Na ostatniej prostej przed kolejną walką w UFC Iwo Baraniewski musiał nagle zmienić przygotowania. Billy Elekana wypadł z pojedynku, a w jego miejsce wskoczył Junior Tafa – zawodnik znany z mocnego uderzenia i agresywnego stylu. Polak nie ukrywa jednak, że zachował spokój i dalej realizuje swój plan.
Już 6 czerwca Baraniewski ponownie wejdzie do oktagonu największej organizacji MMA na świecie. Tym razem rywalem Polaka będzie Junior Tafa, który zastąpił pierwotnie zakontraktowanego Billy’ego Elakanę. Jak przyznał zawodnik z Alligatores Fight Club Warszawa w rozmowie z naszą redakcją, o zmianie dowiedział się już na początku maja.
„Nie byłem wkurzony. Najważniejsze, że walka została”
Iwo Baraniewski podkreślił, że mimo nagłej roszady nie traktuje całej sytuacji jako problemu. Wręcz przeciwnie – najważniejsze było dla niego utrzymanie terminu walki.
Nie byłem wkurzony. Jestem zadowolony, że mam walkę w tym terminie, że nic mi nie wypadło. Po prostu dalej szykujemy się do tego samego dnia. Nawet mogę powiedzieć, że ta zmiana trochę zagrała mi na rękę, bo podczas przygotowań były różne perypetie. Jest dobrze jak jest i tak miało być.
Polak przyznał jednak, że nowy przeciwnik wymusił pewne korekty w treningach.
Elekana był mańkutem, więcej kopał, trochę nurkował po nogi. Tafa jest bardziej jednopłaszczyznowy. Albo ruszy szarżą, albo będzie czekał na kontrę i odpali ręce. Musieliśmy zmienić trochę poruszanie, przygotowania pod pozycję i sparingi. Zamiast mańkutów szukaliśmy normalnie ustawionych zawodników. Ale ja i tak staram się być gotowy na wszystko, bo nie chcę szykować się tylko pod jednego rywala.
„Ma ciężkie ręce. Nie można dać się podpalić”
Baraniewski nie ukrywa, że największym zagrożeniem ze strony Tafy będzie stójka. Według niego Australijczyk potrafi mocno uderzyć i będzie szczególnie niebezpieczny na początku pojedynku.
Początek na pewno będzie jego mocną stroną. Będzie świeży, będzie miał siłę i będzie chciał mnie trafić. On potrafi rozpuścić ręce i nokautować, więc trzeba będzie być bardzo czujnym. Nie można dać się podpalić. Muszę konsekwentnie realizować swój plan i nie wdawać się w niepotrzebną bójkę.
Polak zaznaczył też, że idealnym scenariuszem byłoby przeniesienie walki do parteru.
W idealnym świecie powinienem go obalić i tam szukać swojej gry. Zobaczymy jednak, co przyniesie walka. Nie chcę teraz obiecywać parteru, a potem wyjdzie coś zupełnie innego. Najważniejsze będzie nie dać się trafić i robić swoje krok po kroku.
„Artur Szpilka ma rękę, która naprawdę waży”
W przygotowaniach do pierwotnego rywala pomagał mu również Artur Szpilka. Baraniewski przyznał, że były pięściarz dalej imponuje siłą ciosu.
Robimy koleżeńsko, nie na sto procent, ale i tak czuć, że Artur ma ciężką rękę. Jak dostałem na gardę czy nawet w głowę, to naprawdę było czuć wagę tych ciosów. Gdyby dołożył pełną siłę, to można byłoby pocałować ziemię. Pięściarze z cięższych kategorii po prostu mają coś naturalnego w rękach.
Zawodnik UFC zdradził też, że bardzo wysoko ocenia aktualną formę Szpilki przed walką z Augusto Sakaiem.
Forma jest naprawdę bardzo dobra. Artur jeszcze ma dużo czasu do gali i wydaje mi się, że może nawet upolować Sakaia jakimś mocnym strzałem.
UFC Vegas i kolejne wakacje po walce
Baraniewski po raz kolejny wystąpi w UFC Apex. Jak sam przyznał, woli duże hale i atmosferę wielkich gal, ale do kameralnego obiektu w Las Vegas jest już przyzwyczajony.
Fajniej jest przy pełnej hali. Londyn naprawdę niósł. Jak cała arena wybuchła, to było coś niesamowitego. Ale Apex też mi nie przeszkadza. Po prostu wolę duże eventy.
Po walce Polak tradycyjnie planuje zostać w Stanach Zjednoczonych na dłużej.
Zostajemy z dziewczyną ponad dwa tygodnie. To już taka moja tradycja. Głowa odpoczywa po walce, można coś zobaczyć, pozwiedzać i trochę odetchnąć od całego zamieszania.
Zobacz także: Marcin Tybura podejmie Aleksandara Rakicia na gali UFC w Belgradzie
foto: ZUMA/NEWSPIX.PL
