Jeszcze kilka tygodni temu był zupełnie innym człowiekiem. Dziś Joe Pyfer wchodzi do największej walki w karierze z niespotykanym spokojem i nową perspektywą. Starcie z Israelem Adesanyą na UFC Seattle nabiera przez to zupełnie innego wymiaru.
Pojedynek z Israelem Adesanyą będzie dla Joe Pyfera największym testem w karierze. Amerykanin jednak nie skupia się wyłącznie na sportowej stronie starcia. W rozmowie z ESPN MMA odsłonił kulisy swojej przemiany, która wydarzyła się zaledwie kilka tygodni przed walką.
„Nie czuję już gniewu”
Jeszcze niedawno Pyfer był zawodnikiem napędzanym agresją i frustracją. Dziś mówi o całkowitej zmianie.
Nie czuję już tego gniewu w klatce piersiowej. Nie czuję go w duszy. To nie odbiera mi rywalizacji, ale zmienia wszystko. Jestem jednym z najlepszych na świecie niezależnie od wyniku. Mam szansę walczyć z jednym z najlepszych w historii i jestem za to wdzięczny.
Zamiast napięcia – spokój. Zamiast presji – akceptacja.
Przełom, który zmienił wszystko
Amerykanin szczegółowo opisał moment, który odmienił jego życie.
Miałem doświadczenie, którego nie potrafię wytłumaczyć. Sen, w którym zobaczyłem kim jestem… i byłem sobą rozczarowany. Poczułem, jakby ktoś wyciągnął do mnie rękę. Obudziłem się i wszystko było inne.
Pyfer przyznaje, że zmagał się z uzależnieniami i problemami z przeszłości, które wpływały na jego życie i karierę.
Miałem problem z uzależnieniem od kobiet i pożądania. To był mój sposób radzenia sobie z traumą. Teraz chcę być kimś innym. Chcę być dobrym człowiekiem.
Nowa motywacja: rodzina i miłość
Zmiana mentalna przełożyła się również na podejście do walki.
Nie walczę już dla złamanego dzieciaka z przeszłości. Walczę dla mojej przyszłej rodziny. Walczę z miłości. I myślę, że to wyciągnie ze mnie najlepszą wersję.
To zupełnie inne paliwo niż wcześniej – zamiast emocji destrukcyjnych, Pyfer mówi o celu i sensie.
„Chcę go zniszczyć… ale z szacunkiem”
Mimo wewnętrznego spokoju, Amerykanin nie traci sportowego instynktu.
Nadal chcę go zranić. To moja praca. To rywalizacja. Jeśli będzie okazja – sprowadzę go, uduszę. Jeśli trzeba – będę szedł do przodu i wymieniał ciosy.
Jednocześnie jasno podkreśla ogromny respekt wobec rywala.
To jeden z najlepszych zawodników w historii tej kategorii. Ludzie mówią, że jest skończony – to bzdura. Przegrywał tylko z absolutną czołówką. Nadal jest elitą.
Frustrujące przygotowania
Styl Adesanyi nie należy do najwygodniejszych.
To szachista. Dużo się rusza, trzyma dystans. To frustrujące, bo ja chcę iść na wojnę. Ale nie jestem tylko „bijokiem”. Mam zapasy, mam parter. Jeśli będzie okazja – wykorzystam to.
„To tylko człowiek”
Najciekawsze może być jednak jego podejście do samej rangi walki.
Ludzie robią z tego ogromne wydarzenie, ale dla mnie to po prostu człowiek. On oddycha tym samym powietrzem. Krwawi tak samo jak ja.
Pyfer świadomie „zmniejsza” wagę pojedynku, by wejść do klatki bez presji.
Bez względu na wynik
Na koniec Amerykanin jasno daje do zrozumienia – jego podejście zmieniło się na dobre.
Cokolwiek się stanie, jest już zapisane. Ja po prostu wyjdę i dam z siebie wszystko. Chcę, żeby to była wielka walka. Nawet bardziej niż sam wynik.
To starcie zapowiadało się elektryzująco już wcześniej. Teraz dochodzi do niego jeszcze jeden, nieoczywisty element – zawodnik, który przeszedł wewnętrzną rewolucję tuż przed największym wyzwaniem w karierze.
Zobacz także: Alex Pereira o rywalizacji z Adesanyą: „Ta porażka zmusiła mnie do rozwoju”
źródło: ESPN MMA | foto: MMA Mania
