Już 19 września na gali XTB KSW 121 w Libercu Dominik Zadora zadebiutuje w największej organizacji MMA w Europie. Były kickbokser otwarcie przyznaje, że po latach problemów zdrowotnych i epizodzie we freak fightach odzyskał sportową motywację, a jego celem jest już wyłącznie rywalizacja na poważnym poziomie. – Na dzień dzisiejszy mówię freak fightom nie – deklaruje w rozmowie dla naszej redakcji.
Droga Dominika Zadory do KSW była znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Przez lata jeden z czołowych polskich kickbokserów był kojarzony przede wszystkim ze sportową rywalizacją, jednak poważne problemy z kręgosłupem niemal całkowicie wywróciły jego karierę do góry nogami.
Zadora przeszedł bardzo poważną operację kręgosłupa, a lekarze mieli przekazać mu jasną informację – dalsze uprawianie sportu mogło wiązać się z ogromnym ryzykiem.
Przychodząc do najlepszych neurochirurgów w Polsce, lekarze powiedzieli: „Panie Dominiku, ale pan musi skończyć ze sportem, bo grozi panu po prostu kalectwo”. I dla każdego sportowca, gdzie całe życie, całe dobra materialne, całe nazwisko jest związane ze sportem, to jest takie wyrwanie serca.
Właśnie w tamtym okresie zdecydował się na udział w walkach freak fightowych. Jak sam przyznaje, wcześniej był zdecydowanym przeciwnikiem tego rodzaju wydarzeń, jednak sytuacja życiowa i zdrowotna zmusiły go do szukania innej drogi.
To było takie moje koło ratunkowe, koło zapasowe, żeby po prostu gdzieś tam jeszcze być, żeby zarabiać pieniądze. (…) Gdzieś tam musiałem ratować swoją karierę, swój biznes.
Dziś patrzy jednak na ten etap przede wszystkim jako na zamknięty rozdział. Zadora nie wyklucza, że w życiu można zmienić zdanie, ale jego obecne nastawienie jest jednoznaczne.
Uważam, że nie wrócę już do freak fightów. Nie mam zamiaru wracać. Chociaż wiadomo, tylko krowa nie zmienia zdania, ale na dzień dzisiejszy mówię freak fightom nie. Chcę wrócić do sportu.
„To było moje drugie życie”
Paradoksalnie właśnie droga przez freak fighty miała ostatecznie doprowadzić Zadorę do największej szansy w jego sportowej karierze. Zawodnik znalazł się bowiem w programie „Fighter”, do którego – jak opowiada – został zaproszony po wcześniejszym castingu. Choć jego udział w programie nie trwał długo, sam Zadora podkreśla, że nie został wyeliminowany ze względu na sportową słabość. W decydującym momencie uczestnicy mieli walczyć o własną przyszłość, a na stole znajdował się między innymi kontrakt z KSW.
Zdaniem kickboksera właśnie wtedy zwrócił na siebie uwagę ludzi związanych z organizacją. Ważną rolę miały odegrać jego charakter, podejście do treningów, doświadczenie oraz umiejętności stójkowe.
Włodarze KSW gdzieś tam zauważyli moją charyzmę, że potrafiłem się zachować, potrafiłem pomagać ludziom w tych wszystkich konkurencjach. Na treningach się przykładałem i mimo swojego wieku, bo mam już 35 lat, a tam byli o 10 lat młodsi ode mnie, gdzieś tam się wyróżniałem z tego tłumu.
Zadora nie ukrywa, że moment otrzymania informacji o szansie w KSW wywołał u niego ogromne emocje.
Jezu, ja naprawdę myślałem, że się popłaczę tam. Nigdy nie miałem takich emocji jak wtedy. Ja się tego totalnie nie spodziewałem. To było coś fantastycznego.
Jak podkreśla, propozycja kontraktu dała mu zupełnie nową energię.
To tak jakby tchnęło drugie życie we mnie, w moją karierę. To dało mi dodatkowego motoru napędowego do tego, co teraz robię, czyli do tych wszystkich przygotowań.
Zadora odpowiada krytykom: „Dajcie mi czas do 19 września”
Debiut byłego kickboksera w KSW wywołał również dyskusję wśród kibiców. Część fanów zwraca uwagę, że wielu młodszych zawodników z większym doświadczeniem w MMA czeka na swoją szansę w organizacji.
Sam Zadora nie zamierza jednak udawać, że nie rozumie tych argumentów.
Oczywiście oni mają rację. Jest dużo młodych talentów, zawodników bardzo dobrych, być może nawet i lepszych ode mnie, którzy zasługują bardziej na ten kontrakt niż ja i ja wcale tego nie neguję.
