Za Janem Ciepłowskim wyjątkowo trudny okres, w którym musiał zmierzyć się nie tylko z pierwszą porażką w zawodowej karierze, ale również z wielomiesięczną przerwą od normalnego funkcjonowania i osobistymi tragediami. W rozmowie z naszą redakcją zawodnik opowiedział o emocjach po przegranej, treningach w najtrudniejszym momencie życia oraz o tym, dlaczego spektakularne zwycięstwo po powrocie było dla niego czymś znacznie więcej niż kolejnym wygranym pojedynkiem.
W ostatnich miesiącach wokół Jana Ciepłowskiego wydarzyło się naprawdę wiele. Łodzianin najpierw poniósł pierwszą porażkę w zawodowej karierze, przegrywając z Deanem Garnetem, a później znalazł się w sytuacji, która na długi czas całkowicie zmieniła jego codzienność.
Dziś zawodnik wrócił jednak do regularnych treningów i ponownie patrzy w przyszłość z ogromną energią. Po powrocie do klatki odniósł efektowne zwycięstwo, które mocno poniosło się w mediach społecznościowych, a przed nim kolejne sportowe wyzwania.
W rozmowie z naszą redakcją Ciepłowski otwarcie przyznał, że pierwsza zawodowa porażka mocno go zabolała. Nie zamierzał jednak udawać, że wynik przeszedł po nim bez emocji.
Raczej wiesz, co ci powiem? Jak po walce zszedłem do szatni, no to łza zakręciła się w oku, bo tu są emocje. Ja w to wkładam tyle serca, że jakby miało to po mnie po prostu spłynąć, to by to głupie było. Ja naprawdę wkładam w to całe moje życie, całe moje serce. Ile mogę, tyle daję, a daję bardzo dużo. No i co? Musiałem jakoś tam na barki dźwignąć i dźwignąłem.
Pierwsza porażka nie miała stać się wymówką
Ciepłowski nie chciał publicznie analizować szczegółów pojedynku z Garnetem. Jak podkreślił, wszystko, co wydarzyło się w przygotowaniach i samej walce, zostało przeanalizowane wewnątrz jego sztabu.
Zawodnik nie zamierza również budować wokół przegranej historii usprawiedliwień. Dla niego najważniejsze było wyciągnięcie wniosków i powrót do pracy.
Nie chcę i powiedziałem, nie będę o tym rozmawiał. Zostawiamy to u siebie w klubie, co było i tyle. Nie mogę tak za bardzo się otwierać na ten temat. Nie chcę nawet o tym gadać, nie chcę się tłumaczyć. Po prostu przegraliśmy i idziemy dalej.
To podejście miało później zostać wystawione na znacznie poważniejszą próbę.
„Nie zmarnowałem tego czasu”
W kolejnych miesiącach Ciepłowski znalazł się w sytuacji, która znacząco ograniczyła jego normalne funkcjonowanie i przygotowania. Zawodnik przyznał, że początkowo żył nadzieją, iż cała sytuacja zakończy się znacznie szybciej.
Zamiast jednak całkowicie odpuścić sport, starał się zachować możliwie wysoką formę fizyczną. Po powrocie trenerzy mieli być zaskoczeni tym, w jakiej kondycji znajduje się ich zawodnik.
My ogólnie mieliśmy wyjść po trzech miesiącach, więc ja żyłem nadzieją, że my tak naprawdę zaraz będziemy w domu, szybciej niż wyszliśmy. No i co? Wiedziałem, że muszę to wszystko utrzymać i ja, jak mam być szczery, wyszedłem w bardzo dobrej formie. Naprawdę trenerzy byli w szoku, jak to wszystko wygląda. Ja tam naprawdę bardzo mocno trenowałem. Ja sobie tam zakładałem jakieś rekordy, miałem swój system dnia i naprawdę uważam, że nie zmarnowałem tego czasu, jakkolwiek to brzmi.
Dla zawodnika ważne było więc nie tylko samo przeczekanie trudnego okresu. Ciepłowski chciał zrobić wszystko, aby po powrocie do normalnych przygotowań nie zaczynać praktycznie od zera.
