Dominik Zadora udanie zadebiutował w organizacji KSW, pokonując Samuela Bily’ego jednogłośną decyzją sędziów w walce otwierającej XTB KSW 121 w Libercu. Były kickbokser zaskoczył swoim podejściem do pojedynku, niemal od początku stawiając na zapasy i parter, a dodatkowo przez większość starcia musiał radzić sobie z problemem z prawą ręką. Po zwycięstwie Zadora nie krył emocji i przyznał, że za jego sukcesem stoi między innymi niezwykle długa i trudna droga, którą przeszedł przed debiutem w największej organizacji MMA w Europie.
Przed debiutem Dominika Zadory w KSW można było spodziewać się przede wszystkim stójkowej konfrontacji. Doświadczony kickbokser przez lata budował swoją pozycję właśnie dzięki umiejętnościom w tej płaszczyźnie, jednak w Libercu zaprezentował zupełnie inne oblicze.
Dominik Zadora od początku próbował przenosić walkę do parteru i konsekwentnie realizował przygotowany wcześniej plan. Co ciekawe, pierwsza próba obalenia nie zakończyła się powodzeniem, ale już chwilę później zawodnik Artnox Fight Sport ponowił próbę i tym razem skutecznie sprowadził Samuela Bily’ego.
Jak się okazało, decyzja o przejściu do zapasów była również konsekwencją problemu, z którym Zadora musiał zmierzyć się już w pierwszej rundzie.
Tak jak mówiłem już na początku, jak tu przyjechałem do tej federacji, że będę chciał pokazać, że też trochę tego parteru już nie znam i że można mnie nazwać pełnoprawnym zawodnikiem MMA. Może nie była to wirtuozeria grapplingowa z mojej strony i jiu-jitsu, ale było skuteczne. Tak naprawdę pierwsza wymiana była taka, że trafiłem na odejściu prawym prostym i czułem, jak mi strzela ręka. Ta ręka mi całkowicie zdrętwiała. I tak naprawdę od pierwszej minuty, pierwszej rundy miałem wyłączoną prawą rękę. Stwierdziłem, że długo tej ręki nie będę mógł za bardzo używać. No więc jedziemy, plan B, czyli grappling. Mieliśmy przecieki, że bardzo mocno bije, bardzo mocno boksuje, ma bardzo mocną stójkę. Nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać, bo za dużo w internecie tego nie było. Plan A, że stójka, plan B, jak nie będzie jeszcze w stójce, idziemy w parter. I akurat tak los chciał, że gdzieś ta ręka poszła w pierwszej rundzie. No i poszliśmy po ten grappling. Później pełna kontrola. Podziękowania dla Michała, dla trenera Jędrzejskiego, dla Artura, że zrobili z tego kickboksera chociaż w pewnym stopniu grapplera.
Zadora zdradził tym samym, że jego występ w Libercu był efektem świadomej zmiany sposobu przygotowania do walki. W krótkim czasie przed debiutem w KSW mocno pracował nad zapasami i parterem, aby nie być zawodnikiem jednowymiarowym.
„Chciałem zamknąć buzię niedowiarkom”
Debiut Zadory w KSW wiązał się również z dużymi emocjami pozasportowymi. Transfer zawodnika do organizacji spotkał się z krytyką części kibiców, a sam zawodnik zdawał sobie sprawę, że w Libercu będzie musiał udowodnić, że kredyt zaufania, jaki otrzymał od organizacji, nie był przypadkowy.
Presja nie sparaliżowała jednak Zadory. Wręcz przeciwnie, jego zdaniem właśnie w najbardziej wymagających momentach swojej kariery potrafił pokazywać najlepszą wersję siebie.
Nie wiem, czy z początku śledzisz moją karierę. Chyba te walki, które były najbardziej obłożone presją, stresem, nerwówką i tym, że ja musiałem coś udowodnić w tych walkach, pokazywałem tego prawdziwego japońskiego drwala i to chyba dzisiaj była ta walka. Była naprawdę bardzo duża presja, choć ja starałem się nie narzucać jej sobie. Tak jak mówiłem, chciałem zamknąć buzię niedowiarkom, hejterom i ja myślę, że dzisiaj to zrobiłem, z czego jestem też bardzo dumny. Zarówno fani, jak i antyfani mnie motywują, ale jednak ci drudzy chyba motywują mnie bardziej. Cieszę się, że tu jestem. Cieszę się, że mogłem po raz kolejny udowodnić swoją wartość i myślę, że też dużo kibiców tych anty przeciwko mnie przeciągnąłem chyba na swoją stronę mocy.
Zadora nie zamierza jednak przejmować się tymi, którzy nadal będą go krytykować. Po walce przyznał, że niezależnie od tego, co zrobi zawodnik, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał do niego pretensje.
Było kiedyś takie fajne porzekadło, jak był osiołek i było małżeństwo. Jak nie jadą na osiołku, ktoś powie: A głupi, nie wykorzystują osiołka. Jak facet wsiądzie, to powie: A głupi, bo kobiecie nie ustąpił. Jak kobieta siądzie, to: A głupi, bo dał kobiecie. I zawsze się znajdzie ktoś, kto będzie to krytykował, komentował, hejtował. Wbijam w takich ludzi. Ja dziękuję tym wszystkim prawdziwym, którzy są ze mną od początku mimo tych wszystkich moich perturbacji życiowych, tych moich zakrętów. Ja dzisiaj jestem w tym miejscu, w którym powinienem być, za co bardzo serdecznie wszystkim, którzy dołożyli cegiełkę, dziękuję.
