Taki debiut trudno było zaplanować lepiej. Kacper Sochacki wszedł do klatki KSW i nie zostawił wątpliwości, że jest gotowy na duże wyzwania. W Lubinie nie tylko wygrał – zrobił to przed czasem.
Na karcie wstępnej gali XTB KSW 115 w Lubinie Kacper Sochacki pokonał Jordana Nandora przez poddanie w 1. rundzie. Polak od początku realizował taktyczny plan, nie wdając się w otwartą wymianę z groźnym strikerem.
Taki był mój plan. Wiedziałem, że Jordan jest niebezpieczny, że jest dobrym strikerem, więc nie chciałem ryzykować. Skrupulatnie realizowałem założenia z narożnikiem.
– przyznał po walce w wywiadzie dla naszej redakcji.
Początek pojedynku był spokojny, obaj zawodnicy badali się w stójce, wymieniając kopnięcia. Sochacki nie dał się jednak wciągnąć w grę rywala i cierpliwie czekał na moment do obalenia.
Zaskoczył mnie jego spokój. Myślałem, że będzie bardziej chaotyczny, że spróbuje wlecieć jakąś mocną akcją, może prawym overhandem. Nic takiego się nie wydarzyło, więc po prostu wyczekałem to obalenie.
Samo skończenie miało dla niego wymiar symboliczny. Dokładnie rok wcześniej przegrał jedyną zawodową walkę właśnie przez duszenie zza pleców z Kamilem Smętochem.
Rok temu, 21 lutego, przegrałem przez duszenie zza pleców. Teraz wygrałem w ten sam sposób. Demony zostały pożegnane.
Sochacki przyznał, że jest w pełni usatysfakcjonowany występem i nie zamierza długo pauzować.
To moja trzecia wygrana z rzędu. Wyzwań się nie boję. Dobrze czuję się w kategorii 93 kilogramów. Jeśli będzie propozycja walki albo zastępstwo, jestem otwarty.
Z Lubina wyjeżdża z bilansem trzech zwycięstw z rzędu i jasnym sygnałem wysłanym do reszty dywizji półciężkiej.
Zobacz także: Kristians Boguzs po zwycięstwie na XTB KSW 115: „To nie był plan, ale czułem, że jestem silniejszy”
foto: materiały prasowe KSW
