Były mistrz UFC wrócił do jednego z najtrudniejszych momentów w swojej karierze. Jan Błachowicz przyznał, że do obrony pasa wyszedł w fatalnym stanie i dziś wie, że nie powinien wtedy walczyć. Polak bez ogródek mówi o błędach, presji i decyzji, która kosztowała go tytuł.
Podczas rozmowy z Grzegorzem Krychowiakiem w podcaście „W stylu Krychowiaka” Jan Błachowicz otworzył się na temat porażki, która do dziś nie daje mu spokoju. Chodzi o walkę, w której stracił mistrzowski pas UFC w wadze półciężkiej.
Do dzisiaj nie potrafię się z tym pogodzić. Oddałem pas mistrzowski za darmo i to mnie bardzo boli.
– przyznał były czempion.
Błachowicz podkreślił, że już na etapie przygotowań wiedział, że nie jest w odpowiedniej dyspozycji, ale mimo to zdecydował się wyjść do walki.
Powinienem do tej walki nie wychodzić. To nie był czas na żadną walkę, z nikim. Czułem się fatalnie. Liczyłem na farta, na lucky puncha.
– ujawnił.
Polak przyznał, że zawiodło nie tylko przygotowanie fizyczne, ale też komunikacja z otoczeniem. W tamtym czasie nikt nie powiedział mu wprost, że powinien się wycofać.
Teraz już oczekuję, żeby ktoś mi powiedział: „Janek, jest lipa, nie walczysz”. Wtedy tego nie było. Mądry Polak po szkodzie.
– dodał.
Błachowicz zaznaczył, że dziś podjąłby zupełnie inną decyzję. Doświadczenie i wiek nauczyły go, że zdrowie i forma są ważniejsze niż ambicja.
W tym wieku, z tym doświadczeniem, już bym zrezygnował. Wtedy bym nie potrafił.
– przyznał szczerze.
Były mistrz UFC nie ukrywa, że strata pasa była dla niego największym sportowym ciosem. Jednocześnie traktuje ją jako jedną z najważniejszych lekcji w karierze.
Każda porażka boli. Ale ta bolała najbardziej. Bo była z mojej winy.
– podsumował.
Zobacz także: Jan Błachowicz chętny na charytatywną walkę z prezydentem Nawrockim
źródło: Podcast „W stylu Krychowiaka” – RMF Bro
