Iwo Baraniewski błyskawicznie buduje swoją pozycję nie tylko w UFC, ale również poza oktagonem. Artur Gwoźdź w rozmowie z naszą redakcją wyjaśnił, dlaczego jego zdaniem sukces młodego Polaka nie jest wyłącznie efektem samego angażu w największej organizacji MMA na świecie. Menadżer zdradził też, że wokół zawodnika przygotowywane są kolejne duże współprace, a jego obecna pozycja ma zapewnić mu znacznie większy komfort przed kolejnymi walkami.

Kariera Iwo Baraniewskiego nabrała w ostatnich miesiącach ogromnego rozpędu. Polak od momentu wejścia na największą scenę MMA regularnie pojawia się w klatce, kończy rywali i zwraca na siebie coraz większą uwagę. Jednak zdaniem jego menadżera Artura Gwoździa, sam kontrakt z UFC nie gwarantuje automatycznie zainteresowania sponsorów i medialnego sukcesu.

Gwoźdź zwrócił uwagę, że na polskim rynku nie brakuje zawodników występujących w UFC, którzy mimo sportowych osiągnięć nie generują podobnego zainteresowania. W przypadku Baraniewskiego złożyło się na to znacznie więcej elementów – sposób, w jaki walczy, częstotliwość jego występów, efektowne skończenia, ale również umiejętność funkcjonowania poza samym sportem.

Zgadzam się w 100%, ale to też nie jest tak do końca, bo mamy zawodników na polskim rynku, którzy są w UFC i nie robią takiej roboty medialnej. Ani przede wszystkim ich walki – u niektórych świetne, u niektórych dobre – nie przebijają się na taką wartość dodaną, jak jest w przypadku Iwo. Tu jest bardziej taka sytuacja, że to jest trochę amerykański sen. Amerykanie docenili te nokauty, te skończenia przed czasem w pierwszych rundach, jego aparycję i tego „icemana”, zimnego jak lód zawodnika, który po walkach podchodzi do wszystkiego tak, jakby w ogóle się nie stresował. To spowodowało, że zaczęło się to wszystko budować. Jest młodym chłopakiem, do tego umie grać w media społecznościowe.

– wyjaśnił Artur Gwoźdź.

„Iwo daje argumenty, dzięki którym jest o wiele łatwiej”

Menadżer podkreślił, że zadaniem jego zespołu jest wykorzystywanie potencjału zawodnika i budowanie wokół niego odpowiednich współprac. Jednocześnie zaznaczył, że nawet najlepszy menadżer nie jest w stanie sztucznie stworzyć medialnej wartości, jeśli sam zawodnik nie daje ku temu argumentów.

W przypadku Baraniewskiego sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Gwoźdź uważa, że jego podopieczny sam wypracował fundament, na którym można obecnie budować coraz większe projekty.

W rok czasu jego wartość wskoczyła tak wysoko, a te lukratywne oferty i współprace nie biorą się znikąd. On sam w sobie daje tę wartość dodaną, dlatego łatwiej jest żonglować sponsorami i wyrywać potencjalne współprace. Nie chcę, żeby to mocno zabrzmiało, ale z gówna bata nie ukręcisz. Taka jest prawda. Jak masz zawodnika, który sam tego nie daje, to nawet gdybyś się starał nie wiadomo jak i jako menadżer wyciągał króliki z kapelusza, to nie wyjdzie. Iwo daje argumenty, dzięki którym jest o wiele łatwiej. Do tego jest magia UFC.

To właśnie połączenie wyników sportowych z odpowiednim wizerunkiem ma być jednym z najważniejszych powodów obecnego zainteresowania Baraniewskim.

Gwoźdź zwrócił uwagę, że dla współczesnego zawodnika sama praca na macie czy w oktagonie może nie wystarczyć. Potencjalny partner biznesowy chce wiedzieć, czy sportowiec jest w stanie zainteresować odbiorców również poza dniem walki.

