ale jeśli naprawdę coś kochasz, to zawsze do tego wracasz. Ja wróciłem właśnie dlatego, że kocham ten sport. Dzisiaj MMA to moja pierwsza i ostatnia myśl każdego dnia. Nie mogę się doczekać, żeby znowu to pokazać.
„Jestem kilka poziomów wyżej od Hollowaya”
McGregor nie szczędził również mocnych słów pod adresem swojego najbliższego rywala.
Max to bardzo twardy zawodnik i ma świetne umiejętności, ale nie znajduje się na moim poziomie. Tak naprawdę jestem kilka poziomów wyżej od niego pod względem techniki, mentalności i przygotowania fizycznego. Walczymy w kategorii półśredniej, a on nigdy wcześniej nie rywalizował w tym limicie. Do tego spędził w oktagonie osiem i pół godziny, najwięcej w historii UFC. Ja patrzę na to inaczej – skoro spędzasz tyle czasu w klatce, to znaczy, że nie potrafisz kończyć rywali.
Irlandczyk zapowiedział, że podobnie jak przed trzynastoma laty zamierza zdominować Hollowaya.
Pokonałem Maxa za pierwszym razem, mimo że w trakcie walki zerwałem więzadło ACL. Nie wyprowadził wtedy praktycznie żadnego znaczącego ciosu. Słyszę, że od tamtej pory bardzo się rozwinął, ale szczerze? Ja tego nie widzę. Uważam, że wiele rzeczy zaczął robić dopiero po naszej walce. Wtedy mówiłem, że jest moim synem i teraz zamierzam zrobić to samo, tylko w znacznie bardziej brutalny sposób.
„To będzie absolutna demolka”
Na zakończenie McGregor pokusił się o jednoznaczną prognozę.
To będzie absolutna demolka. Doskonale wiem, ile obrażeń przyjął w ostatnich latach. Wystarczy, że go dotknę, a potem wszystko będzie już bardzo precyzyjne i metodyczne. Samo zwycięstwo mnie nie interesuje. Musi być spektakularne i właśnie takie będzie.
Zobacz także: Conor McGregor szczerze o najtrudniejszym okresie życia: „Dotknąłem dna”
źródło & foto: UFC on Paramount+ (YouTube)
