Gracjan Szadziński odniósł największe zwycięstwo od lat, pokonując Hectora Lombarda w walce wieczoru FIGHT MODE 2. „Gracek” przetrwał dwa nokdauny w pierwszej rundzie, a następnie odwrócił losy pojedynku i zakończył go przed czasem, udowadniając, że nie zamierza pozwolić, aby kolejne trudne momenty w jego karierze go złamały.

Po zakończeniu walki Gracjan Szadziński nie krył ogromnych emocji w rozmowie z naszą redakcją. Zawodnik przyznał, że zwycięstwo było dla niego czymś tak ważnym, że przez chwilę obawiał się, iż po przebudzeniu wszystko okaże się jedynie snem.

Boję się, że rano wstanę i znowu są problemy. Znowu jest presja. Znowu będą mnie cisnęli i znowu będą mówić, że jestem rozbity, do niczego się nie nadaję, a jedyne, co potrafię, to… Boję się tego, że to jest sen, bo miałem tak nie raz, że miałem sny, że wygrywam, wszystko się ułożyło, że nawet mój pierdolony samochód jeździ, ale się budzę i znowu to samo. Mam nadzieję, że to nie będzie po prostu sen.

„Jestem dziwnym typem człowieka”

Przed walką Szadziński mówił o pięknie historii underdogów. Sam znalazł się w dokładnie takiej sytuacji. Po dwóch nokdaunach w pierwszej rundzie wielu mogło zakładać, że pojedynek szybko zakończy się zwycięstwem Lombarda. Polak wrócił jednak do walki i z każdą kolejną minutą wyglądał coraz lepiej.

Sam „Gracek” porównał swoją postawę do jednej z najbardziej kultowych scen z filmu „Terminator”.

Uważam właśnie, że jestem dziwnym typem człowieka. Wiem o tym. Może dlatego, że jestem na starych filmach wychowany. Nie wiem, może dlatego, że jestem wychowany na Terminatorze, gdzie zszedł z jedną ręką, wyświetlił mu się „low power”, poszedł jeszcze wcisnąć ten przycisk i jeszcze, jak wcisnęli ten przycisk na końcu, zrobił swoją misję i zjeżdża. Ja płakałem w podstawówce wtedy, pamiętam. Zjeżdżał, powiedział „I’ll be back” i też musi się zniszczyć. Dla mnie taki film jest najpiękniejszy. Jestem dziwnym typem człowieka. Wiem o tym i uważam po prostu, że takie historie są piękne.

„Nic mnie nie złamie”

Szadziński wrócił również do swojej trudnej drogi, wspominając momenty, w których sam miał wątpliwości, czy jeszcze będzie w stanie rywalizować na wysokim poziomie.

Jego zdaniem właśnie te doświadczenia sprawiły, że po dwóch nokdaunach z Lombardem nie przestał wierzyć w możliwość zwycięstwa.

Jak oglądałem swoje walki, jak prosiłem o zdrowie, prosiłem, żebym mógł jeszcze raz chociaż wstać i mieć tę jeszcze jedną szansę w życiu, to pokażę, że nic mnie nie złamie, że nic mnie nie złamie. Dzisiaj ludzie, którzy nagrywają sobie rolki, że skądś tam wracają, że coś podnoszą na siłowni, są jeszcze dalej niż ja. Jeszcze wyjebałem i nagle się obudziłem. Wszyscy się ze mnie śmieją. Nie wiem. Każdy mówi, że jestem rozbity, walki przegrane, kasy nie ma, o co chodzi? I wszyscy uciekli. Mówię: o co chodzi? No i tak sobie przemyślałem po prostu i jestem.

„Jestem psychopatą. Będę się bił i koniec”

Szadziński nie ukrywał, że jego mentalność jest jednym z elementów, które pozwoliły mu przetrwać najtrudniejsze momenty pojedynku z Lombardem. „Gracek” uważa, że jego podejście różni się od tego, które prezentowali wcześniejsi rywale Kubańczyka.

Uważam, że po prostu mam w sobie coś, czego może nawet Hector Lombard nie ma, bo jestem typem… Patrzyłem w oczy, to kotwiczy. Mu jestem psychopatą jebanym. Masz rację. Jestem psychopatą. Tak, jestem. Będę się bił i koniec. Po prostu nie uj*biesz mnie. Nie uj*biesz mnie.

Zdaniem Szadzińskiego Lombard mógł być przyzwyczajony do tego, że rywale odczuwali przed nim respekt. Polak uważa, że w jego przypadku sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.

Powiem ci, że widziałem jego wszystkie walki i wygrywał w pierwszej rundzie. Tylko problemem było to, że ludzie się go bali. Ludzie się go bali, a ja tak mówiłem: ma rację. W życiu normalnym jestem normalnym, dobrym człowiekiem dla dobrych ludzi. Ale uważam, że niektórzy przegrywali z nim dlatego, że po prostu zniszczył psychicznie, zdominował ich, a mnie nie. Po prostu jestem…

„Wiedziałem, że mogę wygrać”

Szadziński odniósł się również do różnicy gabarytów. Lombard był od niego cięższy o około 15 kilogramów, a przed walką wielu kibiców uważało, że przewaga fizyczna byłego zawodnika UFC będzie jednym z kluczowych czynników.

„Gracek” twierdzi jednak, że od początku nie czuł strachu przed swoim rywalem.

Pomyśl sobie, że jesteś mistrzem, mistrzem Bellatora i przyjeżdża jakiś Gracek ze Stargardu. No jak byś się czuła? I lżejszy 15 kilo. Ale wiem, że jak na face to face twardo spojrzałem mu w oczy i wiem, że mógł się wtedy zdziwić, bo ja się go nie bałem. Ja wiedziałem, że mnie stworzyło wszystko to, co teraz jest. Ja wiedziałem, że mogę wygrać, że będzie miał ciężko. Jak mnie zlekceważy, to będzie na moją korzyść.

Co dalej z karierą Szadzińskiego?

Po największym zwycięstwie w ostatnich latach naturalnie pojawiło się pytanie o przyszłość Szadzińskiego. Zawodnik nie zamyka się ani na walki na gołe pięści, ani na powrót do MMA. Na razie ma jednak jeden konkretny plan. Szadziński nie zamierza również robić długiej przerwy od treningów. Jak sam przyznał, odpoczywanie nigdy nie przychodziło mu łatwo.

Zobaczymy. Odpocznę z tydzień, pójdę na trening i zobaczymy. Ja nie umiem odpoczywać tak i tak. Nie wiem, co mam ci powiedzieć. Mam ADHD, mam dar, mam dar. ADHD to nie jest choroba. To jest dar, bo ludzie, którzy mieli kiedyś ADHD, zapewniali przetrwanie swojemu plemieniu. Mam ADHD i tak może będę musiał coś zrobić.

Na zakończenie Szadziński podkreślił, że nie zamierza traktować zwycięstwa nad Lombardem jako końca swojej historii.

Mówię tak, jak dziś nigdy nie będę już nigdy i wiem, że jeszcze będą jakieś walki. Najlepsze przed nami.

Zobacz także: Jon Jones w FIGHT MODE?! „Juras” zdradził szczegóły rozmów z byłym mistrzem UFC