Damian Piwowarczyk po efektownym nokaucie nad Emilio Quissuą otrzymał upragniony kontrakt z UFC i już myśli o debiucie w największej organizacji MMA na świecie. „Damsyn” zdradził jednak, że przed kolejnym pojedynkiem musi najpierw udać się do lekarza, ponieważ podczas walki doznał urazu stopy. Polak opowiedział również o trudnym początku starcia, reprezentowaniu Białogardu i swoich muzycznych inspiracjach.

Damian Piwowarczyk podczas gali Dana White’s Contender Series znokautował Emilio Quissuę w końcówce pierwszej rundy. Polak odebrał tym samym Niemcowi „zero” w rekordzie, a jego efektowny występ został nagrodzony kontraktem z UFC.

„Damsyn” nie ukrywał, jak wiele znaczy dla niego spełnienie marzenia o występach w największej organizacji MMA na świecie. Jak przyznał, o tym celu myślał praktycznie od początku swojej przygody ze sportami walki.

Czuję się niesamowicie. Myślę o tym od momentu, kiedy zacząłem uprawiać sporty walki. To bardzo dużo dla mnie znaczy. Marzenie się spełniło. Naprawdę bardzo to doceniam.

„Moja pierwsza minuta nie zawsze jest najlepsza”

Pojedynek z Quissuą nie rozpoczął się jednak idealnie dla Piwowarczyka. Niemiec od początku narzucił wysokie tempo, dobrze poruszał się na nogach i kilka razy zagroził Polakowi mocnymi uderzeniami. Jedno z wysokich kopnięć doszło do celu i wyraźnie zachwiało „Damsynem”.

Piwowarczyk przyznał, że początek walki był dla niego trudniejszy również ze względu na długi obóz przygotowawczy i podróż z Europy do Stanów Zjednoczonych.

Na początku walki byłem trochę zestresowany przez to wszystko. Miałem naprawdę długi obóz przygotowawczy, przyjechałem z Polski, z Europy, więc to była długa podróż. Musiałem też tutaj zacząć jako zawodnik. Moja pierwsza minuta nie zawsze jest najlepsza. Wiedziałem, że Emilio jest ode mnie szybszy. Ma lepszą pracę na nogach, ale jestem naprawdę twardym gościem. Mogę przyjąć dużo obrażeń, a moje pięści są naprawdę ciężkie.

Polak nie zamierzał jednak bezczynnie czekać na końcową syrenę pierwszej rundy. Nawet w trudnym momencie szukał okazji do zakończenia pojedynku przed czasem.

Po prostu szukałem okazji. Wiedziałem, że w pierwszym momencie walki Emilio ją wygrywał, ale ja nie byłem naprawdę zmęczony. Myślę, że w czwartej czy piątej minucie Emilio zaczął być zmęczony, a ja przyspieszyłem. Jak zawsze trafiłem go prawą ręką i to było wszystko.

Piwowarczyk doznał kontuzji stopy

„Damsyn” zdradził po walce, że podczas pojedynku doznał urazu stopy. Stało się to już na początku starcia, gdy Quissua sprawdził jego niskie kopnięcie.

Piwowarczyk poczuł wtedy, że ze stopą dzieje się coś niepokojącego, ale nie zamierzał skupiać się na kontuzji i kontynuował walkę.

Tak, wiem kiedy to się stało. To było chyba drugie niskie kopnięcie, kiedy kopnąłem Emilio w nogę. On zablokował moje kopnięcie i poczułem, że coś jest nie tak ze stopą. Starałem się później o tym nie myśleć.

Z tego powodu Polak nie zamierza jeszcze deklarować dokładnego terminu swojego debiutu w UFC. Najpierw chce skonsultować uraz z lekarzem. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, chciałby jednak wrócić do klatki stosunkowo szybko.

Złamałem stopę, więc muszę iść do lekarza i sprawdzić, co się stało. Jeśli będzie to możliwe, chciałbym walczyć za trzy albo cztery miesiące, może w styczniu przyszłego roku. Ale pierwszą rzeczą, którą chcę zrobić, jest chyba zjedzenie durum kebaba czy czegoś takiego.

„Damsyn” dobrze czuje się w chaosie

Piwowarczyk słynie z bardzo agresywnego stylu walki i sam przyznał, że dobrze czuje się w momentach, gdy pojawia się chaos. W starciu z Quissuą to jednak Niemiec od początku mocno naciskał i próbował narzucić Polakowi wymianę w stójce.

„Damsyn” był tym nieco zaskoczony, ale uznał, że jego przeciwnik wszedł na teren, na którym również potrafi być bardzo niebezpieczny.

