Mateusz Rębecki rozpoczyna nowy etap kariery i życia. Polski zawodnik UFC przeprowadził się do Łodzi, zmienił otoczenie treningowe i stworzył wokół siebie nowy sztab, który – jak sam przyznaje – dał mu spokój i stabilizację po niezwykle trudnych ostatnich miesiącach.

Mateusz Rębecki w rozmowie z naszą redakcją opowiedział o rzeczywistości, w której znalazł się po ostatnich dużych zmianach. Zawodnik przyznał, że jeszcze pół roku temu nie uwierzyłby, gdyby ktoś powiedział mu, że przeprowadzi się i całkowicie zmieni swoje dotychczasowe funkcjonowanie.

Dziś jednak „Chińczyk” patrzy na wszystko zupełnie inaczej. Jak podkreśla, udało mu się uporządkować wiele spraw i stworzyć zespół ludzi, którzy mają pomóc mu zarówno sportowo, jak i poza matą.

To jest teraz łódzka rzeczywistość. Moje życie obróciło się o 180 stopni. Jest naprawdę ciekawie. Wiadomo, że jeszcze jest dużo rzeczy, które trzeba sprawdzić, zobaczyć, przekonać się, ale na tę chwilę jest fajnie. Jestem szczęśliwy. Uważam, że już jest wszystko stabilne. Dograłem wszystkie takie tematy współprac – nie sponsorskich, tylko takich jak psycholog sportowy, trener motoryczny, główny trener czy w sumie trenerzy. Dużo rzeczy to dało, a na pewno pozwoliło mi być dużo bardziej spokojnym człowiekiem, więc bardzo się z tego cieszę. Jeszcze czekają mnie ogromne zmiany, oczywiście, ale sam fakt, że się przeprowadziłem, to też jest coś takiego, gdzie pół roku temu, jakby ktoś do mnie podszedł i mi to powiedział, to bym go pewnie wyśmiał i powiedział, że to nie ma racji bytu. Nie sądzę, żebym się zgodził na taki pomysł, a się okazuje, że życie jest na tyle przewrotne, że można się pośmiać i zobaczyć, jak ta fabuła leci.

Telefon od Bartosińskiego zapoczątkował wszystko

Kluczową rolę w przeprowadzce i zmianie otoczenia odegrał telefon od Adriana Bartosińskiego. To właśnie mistrz KSW miał zaprosić Rębeckiego do Łodzi, a kolejne wizyty w klubie sprawiły, że zawodnik UFC zaczął coraz poważniej myśleć o związaniu swojej przyszłości z Octopusem.

Rębecki podkreśla, że nie chodziło wyłącznie o poziom sportowy czy nazwiska znajdujące się w klubie. Równie istotne było dla niego to, jak został przyjęty przez nowych ludzi.

Adrian do mnie zadzwonił, namówił mnie i powiedział, że miło będzie, jak przyjadę. Tak w skrócie. Postanowiłem pojechać, dużo słyszałem też o trenerze Dawidzie, który ma takie nowoczesne spojrzenie na MMA. Pojechałem, zobaczyłem to i tutaj właśnie wszystko tak wpłynęło na tę decyzję. Później przez jeden, drugi, trzeci tydzień jeździłem, obserwowałem, jak ten klub wygląda. Bardzo miło mnie przyjęli i to też jest taki punkt odniesienia, bo gdyby tego nie było, to pewnie szukałbym dalej, pomimo warunków, trenerów czy innych czynników. Najważniejsze jest to, żeby osoba z drugiej strony mnie polubiła i chciała, żebym trenował z nimi. To wszystko zagrało.

„Dawid szuka procentów, które można ze mnie wyciągnąć”

Jedną z najważniejszych osób w nowym etapie kariery Rębeckiego jest Dawid Pepłowski. Polski zawodnik niezwykle wysoko ocenia swojego nowego trenera, przede wszystkim za otwarte podejście i patrzenie na rozwój zawodnika znacznie szerzej niż tylko przez pryzmat kolejnych jednostek treningowych.

