Damian Piwowarczyk spełnił swoje wielkie marzenie i wywalczył kontrakt z UFC. Po powrocie ze Stanów Zjednoczonych Polak opowiedział w wywiadzie dla naszej redakcji o zwycięskiej walce, emocjach podczas oczekiwania na decyzję Dany White’a, odniesionej kontuzji oraz możliwym terminie debiutu w największej organizacji MMA na świecie.

Piwowarczyk zakończył pojedynek z Emilio Quissuą jeszcze w pierwszej rundzie. Choć rywal dobrze rozpoczął starcie i trafiał częściej, Polak nie odczuwał większych skutków jego uderzeń.

Tak mi się wydawało, jak oglądałem tą walkę, że on częściej mnie trafiał na początku, ale no te ciosy jego w ogóle nie robiły na mnie wrażenia. Fakt, ten high jeden wszedł, to wtedy poczułem takie jak w radyjku, wiesz, takie i w uszach przez chwilę, ale też nie było w mojej głowie jakiegoś, nie wiem, szału, strachu czy coś w tym stylu. Ja jednak potrafię dużo znieść.

Po nokaucie pozostało oczekiwanie na decyzję Dany White’a. Mimo efektownego zwycięstwa Piwowarczyk przyznał, że czytanie komentarzy w internecie zasiało w jego głowie pewne wątpliwości.

No ale jak czytałem tam Twitterka jakieś media zagraniczne typu tam nie wiem hiszpańskie, portugalskie, no to nie wiem, jednym się podobało, a inni mnie wyzywali na przykład i mówię: „Ku*wa, ty, a może faktycznie było słabo, nie?” Ale to wiesz, to już taki też spadek energetyczny trochę puścił ten stres. Ja taki już dętka, przeczytałem to gó*no w internecie i lekko mną zawahało po prostu. Ten moment kiedy zabrał głos, zaczął wyczytywać i padło congratulations, no to już chyba ten kamień serca spadł i już tylko euforia.

Co ciekawe, Piwowarczyk niemal cały pojedynek stoczył z kontuzją. Urazu palca u stopy nabawił się już po kilkudziesięciu sekundach.

Złamałem sobie palucha w ogóle w 35 sekundzie walki. coś w tym stylu, bo po kopie wewnętrznym i poczułem właśnie, że o mówię coś jest nie tak, nie? Tak mi jakby mocno zdrętwiał. Myślałem, że może go rozcięłem grubo, ale nie było czasu spojrzeć. Dopiero po walce patrzę, a on wybity w drugą stronę.

Stan zdrowia będzie miał wpływ na termin pierwszego występu Piwowarczyka w UFC. Polak bierze pod uwagę powrót jeszcze przed Bożym Narodzeniem, choć styczeń uważa za bardzo realny termin.

Jeżeli jest wszystko okej, to zależy kiedy wrócę na treningi. No tak sobie myślałem, że albo przed Bożym Narodzeniem w grudniu, to by było super, ale nie chciałbym też tak na złamanie karku gnać, no bo jednak kurde prawie cztery miesiące razem z walką przygotowań przydałoby mi się taki tydzień, dwa tygodnie chociaż odpoczynku i wydaje mi się, że styczeń jest bardzo realny.

Na zakończenie nowy zawodnik UFC podsumował również swoją decyzję o podjęciu ryzyka i obraniu drogi prowadzącej do amerykańskiej organizacji.

Nie no, powiem ci, że finalnie tak po tej całej podróży, po tych perturbacjach tu z kontraktem z KSW, z myślami, finalnie opłaciło się. Fajnie, że zaryzykowałem. Były te gorsze warunki finansowe, ale czuję się po prostu zdecydowanie bardziej spełniony. Teraz dopiałem gdzieś tam takiego swojego marzenia, że jestem zawodnikiem UFC. Jak będzie w przyszłości, to się okaże. Oczywiście będę się starał, żeby gdzieś tam jak najwięcej tej dumy, chwały przynieść dla nas, ale no na dzień dzisiejszy jest naprawdę super. W końcu jestem zawodnikiem tej upragnionej federacji.

Teraz Piwowarczyka czeka diagnostyka kontuzjowanego palca oraz powrót do treningów. Dopiero później będzie mógł rozpocząć przygotowania do swojego debiutu w oktagonie UFC.

Zobacz także: Sean Strickland nie zwalnia nawet po wypadku. Dzień później pojawił się na treningu

Fot: Instagram, Damian Piwowarczyk