„Jak to mnie nie złamie, to już nic mnie w życiu nie złamie”
Jeszcze większy ciężar niż sportowe problemy miały jednak wydarzenia z życia prywatnego. Ciepłowski przyznał, że przed swoim powrotem do klatki mierzył się z bardzo trudnymi emocjami.
W rozmowie z naszą redakcją wyraźnie poruszony opowiadał o poważnej tragedii rodzinnej. To właśnie doświadczenia z ostatnich miesięcy sprawiły, że zwycięstwo po powrocie miało dla niego szczególne znaczenie.
Dużo miałem myśli poza klatką. Dużo wydarzyło się w moim życiu. Jakaś tam tragedia bardzo, bardzo poważna, rodzinna była. Większość ludzi wie, o co chodzi. Więc ja tak naprawdę wiedziałem, że jak to mnie nie złamie, to mnie nie złamie w życiu już nic. I tak nawet emocjonalnie teraz, przepraszam, ale ta sprawa jest po prostu dla mnie ciężka cały czas. No i uważam, że jak to dźwignąłem, to już nic mnie w życiu nie złamie. I teraz tylko do przodu i karty się w końcu muszą odwrócić.
Ciepłowski w bardzo obrazowy sposób opisał swoje obecne nastawienie. Zdaniem zawodnika najtrudniejszy okres ma już za sobą, a kolejne miesiące chce traktować jako początek zupełnie nowego rozdziału.
I właśnie od tego zacząłem. I teraz się odwróciła pierwsza, teraz się odwróci druga, na koniec roku odwróci się trzecia.
Powrót z przytupem
Po długiej przerwie Ciepłowski wrócił do klatki i nie pozostawił wątpliwości, że nadal ma ogromny głód rywalizacji. Jego efektowne zwycięstwo na DWM mocno rozeszło się w mediach społecznościowych, a sam zawodnik nie ukrywał, że po wszystkim, co wydarzyło się wcześniej, bardzo zależało mu na mocnym zaznaczeniu swojej obecności.
Miała bardzo dla mnie duże znaczenie, no bo wiadomo, chciałem po tej przerwie wrócić, pokazać. Dużo ludzi pewnie, może nie dużo, ale większość ludzi pewnie mnie skreśliła, myślała, że już z tego nie będzie, a tak naprawdę ja wracam. Wracam z przytupem. Jak wracać, to po prostu na grubo. No i tak się stało. Zawsze chciałem skończyć taką walkę w taki sposób. No i się udało. Nie śniło mi się, że aż tak to pójdzie, ale naprawdę cieszę się bardzo, że tak wyszło.
Efektowne zwycięstwo miało również pokazać włodarzom PFL, że ich zawodnik nie zamierza siedzieć bezczynnie i czekać na kolejne okazje. Ciepłowski podkreślił, że jest niezwykle głodny walk i chce wykorzystywać każdą możliwość wejścia do klatki.
„Bardzo mnie ciągnie do klatki”
Jednym z najmocniejszych wątków całej rozmowy była ogromna potrzeba rywalizacji, którą obecnie czuje Ciepłowski. Zawodnik nie ukrywał, że MMA jest dla niego czymś znacznie więcej niż tylko kolejną pracą.
Choć jego występy na galach poza PFL wymagają odpowiednich ustaleń, sam zainteresowany jest wdzięczny, że otrzymuje możliwość pozostawania aktywnym.
Ja myślę, że to też pokazuje im, że ja mam głód, że ja mam chęć walczyć. No bo naprawdę bardzo, bardzo mnie ciągnie do klatki.
Przed nim występ na Kings Arena 4 w rodzinnej Łodzi. Ciepłowski szczególnie mocno podkreślił, jak wiele znaczy dla niego możliwość walki przed własną publicznością.