Młodzi chłopacy, którzy chcą iść drogą Iwo, muszą pamiętać, że poza matą, poza treningami i poza tym, co jest dla nich najważniejsze, potrzebne jest też znalezienie sposobu na siebie. Trzeba potrafić zainteresować potencjalnego sponsora czy partnera, który później będzie chciał w ciebie inwestować. W przypadku Iwo wszystkie te rzeczy się połączyły. Jego nokauty, sposób walki, młody wiek, media społecznościowe i to, jak ludzie go odbierają. To nie jest jedna rzecz.

Baraniewski ma „wyskakiwać z lodówki”

Artur Gwoźdź zdradził, że obecne współprace mają być dopiero początkiem kolejnego etapu budowania marki zawodnika. Menadżer zapowiedział duże ogłoszenia, które mają pojawić się na przełomie października i listopada.

Jednocześnie zapewnił, że dobór partnerów nie jest przypadkowy. Celem nie jest umieszczenie nazwiska zawodnika w dowolnej kampanii reklamowej, ale stworzenie wokół niego spójnego wizerunku.

Będzie duże ogłoszenie, jeśli chodzi o jego osobę i tę markę. Są też kolejne rzeczy, które są już dopięte i będą niedługo ogłaszane. Myślę, że Iwo będzie wyskakiwał z każdej lodówki. Ale to wszystko jest bardzo mocno przemyślane. Nie będzie tak, że nagle będzie reklamował lodówki tylko dlatego, że ktoś da pieniądze. Chodzi o rzeczy, z którymi zawodnik, ludzie i kibice będą mogli się utożsamiać. To jest wszystko zaplanowane.

Większe pieniądze to przede wszystkim spokój

Najważniejszym efektem kolejnych współprac – zdaniem Gwoździa – nie ma być jednak samo zwiększanie rozpoznawalności zawodnika.

Menadżer zwrócił uwagę na znacznie bardziej praktyczny aspekt. Stabilne dochody z kontraktu i współprac sponsorskich mogą dać Baraniewskiemu coś, czego wielu zawodnikom na początku kariery zwyczajnie brakuje – poczucie bezpieczeństwa.

Te współprace są wisienką na torcie. Zapewniają mu komfort, bezpieczeństwo, prostotę i spokój w przygotowaniach. Teraz będzie mu po prostu o wiele łatwiej żyć. Ma już fajne pieniądze z kontraktu, a teraz dochodzą sponsorzy, którzy zapewniają mu byt. Zawsze trzeba pracować nad tym, żeby mieć stały dochód – to jest najważniejsza rzecz. A wszystko, co nakłada się na to dodatkowo, można odkładać albo inwestować. I to się udało. Jestem z tego bardzo dumny.

„Mam nadzieję, że będzie następcą Jana Błachowicza”

Gwoźdź nie ukrywa również swoich ambicji dotyczących sportowej przyszłości Baraniewskiego. Menadżer widzi w nim zawodnika, który może w przyszłości stać się jedną z najważniejszych polskich postaci w UFC.

Padło nawet porównanie do Jana Błachowicza – byłego mistrza UFC, który przez lata był największą polską marką w organizacji.

Będzie naszą globalną marką. Mam nadzieję, że zdobędzie ten pas i będzie godnym następcą Janka Błachowicza. I o to chodziło.

Droga do takiego celu jest oczywiście jeszcze bardzo długa, ale tempo, w jakim Baraniewski buduje swoją pozycję, jest imponujące. Zaledwie kilkanaście miesięcy wystarczyło, aby przejść drogę od walki o kontrakt do coraz większego zainteresowania kibiców i partnerów biznesowych.

A jeśli kolejne występy w oktagonie będą równie efektowne, jak dotychczasowe, marketingowa machina wokół młodego Polaka może rozpędzić się jeszcze bardziej.

Zobacz także: Michał Michalski bez wymówek po porażce z Kuberskim: „Czułem jego przewagę fizyczną”