Jakub Wikłacz zabrał głos na temat swojego występu podczas tegorocznych mistrzostw świata ADCC, które odbyły się w ubiegły weekend w Tauron Arenie w Krakowie. Polak przegrał w pierwszej rundzie turnieju z Diego Pato, a po zawodach przyznał, że nie jest zadowolony ze swojego podejścia do rywalizacji. Zawodnik wskazał również konkretne elementy, które jego zdaniem zawiodły podczas pojedynku.

Dla Jakuba Wikłacza udział w ADCC był spełnieniem jednego z jego sportowych marzeń. Turniej zakończył jednak już na pierwszej rundzie, w której musiał uznać wyższość Diego Pato. Brazylijczyk zwyciężył przez duszenie zza pleców.

Po zakończeniu zawodów Wikłacz przyznał, że wynik pozostawił u niego ogromny niedosyt. Polak nie chciał jednak szukać usprawiedliwień w losowaniu czy klasie przeciwnika. Jego zdaniem kluczowym problemem było przede wszystkim własne nastawienie.

Oczywiście bardzo, ale to bardzo, bardzo duży niedosyt. Chciałbym powiedzieć, że to było niesamowite wydarzenie. To było spełnienie mojego marzenia, żeby gdzieś wystąpić, ale wiadomo, jestem bardzo ambitny, więc chciałem z jak najlepszej strony się pokazać. O tyle, ile nie miałbym do siebie nic za złe, gdybym rzeczywiście zrobił wszystko, co mogę, żeby ten wynik zmienić, to uważam, że troszeczkę tam błędów zostało popełnionych. Troszeczkę to w sumie mało powiedziane. Nastawienie może było zbyt defensywne.

Wikłacz podkreślił, że choć doskonale zdawał sobie sprawę z klasy swojego rywala, nie chce traktować losowania jako wymówki. Pato jest zawodnikiem światowej czołówki i podczas zawodów w Krakowie sięgnął również po brązowy medal, jednak według Polaka nie zmienia to faktu, że sam mógł zaprezentować się znacznie lepiej.

„Zbyt mocno sobie zakorzeniłem w głowie, żeby walczyć defensywnie”

Zdaniem Wikłacza jednym z największych problemów była zbyt zachowawcza strategia. Polak uważa, że zabrakło mu agresji, którą powinien był narzucić w starciu z Brazylijczykiem.

Jeżeli chodzi o losowanie, no to trzeba też spojrzeć, wszyscy wiemy, kim jest Diego Pato, ale nie lubię bardzo takich wytłumaczeń. Nie chodzi tu o żadne losowanie, zawsze trzeba dać wszystko. A tam uważam, że moje nastawienie było po pierwsze zbyt defensywne, zabrakło tej agresji. Zbyt mocno sobie zakorzeniłem w głowie, żeby zawalczyć defensywnie. Oczywiście wiadomo, Pato to rywal najwyższej klasy światowej. Zresztą zgarnął on brąz na Worldsach. Uważam, że odbiła się trochę rdza, jeżeli chodzi o występy grapplingowe, występy w jiu-jitsu. Zapomniałem rzeczywiście, że sam potrafię być gdzieś bardzo niebezpieczny i te ataki z motyla i gardy, no, bez przekonania, bo gdzieś tam w głowie siedziało to nastawienie, żeby być cały czas defensywnym.

Wikłacz wskazał również na elementy techniczne, które po analizie pojedynku chciałby poprawić. W jego ocenie mógł znacznie aktywniej pracować nad przechodzeniem gardy na nogach oraz obieganiem rywala.

Polak nie zamierza jednak rozpamiętywać nieudanego startu. Sam występ w Krakowie dał mu przede wszystkim odpowiedź na pytanie dotyczące jego gotowości do powrotu do rywalizacji po kontuzji.

„Jestem już zdolny do walki”

Wikłacz zaznaczył, że przygotowania do ADCC pozwoliły mu upewnić się, że jego organizm jest gotowy na powrót do pełnych treningów i rywalizacji. Zawodnik cały czas oczekuje również na informacje dotyczące kolejnego pojedynku w UFC.

Bardzo, bardzo dużo wniosków. Ja cały czas w tym momencie czekam na swoją walkę w UFC. Te przygotowania też dały mi pewność, że już jestem zdolny do walki, już jestem zdolny do mocnych przygotowań.

Na koniec Wikłacz pogratulował wszystkim Polakom, którzy wystąpili podczas historycznej edycji ADCC w Krakowie. Szczególne słowa skierował do Pawła Jaworskiego, który został mistrzem świata, oraz Mateusza Szczecińskiego, zdobywcy brązowego medalu.

A wam bardzo mocno dziękuję za wsparcie, a przede wszystkim gratulacje dla wszystkich uczestników, dla wszystkich Polaków, którzy reprezentowali nasz kraj w Krakowie na Worldsach. Przede wszystkim ogromne gratulacje dla Pawełka Jaworskiego, który został mistrzem świata ADCC, oraz dla Mateusza Szczecińskiego, który zdobył trzecie miejsce. To są niesamowici kozacy. Ja już wiedziałem, że to jest czołówka światowa, ale teraz na tej imprezie po prostu to udowodnili i naprawdę pięknie się na to patrzyło.

„To był naprawdę historyczny moment”

Mimo sportowego niedosytu Wikłacz bardzo pozytywnie ocenia samo wydarzenie i cieszy się, że mógł być jego częścią. Tegoroczne ADCC było pierwszą edycją mistrzostw świata tej organizacji rozegraną w Polsce, a Kraków przez cały weekend stał się jednym z najważniejszych miejsc na światowej mapie grapplingu.

Pięknie było być tam, odczuwać te emocje, zobaczyć to na żywo, bo to był naprawdę historyczny moment dla nas, dla Polaków, jeżeli chodzi o grappling i naprawdę jestem przeszczęśliwy, że mogłem być częścią tego.

Zobacz także: Michał Michalski byłby gotów wejść na zastępstwo do walki mistrzowskiej w grudniu: „Takich rzeczy się nie odmawia”

źródło: najnowszy vlog Jakuba Wikłacza