Pierwsza próba zakończyła się decyzją, druga ma zakończyć się nokautem albo poddaniem. Diego Lopes wraca do walki o pas UFC z jasnym przekazem: tym razem nie zostawi nic w rękach sędziów. Rewanż z Alexandrem Volkanovskim zapowiada się na coś znacznie bardziej bezwzględnego niż ich pierwsze starcie.
Diego Lopes zmierzy się z Alexandrem Volkanovskim w walce o pas kategorii piórkowej podczas gali UFC 325, która odbędzie się 31 stycznia w Sydney. I nie ukrywa, że walka na terenie rywala zmusza go do jednego: musi skończyć mistrza przed czasem.
Jestem na terenie wroga. Muszę go skończyć – przez nokaut albo poddanie. To jest mój cel.
– powiedział Lopes w rozmowie z Main Event TV.
Ich pierwsze starcie na UFC 324 zakończyło się jednogłośną decyzją na korzyść Volkanovskiego. Lopes dziś otwarcie przyznaje, że popełnił wtedy błąd – był zbyt spięty, zbyt poważny i zbyt skupiony na jednym, mocnym ciosie.
Zapomniałem wtedy o wielu rzeczach. A przede wszystkim zapomniałem o najważniejszym – żeby cieszyć się chwilą. Byłem spięty, poważny. A ja nie jestem taki. Teraz chcę po prostu wejść do klatki i być sobą. Kiedy jestem sobą – jestem najbardziej niebezpieczny w tej dywizji.
– podkreśla Brazylijczyk.
Droga Lopesa do rewanżu była konkretna i brutalna. Po pięciu kolejnych zwycięstwach – m.in. z Danem Ige i Brianem Ortegą – przypieczętował swoją pozycję błyskawicznym nokautem Jeana Silvy w walce wieczoru Noche UFC. Dla UFC nie było już wątpliwości: to on zasługuje na drugą próbę odebrania pasa.
Teraz stawka jest jasna. Sydney. Rewanż. Pełna hala za Volkanovskim. I Diego Lopes, który tym razem nie zamierza kalkulować.
Zobacz także: To nie sport? Demetrious Johnson uderza w UFC po decyzji o Diego Lopesie
źródło: Main Event TV
