Legenda MMA i były mistrz UFC nie gryzł się w język, oceniając obecną sytuację w wadze ciężkiej. Josh Barnett uważa, że dywizja znalazła się w fatalnym miejscu, a większość walk wygląda dziś jak „toporny kickboxing ciężkich chłopów”.
Barnett, który walczył w erze PRIDE, UFC i Strikeforce, doskonale pamięta czasy, gdy królewska kategoria była pełna charakterów, wielkich nazwisk i brutalnych, ale jednocześnie technicznych pojedynków. Dziś – jego zdaniem – zostało z tego bardzo niewiele.
„Waga ciężka jest dziś w najgorszym miejscu od lat”
Były mistrz UFC nie owijał w bawełnę i wprost przyznał, że obecny poziom dywizji ciężkiej mocno go rozczarowuje.
Waga ciężka jest dziś w najgorszym miejscu od bardzo dawna. Oczywiście nadal są tam twardzi i ambitni goście z talentem. Na samej górze masz takich zawodników jak Tom Aspinall czy Ciryl Gane, którzy są naprawdę świetni. Problem w tym, że kiedyś ta dywizja wyglądała zupełnie inaczej.
Barnett wrócił wspomnieniami do czasów PRIDE, gdzie – jak podkreślił – walki wagi ciężkiej były czymś znacznie więcej niż prostą wymianą ciosów.
W tamtych czasach oglądało się prawdziwe wojny. Potrafiliśmy eksponować swoje słabości, atakować je, przechodzić od technicznych szachów do totalnej brutalnej bijatyki, a potem znowu wracać do taktycznej walki. Widziałeś pełne MMA we wszystkich płaszczyznach.
„Teraz to po prostu toporny kickboxing”
Zdaniem Barnetta współczesna waga ciężka zatrzymała się w rozwoju. Legendarny zawodnik uważa, że większość pojedynków nie prezentuje dziś wysokiego poziomu sportowego.
Dzisiaj to głównie banda wielkich ciężkich facetów uprawiających toporny kickboxing albo toporny boks z odrobiną zapasów i praktycznie niczym więcej.
Amerykanin odniósł się również do sytuacji Jailtona Almeidy, który – mimo serii efektownych zwycięstw przez poddania – ostatecznie został zwolniony z UFC po dwóch porażkach.
Almeida poddawał praktycznie każdego. Jasne, był bardziej zawodnikiem z 93 kilogramów, ale wnosił coś zupełnie innego do tej dywizji. Przegrał dwa razy i UFC po prostu go wyrzuciło, mimo że dalej był w czołówce rankingu.
UFC Perth jako symbol problemu?
Barnett skomentował także ostatnią galę UFC w Perth, gdzie na karcie głównej znalazły się dwa pojedynki wagi ciężkiej. Według niego nie był to najlepszy materiał reklamowy dla dywizji.
Najpierw Louie Sutherland pokonał Taia Tuivasę w bardzo przeciętnej walce, a chwilę później Brando Pericić znokautował Shamila Gazieva po brutalnej wymianie ciosów. Choć starcie otrzymało bonus za walkę wieczoru, Barnett nie był zachwycony poziomem sportowym.
Patrząc na ostatnią galę UFC w Australii, było momentami naprawdę ciężko. I nie mówię tego, żeby obrażać tych zawodników.
Barnett ma pomysł na ratunek. „UFC musi zrobić turniej”
Były mistrz UFC uważa, że organizacja potrzebuje radykalnych zmian. Według niego najlepszym rozwiązaniem byłby powrót do turniejów rodem z PRIDE.
UFC powinno zrobić coś, czego kompletnie nie chce robić. Ośmioosobowy turniej. Nawet jednodniowy albo dwudniowy. Totalnie wymieszać tę dywizję i sprawdzić, kto naprawdę jest wart pozostania na szczycie.
Barnett uważa, że taki format dałby zawodnikom ogromną motywację, a kibicom ponownie dostarczyłby emocji, których dziś w wadze ciężkiej często brakuje.
Daj tym gościom coś wielkiego, o co mogą walczyć. Wtedy zobaczysz, kto naprawdę zasługuje na miejsce w tej dywizji, a kogo trzeba zastąpić.
Alex Pereira i Gable Steveson mają odmienić kategorię ciężką?
Barnett widzi jednak światełko w tunelu. Wspomniał między innymi o przejściu Alexa Pereiry do królewskiej kategorii oraz zakontraktowaniu mistrza olimpijskiego w zapasach – Gable’a Stevesona.
Już w czerwcu Pereira zawalczy z Cirylem Gane o tymczasowy pas wagi ciężkiej podczas gali UFC Freedom 250 organizowanej przy Białym Domu. Z kolei Steveson ma zadebiutować w UFC podczas International Fight Week.
Barnett uważa jednak, że to dopiero początek odbudowy tej kategorii.
Ta dywizja może zostać naprawiona. Naprawdę w to wierzę. Ale potrzeba ludzi z odpowiednią wizją i zrozumieniem tego, jak ją odbudować.
„Ludzie chcą regularności”
Na koniec Barnett wskazał jeszcze jeden problem współczesnych ciężkich – brak stabilności formy.
Kibice chcą regularności. Chcą widzieć gościa, który wychodzi do walki i demoluje kolejnych rywali. A dziś często jest tak, że ktoś wygląda fenomenalnie przez kilka walk, a potem kompletnie zawodzi i wszyscy zastanawiają się: co teraz?
Słowa Barnetta mocno wybrzmiały w momencie, gdy UFC desperacko szuka nowych gwiazd w wadze ciężkiej. Tom Aspinall nadal pozostaje poza grą z powodu problemów zdrowotnych, Jon Jones zakończył karierę, a organizacja próbuje budować dywizję wokół nowych nazwisk.
Pytanie tylko, czy sama obecność Pereiry albo Stevesona wystarczy, by przywrócić dawny blask królewskiej kategorii.
Zobacz także: Dana White ujawnia szczegóły gali w Białym Domu. Wojsko na pierwszym planie
źródło: MMA Fighting | foto: Etsuo Hara/Getty Images
