Heeeeeeeeee’s baaaaack! Conor McGregor powraca do walki po 5-letniej przerwie i nie bierze walki na przetarcie. Kurs na Fortunie pokazuje jednoznacznie, kto faworytem tego starcia, ale fani Irlandczyka wierzą w zwycięstwo! Na deser dorzucamy Wam typowanie starcia na szczycie wagi lekkiej – BSD vs. Pimblett.
Conor McGregor (22-6) vs. Max Holloway (27-9)
Grzegorz: Conor McGregor i Max Holloway spotkali się po raz pierwszy w 2013 roku. Wówczas Irlandczyk był górą, wygrywając jednogłośną decyzją, ale od tamtego czasu obaj przeszli zupełnie inne drogi. Dziś trudno traktować tamten pojedynek jako punkt odniesienia. Holloway wyrósł na jednego z najwybitniejszych strikerów w historii UFC, podczas gdy McGregor wraca po wieloletniej przerwie i jednej z najcięższych kontuzji, jakie widzieliśmy w oktagonie.
Conor McGregor od zawsze był zawodnikiem, który najlepiej funkcjonuje na początku walki. Dynamiczny, niezwykle precyzyjny, błyskawicznie skraca dystans i znakomicie wykorzystuje kontry z odwrotnego ustawienia. Lewa ręka pozostaje jego największą bronią, ale równie groźne są kopnięcia na korpus, boczne kopnięcia czy wejścia z obszernymi sierpami. Problem pojawia się wtedy, gdy rywal przetrwa pierwszą falę ataków. W ostatnich występach było widać, że gdy przeciwnik zaczyna odpowiadać własnymi kombinacjami i zmusza Irlandczyka do pracy na wysokim tempie, McGregor stopniowo traci kontrolę nad pojedynkiem. Nie pomaga również fakt, że do klatki wraca po bardzo długiej przerwie, a jego ostatni występ miał miejsce pięć lat temu.
Max Holloway to natomiast zupełnie inny typ zawodnika. Nie bazuje na jednym nokautującym ciosie ani pojedynczych zrywach. Jego największą siłą jest nieustanna aktywność. Pracuje jabem, świetnie porusza się na nogach, regularnie zmienia kąty i z rundy na rundę zwiększa tempo. Znakomicie czyta zachowania rywali i bardzo dobrze reaguje na ich błędy. Co równie istotne, jego odporność na ciosy pozostaje jedną z największych w historii UFC. Nawet po mocnych ciosach rywali potrafi natychmiast wrócić do swojego rytmu i kontynuować presję.
Nie bez znaczenia pozostaje również rozwój Hollowaya na przestrzeni ostatnich lat. To już nie ten sam zawodnik, którego McGregor pokonał ponad dekadę temu. Jest silniejszy fizycznie, znacznie lepiej pracuje na nogach i dużo skuteczniej kontroluje dystans. Nawet jeśli ostatnia walka z Charlesem Oliveirą pokazała, że można go kontrolować w parterze, trudno zakładać, aby McGregor był w stanie powtórzyć taki scenariusz po tak długiej przerwie i przeciwko znacznie bardziej kompletnemu Hollowayowi.
Najciekawszy aspekt tego zestawienia to pierwsze kilka minut. Właśnie wtedy McGregor będzie najgroźniejszy. Można spodziewać się, że od razu zajmie środek oktagonu, będzie szukał mocnego lewego prostego, kopnięć na korpus i szybkiego przejęcia inicjatywy. Holloway jednak wielokrotnie udowadniał, że potrafi zachować spokój nawet pod dużą presją. Nie wdaje się niepotrzebnie w otwarte wymiany, cierpliwie zbiera informacje i z każdą minutą wygląda coraz lepiej.
Jeżeli Irlandczyk nie zdoła naruszyć Hollowaya w pierwszej rundzie, przebieg walki powinien zacząć wyraźnie przechylać się na stronę byłego mistrza kategorii piórkowej. Max zacznie coraz częściej trafiać prostymi, dokładać kombinacje po 3-4 ciosy i zmuszać McGregora do cofania się. A właśnie wtedy Holloway jest najbardziej niebezpieczny – gdy wyczuje, że rywal zwalnia i przestaje odpowiadać z tą samą intensywnością.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz widzę w drugiej rundzie. McGregor nadal będzie próbował odwrócić losy walki pojedynczym mocnym ciosem, ale jego ataki staną się bardziej przewidywalne. Holloway zacznie wyprzedzać ataki Irlandczyka, regularnie trafiając prostymi i szybkimi kombinacjami. W pewnym momencie McGregor spróbuje skrócić dystans mocnym lewym, jednak Max odchyli się, odpowie krótką serią i przejmie inicjatywę. Gdy poczuje, że przeciwnik jest naruszony, nie odpuści ani na moment. Kolejne ciosy zaczną dochodzić celu, Irlandczyk cofnie się pod siatkę, a sędzia będzie zmuszony przerwać pojedynek.
McGregor nadal dysponuje umiejętnościami, które mogą zakończyć walkę jednym uderzeniem. Trudno jednak ignorować ogromną różnicę w aktywności, rytmie startowym i ciągłości kariery obu zawodników. Holloway od lat rywalizuje z absolutną czołówką i praktycznie nie wypada z obiegu, podczas gdy McGregor wraca po pięcioletniej przerwie do jednego z najtrudniejszych możliwych rywali. W walce, która z każdą kolejną minutą powinna coraz bardziej sprzyjać byłemu mistrzowi kategorii piórkowej, to właśnie on wydaje się mieć zdecydowanie więcej argumentów. Mój typ: Max Holloway przez TKO, runda 3.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
McGregor: 3.10
Holloway: 1.35
Benoit Saint Denis (17-3) vs. Paddy Pimblett (23-4)
Michał: To jest super ciekawe zestawienie, bo zmierzą się dwaj naprawdę kompletni zawodnicy. Saint-Denis na pewno będzie miał przewagę siły fizycznej i będzie chciał narzucić swoje mocne tempo. Pimblett z kolei powinien być wyższy, mieć większy zasięg ramion i lepiej wykorzystywać dystans. Jego parter jest mocno niedoceniany, a to naprawdę bardzo mocna broń, bo Paddy jest w tej płaszczyźnie bardzo dobry. Myślę, że zobaczymy fajną stójkę i dużo ciekawych wymian. Stójkę oceniam jako bardzo wyrównaną, z lekkim wskazaniem na Pimbletta, który może lepiej kontrolować dystans. Kondycyjnie wydaje mi się, że Paddy wytrzyma presję Francuza i nie da się przełamać ani złamać. Uważam, że Saint-Denis nie podda Pimbletta w parterze i nie zrobi mu tam krzywdy. Mój typ na tę walkę to zwycięstwo Anglika przez decyzję po bardzo wyrównanym i emocjonującym pojedynku.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Saint-Denis: 1.74
Pimblett: 2.07
























