Jeszcze niedawno napięcie było ogromne, dziś ton jest zupełnie inny. Jon Jones odniósł się do zamieszania wokół walki z Alexem Pereirą i jasno daje do zrozumienia – konflikt z UFC nie przekreśla relacji.
Były mistrz dwóch kategorii wagowych znalazł się w centrum medialnej burzy po tym, jak wypadł z potencjalnej walki na gali w Białym Domu. Sam zawodnik mówił o braku poważnych negocjacji i sugerował nawet rozstanie z organizacją.
„Po prostu się nie dogadaliśmy”
Podczas UFC 327 w Miami Jon Jones złagodził stanowisko i przedstawił sprawę w znacznie spokojniejszy sposób.
Chciałem być wynagrodzony w sposób, który nie został spełniony i po prostu się nie dogadaliśmy. Tak się zdarza w życiu.
Jednocześnie nie szczędził dobrych słów pod adresem niedoszłego rywala.
Jestem wielkim fanem Alexa Pereiry. Uwielbiam sposób, w jaki się prezentuje. To klasowy zawodnik i człowiek.
Powrót do klatki? „Biorę to dzień po dniu”
Największą niewiadomą pozostaje przyszłość „Bonesa”. Sam zawodnik nie daje jednoznacznej odpowiedzi.
Nie wiem, czy jestem na emeryturze. Biorę to dzień po dniu, sprawdzam, jak czuje się moje ciało.
Co ciekawe, obecność na gali UFC ponownie rozpaliła w nim sportową iskrę.
Bycie tutaj dało mi ogień, którego dawno nie czułem.
„Nie mam nic do udowodnienia”
Jones podkreśla, że jego legacy jest już kompletne – ewentualne powroty miałyby sens tylko przy dużych nazwiskach i odpowiednich warunkach.
Nie czuję, że mam coś do udowodnienia. Czuję się bardzo dobrze.
Na ten moment sytuacja pozostaje otwarta – konflikt z UFC został wyciszony, ale przyszłość jednej z największych legend MMA nadal stoi pod znakiem zapytania.
Zobacz także: Jon Jones kończy karierę? „Rękawice odwieszone, teraz jestem biznesmenem”
źródło: UFC Brasil | foto: skysports.com
