Israel Adesanya wrócił wspomnieniami do swojego pojedynku z Yoelem Romero na UFC 248. Były mistrz UFC przyznał, że starcie z Kubańczykiem zapisało się w historii organizacji jako jedno z najbardziej rozczarowujących widowisk, ale jednocześnie podkreślił, że obaj zawodnicy mieli powody, by nie podejmować nadmiernego ryzyka.

Do walki Israela Adesanyi z Yoelem Romero doszło w marcu 2020 roku podczas UFC 248. Stawką pojedynku był pas mistrzowski wagi średniej należący wówczas do Nowozelandczyka. Fani spodziewali się konfrontacji dwóch niezwykle efektownych zawodników, jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

Przez 25 minut obaj zawodnicy pozostawali bardzo ostrożni, a liczba znaczących akcji była niewielka. Ostatecznie Adesanya wygrał jednogłośną decyzją sędziów, ale samo starcie spotkało się z ogromną krytyką.

„Miałem jedną z najnudniejszych walk w historii”

Adesanya wrócił do tego pojedynku podczas swojego materiału na YouTube, w którym analizował ostatnią walkę Romero z Darrenem Tillem. Były mistrz nie próbował uciekać od krytyki i sam określił pojedynek z Kubańczykiem mianem jednej z najnudniejszych walk w historii UFC.

Miałem jedną z najbardziej ekscytujących walk w historii tej planety, z Kelvinem Gastelumem, która została wprowadzona do Galerii Sław UFC, ale miałem też jedną z najnudniejszych walk w historii tej organizacji razem z Yoelem Romero.

Adesanya wspomniał również o jednym z najmocniejszych uderzeń, jakie otrzymał w tamtym pojedynku. Jak przyznał, po trafieniu przez Romero przez moment widział przed sobą kilku przeciwników i spodziewał się, że Kubańczyk ruszy wtedy do zakończenia walki.

Obaj jesteśmy niebezpiecznymi zawodnikami. Kiedy trafił mnie tym mocnym ciosem, zobaczyłem przed sobą czterech Romero i pomyślałem: „Okej, teraz ruszy, żeby mnie skończyć”. Jeśli zobaczyłem czterech, to gdyby ruszył, byłoby ich czterech i musiałbym wybrać, którego z nich trafić. Ale on tego nie zrobił.

Adesanya nie zrzuca winy tylko na Romero

Były mistrz UFC podkreślił, że odpowiedzialność za przebieg pojedynku ponosili obaj zawodnicy. Adesanya przyznał, że Romero po prostu przyjął określoną taktykę, ale sam również nie chciał ponownie ryzykować przyjęcia potężnego uderzenia.

Po prostu zagrał w tę grę i tak, to była nudna walka. Ale on jest niebezpiecznym człowiekiem. Jest powód, dla którego nie chciał podejść bliżej, i jest powód, dla którego ja nie chciałem ponownie ryzykować otrzymania tego mocnego ciosu. Tak więc szacunek dla niego.

Kontrast przed walką był szczególnie duży. Zarówno Adesanya, jak i Romero mieli na koncie efektowne nokauty i akcje, które regularnie trafiały do materiałów z najlepszymi momentami ich karier. W ich bezpośrednim starciu kibice nie zobaczyli jednak tego rodzaju widowiska.

Adesanya wskazał problem UFC 332

W tym samym materiale Adesanya odniósł się również do krytyki dotyczącej karty UFC 332. Część kibiców i przedstawicieli mediów określała ją jako jedną z najsłabszych kart w historii organizacji.

Były mistrz nie zgodził się jednak z takim podejściem. Jego zdaniem problemem niekoniecznie jest poziom sportowy samych zawodników, lecz brak odpowiednio zbudowanych historii, które angażowałyby kibiców przed galą.

Ludzie mówią, że to najgorsza karta w historii UFC. Patrząc na tę kartę, to być może wcale nie jest prawda. Problem polega na tym, że brakuje jej trochę gwiazd i przede wszystkim historii. Właśnie w ten sposób angażujesz ludzi: poprzez przygotowania, materiały Embedded z tygodnia walki, Countdown, vlogi zawodników. UFC również powinno tworzyć krótkie materiały o zawodnikach przed walką albo w trakcie jej przygotowań.

Adesanya uważa, że odpowiednio przedstawione historie mogą znacząco zwiększyć zainteresowanie pojedynkami. Jego zdaniem kibice potrzebują powodów, aby emocjonować się nie tylko samym wynikiem walki.

Tak więc chodzi o historie. Nie ma historii. Bo nawet jeśli chcecie wyśmiewać WWE, to uwielbiacie historie. Każdy lubi historię.

Zobacz także: Marvin Vettori bezlitosny wobec własnych występów. „Wyglądałem fatalnie”

źródło: kanał Israela Adesanyi na YouTube