Iwo Baraniewski nie zwalnia tempa po kolejnym głośnym występie w UFC. W sesji Q&A odpowiedział na dziesiątki pytań fanów i odsłonił kulisy swojego treningu, podejścia do walki oraz dalszych planów. Nie brakowało konkretów – zarówno sportowych, jak i tych pokazujących jego mentalność.
Po efektownym wejściu do największej organizacji świata „Rudy” znalazł się na fali. Polski półciężki nie tylko budzi coraz większe zainteresowanie kibiców, ale też zaczyna jasno komunikować swoje cele i kierunek rozwoju. Q&A pokazało jedną rzecz – Baraniewski ma plan i konsekwentnie go realizuje.
Konkretna baza i ulubione bronie
W trakcie rozmowy Iwo Baraniewski wrócił do swoich korzeni i jasno wskazał, jakie elementy stanowią fundament jego stylu:
Moją ulubioną techniką kończącą jest balacha. W judo też dużo jej stosowałem i była moją ulubioną.
Polak podkreślił również, że choć coraz częściej kończy walki w stójce, to jego zaplecze grapplingowe nadal odgrywa ogromną rolę. Jednocześnie przyznał, że siła fizyczna jest jednym z kluczowych elementów w MMA:
Wydaje mi się, że siła ma duże znaczenie w walce. Nie wszystkie rekordy siłowe się przekładają, ale jeśli dobrze to połączysz z dynamiką, to masz bombę w rękach. Jak dobrze korzystasz ze swojego ciała, to możesz kontrolować rywala, męczyć go i przechylać walkę na swoją stronę.
Nokauty to nie przypadek
Jednym z najczęściej poruszanych tematów była jego siła ciosu. Baraniewski przyznał, że nie zawsze był świadomy swojego potencjału:
Dopiero jak znokautowałem Aliego, to poczułem, że to faktycznie działa. Wcześniej myślałem, że może po prostu dobrze trafiam. Dużo pracowaliśmy nad tym z trenerem – nad techniką, ułożeniem ręki i pracą całego ciała.
Jednocześnie zaznaczył, że mimo efektownych nokautów zachowuje chłodną głowę:
Nie wchodzę do klatki z myślą, że muszę znokautować. Jestem gotowy na to, że walka może potrwać trzy rundy.
Styl, który niweluje braki fizyczne
Baraniewski odniósł się również do często podnoszonego tematu – mniejszego zasięgu i wzrostu względem rywali w kategorii półciężkiej:
Zawsze byłem niższy od rywali. Mam styl, który pozwala mi skracać dystans i nie boję się tego.
Podkreślił, że doświadczenie z walk w wyższych kategoriach wagowych tylko pomogło mu w adaptacji do takich warunków.
Ambicje? Tylko najwyższe
Choć „Rudy” zachowuje spokój w budowaniu kariery, jego cel jest jasno określony:
Wymarzony przeciwnik to przeciwnik z pasem UFC.
Polak nie zamierza jednak rzucać się od razu na czołówkę:
Mam czas, nie muszę się spieszyć. Wszystko przyjdzie w odpowiednim momencie.
Jednocześnie zdradził, że kolejna walka jest już zakontraktowana i najpewniej odbędzie się w okolicach maja.
Rozwój i kolejne kroki
Baraniewski jasno wskazał obszary, nad którymi aktualnie pracuje:
Chcę dopracować movement, szczelną gardę i kontrolę w parterze. Planuję też zagraniczne obozy, żeby mieszać style i rozwijać się jeszcze bardziej.
Nie ukrywa też, że w przyszłości chętnie sprawdziłby się z czołowymi nazwiskami:
Chciałbym się zmierzyć z Prochazką czy Rountree. Ze wszystkimi z czołówki.
Jedno jest pewne – Baraniewski nie zamierza zatrzymywać się po udanym starcie w UFC. Wręcz przeciwnie, dopiero się rozpędza.
Zobacz także: Iwo Baraniewski mógł trafić do KSW? „To była jedna z dróg”