Ja od razu po walce powiedziałem, że ja jestem rodowitym łodzianinem. Ja kocham moje miasto. Ja kocham walczyć przed własną publicznością. Oni zawsze są ze mną i chcę dać im kolejne powody do dumy. Naprawdę się cieszę, że taka liczba ludzi za mną jeździ i wiem, co będzie na tej hali. Nie mogę doczekać się tej walki w Łodzi.
„Chcę dać z siebie wszystko i wycisnąć się jak cytrynę”
Ciepłowski zapewnił również, że nie zamierza ograniczać się wyłącznie do treningów w jednym miejscu. Regularnie podróżuje po Polsce, szukając kolejnych okazji do rozwoju i pracy z najlepszymi zawodnikami.
Podkreślił jednocześnie, że nie zamierza zmieniać swojego macierzystego teamu. Jego zdaniem najważniejsze nie jest samo miejsce treningów, ale nastawienie zawodnika i to, ile jest w stanie dać z siebie podczas każdej sesji.
Ja nie zamierzam zmieniać teamu w ogóle. Ja mam bardzo dobrą ekipę. Ja też powtarzam, że to, jak ty trenujesz, zależy wszystko od ciebie. Jak wchodzisz na trening, to zależy od ciebie, jak chcesz ten trening zrobić. Jeżeli ty wejdziesz z nastawieniem, że ty będziesz go robił najlepiej, to będzie najlepiej. Jak wejdziesz, że coś ci się nie podoba, no to po prostu będziesz robił tak: „o, tu jest lipa, tu jest coś”.
Zawodnik korzysta jednak z możliwości wyjazdów i sparingów w innych klubach. Jak przyznał, jego obecne życie w ogromnej mierze podporządkowane jest sportowi.
Większość czasu jestem w Łodzi i mnie nie ma w Łodzi. Bardzo jestem mocno w tym sporcie. Naprawdę chcę dać z siebie wszystko i po prostu wycisnąć się jak cytrynę. A wiem, że stać mnie na dużo i wiem, że jestem czołówką nie tylko Polski, ale również Europy.
Ciepłowski: „90% ludzi nie przeszłoby tej drogi”
Mimo ogromnej energii, którą prezentuje obecnie Ciepłowski, zawodnik nie ukrywa, że jego droga do obecnego miejsca była niezwykle trudna.
Nie chciał jednak szczegółowo wracać do wszystkich wydarzeń ze swojego życia. Podkreślił jedynie, że wie, ile musiał przejść, aby znaleźć się w miejscu, w którym jest obecnie.
Ja po prostu doceniam to, co się wokół mnie dzieje. Ja wiem, ile naprawdę muszę przejść i musiałem przejść, żeby być w tych miejscach. I nie chcę tutaj przytaczać historii, jak byłem młodszy. Uwierz mi, że 90% to nawet by nie przeszła tej drogi, żeby tutaj teraz z tobą rozmawiać. Zaufaj mi.
Najbliższe miesiące mają być dla Ciepłowskiego okazją, aby sportowo wykorzystać energię, którą zgromadził podczas wyjątkowo trudnego okresu. Po pierwszej porażce, wielomiesięcznej przerwie i problemach, które całkowicie zmieniły jego codzienność, zawodnik wrócił z bardzo wyraźnym celem – walczyć jak najczęściej i ponownie budować swoją pozycję.
W jego słowach nie ma obecnie zbyt wiele miejsca na oglądanie się za siebie. Jan Ciepłowski patrzy przede wszystkim do przodu i wierzy, że najtrudniejsze doświadczenia mogą stać się fundamentem kolejnego etapu jego kariery.
Zobacz także: Jan Ciepłowski zdradza plany! „Oficjalnie mogę powiedzieć, że 19 grudnia walczę w Lyonie”

![Who’s next In The Cage [#8] – Co dalej dla Soldicia po zwycięstwie na UFC 332?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/10/Arena-MMA_-Kto-Nastepny_-8-218x150.png)

![Who’s next In The Cage [#7] – Kto następny dla Roberta Bryczka po porażce z Vieirą?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/09/Obraz-ChatGPT-29-wrz-2026-o-12_42_34-218x150.png)



















