Iwo Baraniewski po raz pierwszy w zawodowej karierze musiał zaakceptować porażkę. Reprezentant Polski przegrał z Alonzo Menifieldem niejednogłośną decyzją sędziów na gali UFC 331 w Los Angeles, kończąc tym samym serię dziewięciu zwycięstw, z których każde odniósł przed upływem pierwszej rundy. W rozmowie z kanałem MMA-Bądź na Bieżąco zawodnik szczegółowo opowiedział o przebiegu pojedynku, problemach z wagą, zmęczeniu oraz planach na najbliższe miesiące.
Pojedynek Iwo Baraniewskiego z Alonzo Menifieldem był dla Polaka zupełnie nowym doświadczeniem. Po raz pierwszy w zawodowej karierze musiał wyjść do drugiej rundy, a ostatecznie również do trzeciej. Po 15 minutach walki sędziowie niejednogłośnie wskazali na Amerykanina, choć przebieg starcia był bardzo wyrównany.
Kurczę, no nie wiedziałem. No pierwszy raz byłem w takiej sytuacji, że czekałem na werdykt, więc po prostu to już było dla mnie szokiem. Nie wiem, w sumie nawet nie pamiętam. Nie wiem, miałem tak, że czy wygram, czy bardziej tak się zastanawiałem. Taka nowa sytuacja dla mnie była.
Dla zawodnika, który dziewięć poprzednich profesjonalnych pojedynków kończył w pierwszych rundach, samo oczekiwanie na werdykt było więc czymś zupełnie nowym.
Baraniewski miał rywala na widelcu
Polak bardzo dobrze rozpoczął pojedynek. W pierwszej rundzie skutecznie wykorzystywał boks i zdaniem jego rozmówców miał moment, w którym Menifield był wyraźnie naruszony.
W trakcie rozmowy zwrócono uwagę na akcję, w której Baraniewski zamiast kontynuować wymianę zdecydował się na próbę sprowadzenia rywala do parteru. Sam zawodnik przyznał, że również po walce zastanawiał się nad tym momentem. Jednocześnie zwrócił uwagę na specyfikę stylu Menifielda, który po mocniejszych trafieniach często natychmiast skracał dystans i wchodził w klincz.
Tak, tak. Wiesz co, ale on też miał taki trochę styl. Tak też właśnie jak patrzyłem, że co gdzieś nie dostał tak mocniej trafiony, to on od razu tak ręce rzucał, wiesz, od razu mnie klinczował, to mnie też spowalniał, też już nie miałem tych ciosów.
Baraniewski poczuł również, że rywal był w tym momencie naruszony.
Poczułem tam, wiesz, że no, że kurde leciał taki wiotki, że nie było oporu, że był trafiony. No tylko, że w tym parterze, mówię, ciężko mi było go przytrzymać. Śliski był strasznie, w sensie spocony i wiesz, wywijał mi się, nie? I już wiesz, on tam doszedł do siebie.
Dlaczego Polak tak rzadko kopał?
Jednym z elementów, który rzucał się w oczy podczas pojedynku, była stosunkowo niewielka liczba kopnięć w wykonaniu Baraniewskiego. Jak wyjaśnił sam zawodnik, nie był to przypadek.
Polak obawiał się kontr ze strony Menifielda. Wcześniejsze walki Amerykanina pokazywały mu, że próba atakowania nogami mogła otworzyć drogę do mocnej kontry bokserskiej.
Wiesz co, bałem się kopać, bo on kontrował kopnięcia. Jakbym się gdzieś odsłonił, bym na zmęczeniu kopnął. Tam dwa razy kopnąłem gdzieś fronta i jakiegoś high kicka. A lowa się trochę bałem, bo widziałem też z tym Jimmy Crutem jak się bił, to jak kopał mu lowa, to on od razu ładował go prostym prawym albo sierpem.
Baraniewski przyznał, że szczególnie pod koniec walki obawiał się, iż kopnięcie może kosztować go odsłonięcie gardy.
