Marcin Tybura wraca do oktagonu, aby kolejny raz sprawdzić się w walce. Na UFC w Seattle zmierzy się z Tyrellem Fortune, który wskoczył w miejsce kontuzjowanego Valtera Walkera. Czy warto postawić na Polaka?
Grzegorz: Walka Marcina Tybury z Tyrellem Fortune na gali UFC Seattle to zestawienie, które pojawiło się dosłownie na ostatniej prostej, ale wcale nie traci na znaczeniu – wręcz przeciwnie. Polak mierzy się z zupełnie innym profilem rywala niż pierwotnie zakontraktowany Valter Walker, a zmiana ta może diametralnie wpłynąć na przebieg pojedynku.
Marcin Tybura wchodzi do tej walki jako zawodnik bardzo doświadczony na poziomie UFC, ale też niezwykle nierówny. Z jednej strony potrafi rozbijać rywali w parterze, jak w starciu z Jhonatą Dinizem, gdzie z góry zafundował przeciwnikowi prawdziwe piekło łokciami. Z drugiej strony, jego defensywa w stójce od lat pozostaje problemem – jednoręczna garda, cofanie się po linii i brak reakcji na kombinacje rywali regularnie kończą się dla niego źle, czego brutalnym przykładem był nokaut od Ante Deliji. Tybura najlepiej wygląda wtedy, gdy narzuca swoje warunki – klincz, dociskanie do ogrodzenia, obalenia i kontrola z góry. Problem pojawia się, gdy nie jest w stanie przejąć inicjatywy lub gdy rywal ma odpowiedź na jego zapasy.
Tyrell Fortune to zawodnik o zupełnie innym profilu niż większość rywali Tybury z ostatnich lat. Amerykanin bazuje na zapasach i fizyczności, a jego styl to ciągła presja, próby sprowadzeń i kontrola z góry. Nie jest wybitnym strikerem, ale potrafi uderzyć mocno i wykorzystać chaos, co pokazał choćby w walce z Marcelo Golmem. Jego największym atutem jest jednak siła fizyczna i atletyzm – potrafi dociskać rywali do siatki, męczyć ich i wygrywać rundy kontrolą. Trochę tak jak Polak… Jednocześnie ma wyraźne luki – bywa podatny na ciosy, potrafi się pogubić w dynamicznych wymianach, a jego defensywa parterowa nie jest szczelna. To zawodnik, który najlepiej funkcjonuje, gdy toczy pojedynek na własnych zasadach, ale pod presją przeciwników zaczyna popełniać błędy. To zestawienie jest ciekawe przede wszystkim dlatego, że obaj zawodnicy chcą robić bardzo podobne rzeczy – kontrolować, obalać i pracować z góry. Różnica polega na tym, że Fortune jest bardziej eksplozywny i atletyczny, natomiast Tybura bardziej doświadczony i techniczny na dłuższym dystansie. Jeśli walka sprowadzi się do czystych prób zapaśniczych w pierwszych minutach, Fortune może mieć przewagę dynamiki i siły. Jeśli jednak pojedynek się wydłuży, coraz większą rolę zacznie odgrywać doświadczenie Polaka i jego umiejętność zarządzania tempem oraz kondycją.
Kluczowe będzie to, kto narzuci swoje warunki walki. Tybura nie może pozwolić się zamknąć na siatce i kontrolować przez Fortune’a, bo wtedy może oddawać rundy bez większej odpowiedzi, jak choćby w pierwszej rundzie starcia z Alexandrem Romanovem, gdzie pod siatką Polak był bezbronny i zbierał ogrom kolan i krótkich ciosów. Z drugiej strony, Amerykanin nie jest tak skuteczny i konsekwentny jak czołowi zapaśnicy wagi ciężkiej, więc „Tybur” powinien mieć swoje momenty – szczególnie w kontrach i w pracy z góry, jeśli odwróci pozycję. W stójce przewaga techniczna jest po stronie Tybury, ale jego podatność na ciosy sprawia, że każda wymiana niesie ryzyko. Ostatecznie wiele wskazuje na to, że będzie to walka z dużą ilością klinczu, przepychanek i zmian pozycji, bez wyraźnej dominacji jednej ze stron przez cały czas. Fortune wniesie presję i fizyczność, ale Tybura ma większe doświadczenie na tym poziomie i lepiej radzi sobie w długich, trudnych pojedynkach. Mój typ: Marcin Tybura przez decyzję sędziów.
Kursy podstawowe na tę walkę na efortuna.pl przedstawiają się następująco:
Tybura: 2.11
Fortune: 1.71