Łzy po zwycięstwie. „Muszę to wygrać”
Najbardziej emocjonalnym momentem po zakończeniu walki był obraz Zadory klęczącego w klatce. Zawodnik nie ukrywał łez, które pojawiły się po ogłoszeniu jego zwycięstwa.
Za jego reakcją stały lata przygotowań, kontuzje, problemy zdrowotne oraz trudne wydarzenia z życia prywatnego. Jak sam przyznał, miał również świadomość, że nie może pozwolić sobie na porażkę.
To były łzy szczęścia naprawdę, bo słuchajcie, bardzo długą drogę tu przebyłem. Było ciężko. Było wiele wzlotów, wiele upadków, bardzo długie przygotowania, te wszystkie kontuzje, choroba kręgosłupa, groźba kalectwa, sprawy prywatne. To wszystko tak naprawdę gdzieś z tyłu głowy zawsze ciąży. Ale też miałem z tyłu głowy to, że nie mogę przegrać tej walki, że muszę to wygrać, że muszę przede wszystkim udowodnić coś sobie.
Zadora podkreślił, że ogromnym źródłem motywacji pozostaje dla niego jego córka. To właśnie ona, jak przyznał zawodnik, była jednym z najważniejszych powodów, dla których nie poddał się w trudnych momentach swojej kariery.
Moim przede wszystkim motorem napędowym jest moja córeczka, która motywuje mnie do wszystkiego. To dzięki niej tak naprawdę jestem tutaj w tym miejscu dziś. To nadaje mi tego kopa, to dzięki niej się w wielu momentach w swoim życiu nie poddałem, więc to jest chyba taka moja największa motywacja. A po drugie, to wszystko jest tutaj dla mnie nowe. To jest coś nowego. Nowa ścieżka, nowa droga, nowi ludzie, nowa ekipa. Wszystko nowe dookoła. To MMA, ta nowość. No i największa federacja europejska MMA, KSW. Lepszego początku końca mojej kariery, bo nie oszukujmy się, jestem już wielkim zawodnikiem i myślę, że z wygaszeniem mojego kontraktu w KSW też będę kończył moją karierę.
„Dzisiaj można mnie nazwać zawodnikiem MMA”
Zadora po zwycięstwie nie ukrywał, że jego ambicją było pokazanie kibicom, że nie jest już wyłącznie kickbokserem próbującym swoich sił w MMA.
W trakcie walki udowodnił to w najbardziej praktyczny sposób. Zamiast wdawać się w stójkową wymianę, konsekwentnie korzystał z zapasów, kontrolował Bily’ego na macie i dowiózł jednogłośną decyzję sędziów.
Co więcej, zawodnik zdradził, że w pewnym momencie był nawet blisko zakończenia pojedynku przed czasem.
Nie wiem, czy widziałeś, ale to było bodajże w drugiej albo w trzeciej rundzie. Tam już był bliski trójkąt. Tylko ładnie to wybronił i stwierdziłem, że nie ma sensu pompować rąk, więc to odpuściłem. Słuchajcie, poddawałem medalistów ADCC, poddawałem medalistów MMA Polska, także tego też troszkę liznąłem. Wiadomo, tu się wszystkiego uczę, wszystko jest nowe, będę cały czas pracował. Jest jeszcze bardzo dużo do poprawy. Wiele, jak to się mówi, wody w Wiśle musi upłynąć, żeby jeszcze tym takim naprawdę solidnym zawodnikiem być, ale mówię, myślę, że dzisiaj można nazwać mnie nie kickbokserem, tylko zawodnikiem MMA.
Zadora nie zamierza jednak udawać, że po jednym występie stał się kompletnym zawodnikiem MMA. Wręcz przeciwnie, zdaje sobie sprawę z ogromu pracy, jaka jeszcze przed nim.
Zadora już myśli o kolejnych walkach
Debiutant nie zamierza długo czekać na kolejne wyzwania. Po pokonaniu Bily’ego nie wskazał konkretnego nazwiska, pozostawiając decyzję swojemu menadżerowi Arturowi Gwóździowi.
Zadora uważa jednak, że pierwsze walki powinny pozwolić mu jeszcze bardziej rozwinąć się w MMA, zanim przyjdzie czas na poważniejszy sprawdzian.
Na pewno mój menadżer Artur Gwóźdź, którego bardzo serdecznie pozdrawiam, kocham cię, tatuś, na pewno tę moją karierę MMA potoczy. Teraz będzie wielu pewnie, którzy będą twierdzili, że przyjdą na Zadorę i pokonają, więc kurde, dawać kogokolwiek. Myślę, że jeszcze jedną, dwie walki taką stricte myślę, że pode mnie weźmiemy, a później co, tam jakiś sprawdzian.
Pierwszy krok w nowym rozdziale kariery został więc wykonany. Zadora nie tylko wygrał swój debiut w KSW, ale zrobił to w sposób, który miał być jego odpowiedzią na krytykę transferu. Były kickbokser pokazał w Libercu, że potrafi skutecznie korzystać z zapasów i parteru, a po końcowym gongu jasno zaznaczył, że zamierza dalej rozwijać się jako zawodnik MMA.
Zobacz także: XTB KSW 121 – wyniki. Vojcak tymczasowym mistrzem
foto: materiały prasowe KSW


![Who’s next In The Cage [#8] – Co dalej dla Soldicia po zwycięstwie na UFC 332?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/10/Arena-MMA_-Kto-Nastepny_-8-218x150.png)

![Who’s next In The Cage [#7] – Kto następny dla Roberta Bryczka po porażce z Vieirą?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/09/Obraz-ChatGPT-29-wrz-2026-o-12_42_34-218x150.png)

