Rębecki zdradził, że zmiany obejmują między innymi przygotowanie motoryczne, współpracę z psychologiem sportowym, dietę, a nawet naukę języka angielskiego.

Cenię go za otwarty umysł, pomysłowość, kreatywność i inne spojrzenie. To jest osoba, która szuka rozwiązań, szuka najprostszej drogi do efektu i patrzy nie tylko pod aspektem typowo MMA i treningowym, ale też poza nim. Ostatnio powiedział mi, żebym wrócił na korepetycje, bo angielski mi się przyda – i w sumie to zrobiłem. Takie drobne sugestie później wpływają szerzej na całą karierę. Dodał mi trenera od motoryki, później psychologa sportowego, zasugerował też, żebym zaczął gotować, bo to również może wpłynąć na lepszą formę. Szukaliśmy procentów, żeby jak najwięcej móc ze mnie wyciągnąć. Karol Chabros też podchodzi do tego w ten sposób – szukaliśmy tych procentów, żeby wszystko zaowocowało w przyszłości.

„Chińczyk” zaznaczył również, że bardzo ważne jest dla niego sportowe porozumienie z Pepłowskim. Nowy trener ma wywodzić się z zapasów, a właśnie ten kierunek Rębecki uważa obecnie za szczególnie bliski swojej bazie.

Wydaje mi się, że złapałem z Dawidem taki wspólny vibe. Rozumiemy się i to jest fajne, bo przez długi czas miałem problem, żeby znaleźć takiego trenera, który nie dość, że mnie zrozumie, to jeszcze będzie stylowo podobny do mnie. On wywodzi się z zapasów, a ja uważam, że to jest też moja główna baza na dzień dzisiejszy. Oczywiście szeroko pojęty grappling. Według mnie to jest strzał w dziesiątkę.

Słynne „testy IQ” były tylko żartem

W ostatnim czasie wokół Rębeckiego pojawiły się również informacje o rzekomych „testach IQ”, które miał stosować na nim Pepłowski. Sam zawodnik wyjaśnił jednak, że cała historia była po prostu żartem nawiązującym do krytyki, jaka spadła na niego po jednej z wcześniejszych walk.

Rębecki nie ukrywa przy tym, że rozumie zarzuty dotyczące swoich decyzji w oktagonie i zamiast walczyć z krytyką, postanowił obrócić całą sytuację w żart.

To była beka. Uważam, że Dawid jest zabawnym człowiekiem i potrafi w dobrym momencie trafić celnym żartem. Tutaj akurat poszedł w to dobrze, ale prawda jest taka, że to tylko i wyłącznie żarty. Wcześniej zawalczyłem w taki mało inteligentny sposób, że wszyscy hejterzy stwierdzili, że brakuje mi IQ. Albo konstruktywna krytyka była taka, że w tamtej walce nie wykazałem się po prostu inteligencją. To są fakty i ja się z tym nie kłócę. Uznaliśmy, że pójdźmy w żart, przyjmijmy to, bo to też jest prawda. Nie będziemy się biczować ani walczyć z systemem. Podobało mi się to, było kreatywne i chyba trafione.

„Nauczyło mnie to cierpliwości”

Ostatnie miesiące były dla Rębeckiego jednym z najtrudniejszych okresów w zawodowej karierze. Polak przeszedł przez serię porażek, która zmusiła go do szukania nowych rozwiązań i przewartościowania wielu spraw.

Sam zawodnik nie uważa jednak, by najważniejszą lekcją była dla niego pokora. Znacznie bardziej ceni cierpliwość i świadomość, że nawet po trudnych momentach trzeba konsekwentnie szukać drogi do przodu.

