Esteban Ribovics spełnił obietnicę i zakończył Edsona Barbozę przed czasem podczas UFC 330, odnosząc jedno z najbardziej znaczących zwycięstw w swojej karierze. Argentyńczyk przyznał, że przez całą walkę skupiał się wyłącznie na przemocy i realizacji swojego planu, a dopiero po ostatnim gongu dotarło do niego, z jak wielką legendą dzielił oktagon. Teraz Ribovics chce szybko wrócić do klatki i zmierzyć się z kolejnym zawodnikiem z rankingu.

Esteban Ribovics od początku pojedynku z Edsonem Barbozą ruszył do przodu i konsekwentnie korzystał z całego swojego arsenału. Argentyńczyk atakował Brazylijczyka między innymi kopnięciami na korpus, kolanami oraz wysokimi kopnięciami, a ostatecznie doprowadził do zakończenia pojedynku w drugiej rundzie.

Mimo że po walce zwycięstwo miało dla niego szczególny wymiar ze względu na klasę rywala, podczas samego starcia nie pozwalał sobie na sentymenty.

Obiecałem, że pokażę przemoc i właśnie to zrobiłem od momentu, kiedy wyszedłem z szatni. Byłem nastawiony na przemoc i chciałem wyjść po to, co było moje. Dopiero kiedy walka się skończyła, emocje opadły i zdałem sobie sprawę, z kim właśnie walczyłem. Do tego momentu chciałem po prostu urwać mu głowę.

Dla Ribovicsa pojedynek z Barbozą był jednocześnie kolejnym potwierdzeniem, że jest gotowy na rywalizację z coraz mocniejszymi nazwiskami kategorii lekkiej. Argentyńczyk przyznał, że od pierwszych minut zauważał efekty swoich ataków.

Barboza przetrwał ogromną liczbę ataków

Ribovics rozpoczął pojedynek od mocnego tempa i szybko zaczął trafiać Brazylijczyka. Szczególnie dużo uwagi poświęcał atakom na korpus oraz nogi, próbując stopniowo odbierać Barbozie możliwość skutecznego odpowiadania.

Argentyńczyk zauważył również ranę na nodze rywala. Jak wyjaśnił, powstała ona prawdopodobnie po tym, jak Barboza próbował blokować jego kopnięcia.

Zauważyłem to tuż przed wyjściem do drugiej rundy, kiedy zobaczyłem, że krwawi mu piszczel. Wydaje mi się, że stało się to po tym, jak zablokował dwa albo trzy moje kopnięcia, a później uderzył mnie łokciem i się otworzyło. Wcześniej rozciąłem mu oko ciosem, który trafił go tą częścią ręki i sam teraz czuję to uderzenie. Później stopniowo się rozkręcałem, próbowałem trafiać coraz większą liczbą ciosów i walka powoli zaczęła układać się po mojej myśli.

Ostatecznie Ribovics doprowadził do przerwania w drugiej rundzie, kończąc ostatnią walkę Barbozy w jego zawodowej karierze.

„Rywal to rywal”

40-letni Barboza po porażce pozostawił rękawice w oktagonie i oficjalnie zakończył karierę. Brazylijczyk otrzymał od kibiców w Filadelfii ogromną owację, a po walce przekazał Ribovicsowi kilka ważnych słów.

Sam Argentyńczyk podkreślił jednak, że podczas pojedynku nie mógł pozwolić sobie na myślenie o statusie przeciwnika.

Rywal to rywal. Jeśli wchodzisz do tej klatki, musisz być gotowy zmierzyć się z każdym – nieważne, czy to legenda, czy nie, czy jest starszy, czy młodszy. Trzeba wyjść po zwycięstwo. Tak się złożyło, że trafiło na Edsona i był to dla mnie zaszczyt dzielić z nim klatkę.

Szczególnego znaczenia nabrały słowa Barbozy wypowiedziane już po zakończeniu walki. Brazylijczyk miał powiedzieć swojemu rywalowi, aby ten kontynuował jego dziedzictwo.

Dokładnie to mi powiedział. Podziękowałem mu za słowa, które do mnie skierował. Powiedział mi: „Niech Bóg cię błogosławi. Teraz kontynuuj moje dziedzictwo”. To było naprawdę mocne.

Ribovics chce kolejnego zawodnika z rankingu

Argentyńczyk nie zamierza długo odpoczywać po najważniejszym zwycięstwie w swojej karierze. Ribovics liczy na kolejną walkę jeszcze w tym roku, a jego celem jest pojedynek z jednym z zawodników znajdujących się w rankingu kategorii lekkiej.

Problemem może być jedynie termin. Argentyńczyk ma zaplanowany ślub w listopadzie, dlatego jeśli UFC nie zaoferuje mu walki na początku października, będzie musiał poczekać do końcówki roku lub początku 2027.

Mówiłem o tym już w wywiadzie i powtórzę to tutaj. Jeśli pojawi się coś blisko i będę zdrowy, to pierwszy tydzień października. W listopadzie nie mogę, bo mam ślub. Muszę zająć się swoją żoną. Jeśli nie, to grudzień, styczeń albo początek przyszłego roku.

Ribovics podchodzi do tego z humorem i już teraz zachęca kibiców do zainteresowania się jego ślubną listą prezentów.

Właśnie tego mi brakuje, więc możecie się już wpisywać na listę prezentów ślubnych.

„Nowa legenda przemocy to ja”

Zwycięstwo nad Barbozą sprawiło również, że Ribovics zaczął być postrzegany jako zawodnik, który może przejąć pałeczkę po jednej z najbardziej widowiskowych postaci w historii UFC.

Argentyńczyk doskonale zdaje sobie sprawę z tego porównania i sam podkreślił, że chce budować własną markę jako zawodnik gwarantujący kibicom brutalne i efektowne pojedynki.

Nadchodzi nowa przemoc. Nowa legenda przemocy to ja.

Po zwycięstwie nad Barbozą Ribovics może liczyć również na ogromne wsparcie kibiców z Argentyny. Zawodnik przyznał, że jest pozytywnie zaskoczony liczbą wiadomości i publikacji, które otrzymał po UFC 330.

Naprawdę tak jest, zawsze dostaję dużo wiadomości. Szczerze mówiąc, nie mam zbyt wielu hejterów i bardzo mnie to cieszy. Nie jestem kimś, kto źle mówi o innych albo robi komuś krzywdę. Wszystkim kibicom dziękuję za każdą wiadomość, każdy post, każdą motywację i każdy komentarz. To wszystko motywuje mnie i daje mi jeszcze większą ochotę, żeby trenować mocniej.

Ribovics wrócił więc z UFC 330 nie tylko z efektownym zwycięstwem nad legendą UFC, ale również z jasno określonym celem. Argentyńczyk chce jeszcze w tym roku dostać kolejnego rywala z rankingu i kontynuować marsz w górę kategorii lekkiej.

Zobacz także: Edson Barboza o urazie oka i interwencji Herba Deana: „Gdyby trafił mnie jeszcze raz, byłbym w wielkich tarapatach”

źródło: ESPN Deportes – wywiad z Estebanem Ribovicsem