Pierwsza zawodowa walka na pełnym dystansie
Pojedynek z Menifieldem był dla Baraniewskiego ogromnym doświadczeniem również z innego powodu. Wszystkie dziewięć wcześniejszych zwycięstw odniósł przed końcem pierwszej rundy. Tym razem musiał przewalczyć pełne 15 minut.
W drugiej rundzie Polak zaczął odczuwać zmęczenie, choć – jak sam zaznacza – nadal dysponował mocą w rękach. Największe problemy pojawiły się w trzeciej odsłonie.
Trochę tak, trochę zaczęło mnie przytykać. Jeszcze nie było źle, bo jeszcze miałem ten dynamit w łapach. Dopiero w trzeciej poczułem tak, że już było kurde ciężko, ciężko.
Zawodnik uważa, że wpływ na jego dyspozycję mogło mieć również tempo, w jakim prowadził karierę w ostatnim roku.
Pięć walk w ciągu roku. „Organizm dociążony”
Baraniewski w rozmowie otwarcie przyznał, że w ostatnim czasie bardzo intensywnie eksploatował swój organizm. W ciągu około roku stoczył pięć pojedynków, a pomiędzy kolejnymi występami praktycznie nie miał dłuższego okresu odpoczynku.
Po powrocie z jednej walki szybko rozpoczynały się przygotowania do następnej.
No tak naprawdę co wracałem z walki, co zostałem tutaj gdzieś tydzień w Stanach czy tam dwa tygodnie, to wracałem, to już zaczynałem przygotowania, nie? I tak wyglądał cały rok. Równo, no kawałek ponad rok jest i zrobiłem pięć walk tak naprawdę od przygotowań do przygotowań, zbijania wagi i wiesz, wydaje mi się, że po prostu to mogło też jakoś tam się odbić.
Nie oznacza to jednak, że zawodnik szuka w tym usprawiedliwienia dla porażki. Wręcz przeciwnie – sam zaznaczył, że nie chce sprowadzać wyniku pojedynku do jednej wymówki.
Problemy z wagą były poważniejsze, niż mogło się wydawać
Jednym z najważniejszych tematów rozmowy były problemy, jakie Baraniewski miał przed oficjalnym ważeniem. Zawodnik określił ten proces jako najcięższy w swojej dotychczasowej karierze.
W czwartek wieczorem kilkukrotnie korzystał z sauny. Początkowo trening w ciepłym ubraniu pozwolił mu zrzucić około 1,5 kilograma. Później tempo utraty masy znacząco spadło.
Wchodziłem, wiesz, do sauny i tam mi po 400, 500 gramów schodziło, że w ogóle to prawie no nic nie chciało. Już tak się wymęczyłem tymi trzema.
Następnego ranka nadal pozostawały kolejne kilogramy do zrzucenia. Baraniewski ponownie korzystał z sauny, a kiedy przed wejściem na wagę brakowało mu już tylko około 100-150 gramów, masa ciała nie chciała zejść.
Ostatecznie musiał ponownie wrócić do sauny oraz skorzystać z dodatkowego sposobu dogrzewania organizmu.
No mocno dużo mnie to dosyć kosztowało.
Jak wynika z rozmowy, problemy nie skończyły się wraz z ważeniem. Baraniewski wspomniał również o sytuacji związanej z kontrolą antydopingową. Po procesie redukcji masy wypił około sześciu litrów płynów, jednak przez długi czas nie był w stanie oddać moczu na potrzeby badania.
6 litrów płynów wypiłem i przyszła do mnie komisja na testy narkotykowe. I przyszedł do mnie, ja wiesz od razu, no 6 litrów wypiłem i on z godzinę czekał, ja się nie mogłem wylać.
„Chciałbym teraz zrobić trochę dłuższą przerwę”
Wszystko to sprawiło, że Baraniewski chce teraz nieco zwolnić. Zawodnik przyznał, że w ostatnich miesiącach nie miał odpowiednio dużo czasu na odpoczynek i rozwijanie nowych elementów swojego stylu.
Jego zdaniem ciągłe przygotowywanie się do kolejnych przeciwników powodowało, że przede wszystkim bazował na tym, co już posiadał w swoim arsenale.