Co mnie to nauczyło? Myślę, że tego, że jestem osobą twardą. Nawet jak los jest przeciwko mnie, jestem w stanie to dźwignąć. Takie rzeczy to nie jest problem. Wystarczy szukać rozwiązania i być cierpliwym. Chyba właśnie cierpliwość. Nauczyło mnie to być bardziej cierpliwym i czekać na ten moment. Często wśród sportowców jest coś takiego, że sukces czeka za rogiem, za winklem – wystarczy wyjść i masz. Ludzie, idąc w tamtym kierunku, w międzyczasie są jednak przez prozę życia tak sponiewierani, że zapominają o tym i zajmują się pracą czy wieloma innymi rzeczami. Nie chcę mówić, że już wyszedłem za winkiel i wszystko zdobyłem, ale wydaje mi się, że już widzę, że coś tam jest. W tym kierunku będę teraz szedł.

Rębecki uważa, że uporządkowanie życia i stworzenie nowego systemu treningowego pozwoli mu teraz patrzeć w przyszłość z większym optymizmem.

Wszystko dookoła sobie wyprostowałem i wydaje mi się, że teraz może nie z górki, ale z większą wiarą, dobrą perspektywą i optymizmem. To nauczyło mnie cierpliwości i wiary w to, że coś fajnego może się dokonać za jakiś czas. Tylko trzeba konsekwentnie, nawet w momentach, w których się potykasz, brnąć do przodu.

Rębecki jasno o ATT: „Nigdy nie powiedziałem, że to zły klub”

W rozmowie pojawił się również temat American Top Team. Rębecki odniósł się do komentarzy, które sugerowały, że krytykuje jeden z najbardziej znanych klubów MMA na świecie.

Polak stanowczo podkreślił, że nigdy nie twierdził, iż ATT jest złym miejscem do treningów. Jego zdaniem odpowiedzialność za decyzje i wyniki spoczywa przede wszystkim na nim samym, a problemem było po prostu to, że system, w którym funkcjonował, nie dawał mu dokładnie tego, czego w danym momencie potrzebował.

Nigdy tak nie powiedziałem. Nigdy nie wyraziłem się w ten sposób. Wręcz odwrotnie. To wszystko leży po mojej stronie. Jestem w pełni odpowiedzialnym zawodnikiem i moje decyzje determinują to, jaki będzie wynik. Jak widać, nie poszło mi, ale nigdy w życiu nie będę zganiał tego na osoby trzecie. W szczególności, że to jest najlepszy klub od wielu lat na świecie. Wielu wybitnych sparingpartnerów, zawodników UFC i wielu innych organizacji. Tylko ten system mnie nie przekonał. Nie dał mi tego, czego ja chciałem. Troszeczkę straciłem wiarę w siebie, ale też zyskałem wiele innych rzeczy. Dużo się nauczyłem i wydaje mi się, że teraz wystarczy to ulepić, fajnie zmontować i sprawdzić efekty po prostu w walce.

Co więcej, Rębecki nie wyklucza, że w przyszłości jeszcze wróci do treningów w ATT. Jak sam mówi, nie ma w zwyczaju palić za sobą mostów.

Rębecki prostuje temat zarobków w FEN

Jednym z najgłośniejszych tematów ostatnich dni były również wypowiedzi Rębeckiego dotyczące jego dawnych zarobków w organizacji FEN. Po wcześniejszych słowach zawodnika do dyskusji odniósł się prezes organizacji Paweł Jóźwiak, który zakwestionował przedstawioną przez niego wersję.

Rębecki przyznał, że część jego wcześniejszej wypowiedzi mogła zostać wyrwana z kontekstu. Jednocześnie podtrzymał, że po renegocjacji kontraktu otrzymał znaczącą podwyżkę i zasugerował, że Jóźwiak nie był osobą bezpośrednio prowadzącą z nim negocjacje.