Jednocześnie podkreśla, że sportowa kariera często zależy również od znalezienia się we właściwym miejscu i czasie. Jego zdaniem najlepszą odpowiedzią dla sceptyków będzie po prostu występ w klatce.
Każdemu należy się szansa i żeby dali mi czas do 19 września, a w klatce udowodnię im, że mylili się co do mojej osoby, bo naprawdę zostawię tam serce.
Zadora zdradził również, że podpisał z KSW umowę obejmującą kilka walk. Co więcej, już teraz bardzo mocno wiąże swoją przyszłość właśnie z organizacją.
Ja myślę, że moja kariera sportowa skończy się w KSW.
Nie tylko kickboxing. Zadora zapowiada pełne MMA
W debiucie na KSW 121 Zadora zmierzy się z Samuelem Bilym. Choć naturalnie największą bronią Polaka pozostają umiejętności stójkowe, sam zawodnik podkreśla, że od wielu miesięcy pracuje nad kompleksowym przestawieniem się z kickboxingu na MMA.
Nie chodzi przy tym wyłącznie o naukę zapasów czy parteru. Pierwszym krokiem miała być całkowita zmiana sposobu poruszania się i prowadzenia stójki, tak aby nie pozostawiać rywalom łatwych okazji do obaleń.
Te pierwsze kilka miesięcy pracowaliśmy nad tym, żeby ta moja stójka była pod MMA, a nie pod kickboxing. Żeby nie dawać się łatwo obalać, troszeczkę niżej siedzieć i tak dalej. Także tutaj totalnie jest zmiana od zera, do gołej blachy, i dopiero później było rzeźbienie.
35-latek przyznaje, że w treningach wciąż musi walczyć z naturalnymi nawykami wyniesionymi z kickboxingu. Jednocześnie jest przekonany, że miesiące pracy pozwoliły mu znacząco rozwinąć również inne płaszczyzny.
Jeżeli chodzi o zapasy, to wiadomo, tutaj dużo defensywnych zapasów. Próbowanie przechodzenia z defensywy do ofensywy, próbowanie obaleń, próbowanie poddań, wychodzenie z technik kończących. Ja myślę, że na tyle pracy, ile wykonałem przez te osiem-dziewięć miesięcy, uważam, że jest to na poziomie dobrym.
Zadora zapowiada, że nie zamierza ograniczać się wyłącznie do stójki. Wszystko zależeć będzie oczywiście od przebiegu pojedynku i tego, na ile pozwoli mu rywal, ale celem jest pokazanie kibicom pełniejszego wachlarza umiejętności.
Oprócz tego, że jestem strikerem, będę chciał pokazać pełny wachlarz swojego MMA.
Wymarzony scenariusz? Stójka, obalenie i poddanie
Były kickbokser ma już nawet konkretną wizję tego, jak mógłby wyglądać jego idealny debiut w okrągłej klatce KSW. Nie ukrywa, że chciałby połączyć swoje najmocniejsze strony z umiejętnościami, nad którymi intensywnie pracował w ostatnich miesiącach.
Mój wymarzony scenariusz to prowadzić walkę w stójce, obalić i poddać. Wtedy mamy pełen wachlarz.
Zadora podkreśla przy tym, że najważniejsze pozostaje dla niego zwycięstwo. Forma zakończenia pojedynku będzie miała drugorzędne znaczenie, choć chciałby uniknąć sytuacji, w której walka zostanie przerwana przez kontuzję któregoś z zawodników.
Czy to będzie poddanie, czy to będzie nokaut – dla mnie wszystkie scenariusze są fajne. Chciałbym, żeby fani mogli zobaczyć fajną walkę gladiatorów, a nie żeby walka skończyła się przez kontuzję.
„Nigdy w życiu nie czekałem tak na tę walkę”
Przed debiutem w KSW Zadora nie ukrywa ogromnego entuzjazmu. Jak sam przyznaje, mimo doświadczenia zdobytego przez lata rywalizacji, jeszcze nigdy nie oczekiwał na walkę z tak wielką ekscytacją.
Przysięgam ci, ja jeszcze nigdy w życiu nie czekałem tak na tę walkę jak teraz. Jestem tak podjarany i tak nie mogę się doczekać.
Jednocześnie zapewnia, że potrafi kontrolować emocje i nie zamierza „przegrzać się” przed najważniejszym momentem.
Jest ta podjarka, są te emocje, ale one są dozowane. Ja wiem, że myślę, że w odpowiednim momencie właśnie wystrzelimy wtedy, kiedy wejdę do klatki.