Byłem trochę zaskoczony, ale Emilio jest stójkowiczem, więc myślę, że wygrałem jego grę. Próbował uderzać mnie z dystansu, zadawał dużo dobrych kopnięć. Jedno wysokie kopnięcie trafiło mnie naprawdę mocno, ale kiedy tworzymy chaos w walce, czuję się w takich momentach naprawdę dobrze.

Piwowarczyk o swojej odporności na ciosy

Po zwycięstwie nad Quissuą jeden z dziennikarzy przypomniał Piwowarczykowi jego wcześniejszą pięciosekundową porażkę przez nokaut z Bogdanem Gnidką i zapytał, w jaki sposób poprawił swoją odporność na ciosy.

Polak wyjaśnił, że jego zdaniem tamta porażka nie była wynikiem klasycznego nokautu po uderzeniu w szczękę. „Damsyn” twierdzi, że podczas upadku mocno uderzył tyłem głowy o matę i stracił świadomość.

To była tylko jedna walka, w której zostałem znokautowany. Ale to nie był nokaut na szczękę. Mocno uderzyłem głową, tutaj, tyłem głowy, o matę, kiedy upadałem i straciłem przytomność.

„Bardzo lubię mój kraj i Polaków”

Piwowarczyk podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych otrzymał również duże wsparcie od polskich kibiców. Zawodnik podkreślił, że szczególnie ważna jest dla niego społeczność z Białogardu, z którego pochodzi.

„Damsyn” zaznaczył, że chce godnie reprezentować swój kraj, ale równie ważne jest dla niego pozostawanie dobrym człowiekiem zarówno na macie, jak i poza nią.

Bardzo lubię mój kraj. Naprawdę lubię Polaków. Mam dużo wsparcia, nie tylko od polskich zawodników z dużych miast, ale również z mojego małego miasta, kiedy wracam na ziemię, czyli z Białogardu. Naprawdę bardzo mi się to podoba. Zawsze staram się być dobrym człowiekiem, rozmawiać z ludźmi i pomagać im na macie oraz poza matą. Myślę, że właśnie dzięki temu mam ogromne wsparcie ludzi.

„Jon Jones to legenda tego sportu”

Podczas rozmowy nie mogło zabraknąć również pytania o jednego z ulubionych zawodników Piwowarczyka, czyli Jona Jonesa. „Damsyn” wskazał przede wszystkim na warunki fizyczne byłego mistrza UFC oraz charakterystyczne techniki, które wyróżniały jego styl.

Jest naprawdę wysokim, długim zawodnikiem. Ma bardzo dobre warunki fizyczne. Bardzo brutalne kopnięcia boczne, obrotowe łokcie. Bardzo lubię jego styl. Jest jedynym zawodnikiem, który ma tylko jedną porażkę w karierze, kiedy przegrał przez nielegalne uderzenie. To legenda tego sportu.

„Damsyn” chciałby walczyć w Europie

Choć Piwowarczyk właśnie spełnił swoje największe sportowe marzenie, już zaczął myśleć o miejscach, w których chciałby wystąpić w UFC. Polak chciałby przede wszystkim dostać możliwość walki w Europie, między innymi w Londynie lub Paryżu.

Podkreślił, że Las Vegas zrobiło na nim ogromne wrażenie, ale ze względu na odległość od Polski zdecydowanie wolałby w przyszłości występować bliżej kraju.

Chciałbym walczyć może w Europie, w Londynie albo Paryżu, ponieważ jest bliżej mojego kraju. Las Vegas jest niesamowite, to zupełnie inny świat, ale to bardzo długa podróż z mojego domu. Więc może coś bliżej, jak Paryż.

Na razie przed Piwowarczykiem przede wszystkim rehabilitacja i dokładna ocena urazu stopy. „Damsyn” może jednak spokojnie cieszyć się największym sukcesem w swojej dotychczasowej karierze. Po zwycięstwie nad niepokonanym wcześniej Emilio Quissuą został zawodnikiem UFC i rozpoczął nowy etap swojej kariery.

A sposób świętowania sukcesu? Piwowarczyk miał już na niego plan.

Myślę, że zjem dużo jedzenia. Wypiję jedno albo pięć piw, nie wiem, i może wrzucę trochę dolarów do automatu w kasynie. Normalna rzecz.

Zobacz także: Robert Bryczek trenował z mistrzem UFC przed sobotnią walką: „Udało się zrobić kilka rundek”

źródło: rozmowa Damiana Piwowarczyka z mediami po Dana White’s Contender Series