Troszeczkę sprostujmy to z mojej strony. Nie miałem pięciu na początku. To chyba z kontekstu było wyciągnięte. Powiedziałem, że na początku miałem takie pieniążki – trzy plus dwa, coś tam – nie pamiętam dokładnie, ile. Później nie miałem kilkunastu tysięcy czy ileś tam, nie pamiętam dokładnie. Ta renegocjacja była o 320 procent większa. To są fakty. Paweł Jóźwiak nie powinien się wypowiadać na ten temat, bo to nie on rozmawiał ze mną. Ja mogę to skonfrontować z osobą, która to zrobiła. Mamy świadków. Nie mam chęci kłamać ani szukać atencji. Po prostu po latach zawsze marzyło mi się, żeby to powiedzieć, bo zostałem lekko skrzywdzony, oszukany i ja tylko to mówię.

Jednocześnie Rębecki zaznaczył, że nie ma osobistych pretensji do samego Jóźwiaka i dobrze wspomina relacje z obecnym prezesem FEN.

„Jesteśmy dla fanów. Warto być z zawodnikiem także po porażce”

Rębecki odniósł się również do zachowania kibiców w trudnym dla niego okresie. Podkreślił, że hejt zawsze będzie obecny w sporcie i nie traktuje go jako czegoś, co powinno go złamać.

Znacznie ważniejsza jest dla niego jednak kwestia wsparcia zawodnika także wtedy, gdy przechodzi on przez porażki.

Fakt, byli hejterzy, którzy mnie hejtowali za wszystko, ale też to rozumiem i szanuję. Ja też jestem fanem moich hejterów. Cieszę się, że oni są. Będę ich doceniał, lubił i szanował. Nie czułem jednak, żebym miał jakąś ogromną rzeszę ludzi, którzy chcą mnie dojechać i żebym był taką negatywną postacią. Na pewno brakuje wsparcia w polskich fanach. Mam nadzieję, że to się może zmienić, że ludzie będą chcieli ze mną być i kibicować mi na dobre i na złe, nawet jak dam przysłowiowo d*py. Jesteśmy dla was, dla fanów i cieszę się z tego. Za każdym razem, jak ktoś chce ze mną zdjęcie, jestem uśmiechnięty i szczęśliwy. Wiem, że robię dobrą robotę. Mamy jednak problem z tym, że nie potrafimy wspierać w sytuacji, w której to wsparcie może pomóc nam dalej zwyciężać.

Rębecki nie zamierza kończyć. „Za pięć lat chcę jeszcze bić się o najwyższe laury”

Polak patrzy daleko w przyszłość i nie ukrywa, że za pięć lat wciąż chciałby być aktywnym zawodnikiem MMA walczącym na najwyższym poziomie.

Rębecki podkreśla, że mimo ogromnej liczby treningów jego organizm wciąż pozwala mu z optymizmem patrzeć na kolejne lata kariery.

Marzy mi się, żeby za pięć lat jeszcze się bić. Oczywiście o najwyższe laury i żeby być w pełni zdrowym. Nikt tego nie wie, ale jestem pozytywnie nastawiony. Moje ciało relatywnie jest zdrowe. Może jestem wyeksploatowany, ale nigdy nie miałem jakiejś ciężkiej, poważnej kontuzji i to pozwala mi dalej się rozwijać i pchać do przodu. Żyjemy w takich czasach, gdzie medycyna i wiedza są na takim poziomie, że możemy to ładnie przeciągnąć. Wydaje mi się, że będę osobą, która jeszcze długo będzie w stanie znosić ciężkie treningi i przygotowania. Wiadomo, że to już nie jest to samo co kilka lat temu, ale dalej jest to top of the top.

Na razie Rębecki nie zdradził jednak żadnych konkretnych informacji dotyczących swojej kolejnej walki. Jak sam przyznał na zakończenie rozmowy, obecnie jest poza sezonem, odpoczywa i korzysta z chwili przerwy.

Nowy rozdział w jego karierze już jednak trwa. Przeprowadzka, nowy klub, nowy sztab i zupełnie inne spojrzenie na przygotowania mają pomóc „Chińczykowi” wrócić do realizacji największych sportowych celów.

Zobacz także: Robert Bryczek o kulisach porażki z Rowstonem: „Nie wszedłem w tę walkę tak, jakbym chciał”