Chciałbym teraz właśnie mieć taki bardziej okres, żeby się trochę rzeczy nowych pouczyć, trochę odpocząć, trochę właśnie, żeby to ciało zwolnić troszkę.
Polak wskazał również potencjalny termin powrotu do oktagonu. Nie wyklucza, że kolejny pojedynek stoczy dopiero w styczniu lub lutym.
Może styczeń, luty, coś takiego.
Dla zawodnika, który przez ostatni rok walczył niezwykle często, nawet cztery miesiące przerwy mogą być znaczącą zmianą.
Menifield zaskoczył go przede wszystkim twardością
Baraniewski nie ukrywa, że jego rywal zrobił na nim wrażenie odpornością. Menifield przetrwał najlepsze momenty Polaka, a następnie sam był w stanie rywalizować z nim przez pełne 15 minut.
Twardy był. Tym mnie zaskoczył, że był taki twardy.
Dla Baraniewskiego była to również cenna lekcja pod względem rywalizacji z bardziej doświadczonymi zawodnikami. Przed pojedynkiem z Menifieldem miał na koncie łącznie zaledwie około 18 minut zawodowej walki.
Teraz w jednym pojedynku spędził w oktagonie 15 minut.
Dużo, na pewno dużo też wiesz, jak sobie będę to pewnie analizował, to jeszcze coś z tego wyjmę. Też mi to pokazało, że z zawodnikiem z piętnastki jestem w stanie normalnie wyrównaną walkę dać i normalnie się z nim trzaskać.
Polak zwrócił uwagę, że Menifield miał za sobą pojedynki z bardzo mocnymi zawodnikami, w tym z przedstawicielami ścisłej czołówki kategorii półciężkiej. Zawodnik nie ukrywa przy tym, że przegrana boli, szczególnie biorąc pod uwagę bliski przebieg pojedynku. Jednocześnie nie zamierza długo rozpamiętywać wyniku.
„Kolejna walka będzie wygrana”
Baraniewski podczas rozmowy podziękował również kibicom za wsparcie, jakie otrzymał przed pojedynkiem oraz już po ogłoszeniu wyniku. Popularność zawodnika w ostatnich miesiącach mocno wzrosła, a jego walka z Menifieldem była jednym z najważniejszych momentów dotychczasowej kariery.
Polak zapewnił, że porażka nie zmienia jego podejścia do przyszłości.
Dziękuję bardzo wszystkim, którzy mnie wspierali, którzy dopingowali, którzy nawet teraz miłe słowa do mnie gdzieś tam piszą na socialach. Bardzo za to dziękuję wam wszystkim. Czuję wasze wsparcie i kolejna walka będzie wygrana.
Po krótkim odpoczynku Baraniewski chce więc wrócić do treningów, rozwinąć swój arsenał i przede wszystkim dać organizmowi czas na regenerację. Po raz pierwszy od rozpoczęcia zawodowej kariery ma również okazję wyciągnąć wnioski z pełnego, 15-minutowego pojedynku.
Na razie zawodnik planuje jeszcze krótki odpoczynek w Stanach Zjednoczonych. Jak zdradził w rozmowie, następnego dnia miał udać się do Chicago, gdzie zamierzał pozwolić sobie również na mniej sportową część wyjazdu.
Zobacz także: Dana White zmienił zdanie w sprawie Armana Tsarukyana po UFC 331
źródło: MMA-Bądź na Bieżąco, rozmowa z Iwo Baraniewskim po gali UFC 331 | Instagram / Iwo Baraniewski

![Who’s next In The Cage [#8] – Co dalej dla Soldicia po zwycięstwie na UFC 332?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/10/Arena-MMA_-Kto-Nastepny_-8-218x150.png)

![Who’s next In The Cage [#7] – Kto następny dla Roberta Bryczka po porażce z Vieirą?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/09/Obraz-ChatGPT-29-wrz-2026-o-12_42_34-218x150.png)


















![XTB KSW 122 – wyniki ważenia [NA ŻYWO]](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/10/KSW-122-Wyniki-wazenia-218x150.jpg)