W jego narożniku podczas gali w Libercu ma znaleźć się między innymi Artur Gwoźdź, z którym Zadora współpracuje od wielu lat. Zawodnik podkreśla, że ich relacja wykracza daleko poza standardową współpracę na linii menedżer-zawodnik.
Oprócz tego, że jesteśmy menadżer i zawodnik, też się przyjaźnimy. Jest dla mnie jak ojciec, całe życie jest przy moich wzlotach i przy moich upadkach.
Zadora przyznał, że w przeszłości obecność Gwoździa i jego mocne słowa w narożniku już pomagały mu odwracać losy pojedynków.
Pamiętam walkę z Pavlem Sachem. W pierwszej rundzie lekko przyspałem i Artur wleciał tam z trenerem Witkiem. Było dość grubo w tym narożniku i kazał mi się obudzić. Dzięki temu, że gdzieś tam mną potrząsnął, tę walkę po prostu wygrałem.
Zadora o Michalskim i Grzebyku: „Michał ma wszystkie atuty”
W rozmowie nie zabrakło również wątków dotyczących innych zawodników związanych z grupą Artnox. Na tej samej gali co Zadora wystąpi Michał Michalski, którego czeka starcie z Radosławem Paczuskim.
Zadora bardzo wysoko ocenia swojego kolegę treningowego i przekonuje, że jego atuty nie ograniczają się do mocnej stójki.
Michał oprócz tego, że jest dobrym strikerem, to jeszcze ma naprawdę przemocne zapasy. Jest czarnym pasem brazylijskiego jiu-jitsu. Ja myślę, że zarówno w stójce będzie niebezpieczny, jak i zapaśniczo, w grapplingu i w parterze.
Polak uważa, że jego klubowy kolega może wrócić do walki o najwyższe cele, jeśli pokona Paczuskiego.
Uważam, że wszystkie takie na papierze atuty są po stronie Michała. Każde jego uderzenie to jest, jakbyś dostał cegłówką w głowę. Michał jest w niesamowitej formie.
Zdaniem Zadory starcie Michalskiego z Paczuskim ma wszelkie podstawy, by zakończyć się przed czasem.
Raczej nie przewiduję tutaj walki na punkty. Myślę, że to będzie walka skończona przed czasem.
Zadora radzi Grzebykowi zmiany w przygotowaniach
Swoją opinią Zadora podzielił się również na temat Andrzeja Grzebyka, który w kolejnym wymagającym pojedynku zmierzy się z Laïdem Zerhunim. Były kickbokser podkreśla, że jego klubowemu koledze nie można odmówić ambicji ani charakteru.
Andrzej nieraz pokazywał, że ma mega charakter. Czy to walczył z rozwalonym kolanem, czy ostatnio z Łopaczykiem z połamanym paluchem. Andrzejowi charakteru i ambicji nie można zabrać.
Zadora uważa jednak, że Grzebyk powinien rozważyć pewne zmiany w przygotowaniach, szczególnie w zakresie dostosowania stójki do specyfiki MMA.
Ja uważam, że trochę powinien pozmieniać, jeżeli chodzi o swoje obozy przygotowawcze i swoje przygotowania. (…) To jest moje skromne zdanie, można się z tym zgadzać bądź nie.
Mimo tej uwagi Zadora nie ma wątpliwości, że będzie mocno trzymał kciuki za klubowego kolegę.
To jest kolega tutaj od Artura, bardzo ambitny i sportowiec. Trzymam kciuki, żeby ta walka poszła w końcu po jego myśli i bez żadnych kontuzji.
Dla samego Zadory najważniejszy pozostaje jednak najbliższy cel. 19 września w Libercu rozpocznie zupełnie nowy rozdział swojej kariery – tym razem już jako zawodnik MMA w organizacji KSW. Po latach problemów zdrowotnych, przymusowej zmianie sportowej drogi i epizodzie we freak fightach chce udowodnić, że jego powrót do poważnej rywalizacji nie jest jedynie jednorazową historią.
A patrząc na emocje, z jakimi mówi o debiucie, jedno jest pewne – Dominik Zadora zamierza wykorzystać swoją szansę w klatce KSW do maksimum.
Zobacz także: Byłe gwiazdy UFC wspominają koszmarne kontrole antydopingowe
foto: Instagram / FEN

![Who’s next In The Cage [#8] – Co dalej dla Soldicia po zwycięstwie na UFC 332?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/10/Arena-MMA_-Kto-Nastepny_-8-218x150.png)

![Who’s next In The Cage [#7] – Kto następny dla Roberta Bryczka po porażce z Vieirą?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/09/Obraz-ChatGPT-29-wrz-2026-o-12_42_34-218x150.png)




















