Kacper Wróbel w końcu doczekał się debiutu w organizacji KSW. Jeden z najbardziej utalentowanych polskich zawodników młodego pokolenia zmierzy się na gali XTB KSW 119 w Radomiu z Souheilem Kaouchenem, którego francuskie media od dłuższego czasu określają mianem „nowego Salahdine’a Parnasse’a”. Sam Polak zapowiada jednak, że zamierza brutalnie zweryfikować cały hype wokół rywala. W rozmowie dla naszej redakcji Wróbel bardzo szczerze opowiedział o problemach, które przez lata hamowały jego karierę, kulisach dołączenia do Black Label Management oraz o tym, dlaczego uważa, że jest gotowy na absolutną czołówkę.
Dla Kacpra Wróbla walka na XTB KSW 119 będzie pierwszym występem pod szyldem największej organizacji MMA w Polsce. Naprzeciwko niego stanie Souheil Kaouchen – bardzo mocno promowany we Francji prospekt, którego wielu kibiców porównuje do Salahdine’a Parnasse’a.
„Ja w głowie jestem najlepszy”
Kacper Wróbel nie ukrywa, że od początku bardzo chciał takiego wyzwania i kompletnie nie przejmuje się medialnym szumem wokół rywala.
Czy to jest zastępca Parnasse’a, czy sam Parnasse – dla mnie to nie ma znaczenia. Wchodzę do tej walki tak, jakby była o mistrzostwo świata. Wiem, ile lat spędziłem w tej grze, z jakimi zawodnikami miałem okazję sparować i jakie problemy im sprawiałem. Wiem też, co mówią o mnie trenerzy z dużym doświadczeniem.
Polak przyznał, że mimo młodego wieku czuje się już bardzo dojrzałym zawodnikiem.
Mam 26 lat, w tym roku kończę 27 i wydaje mi się, że mam już mocno poukładane w głowie. Nie jestem gościem z wybujałym ego, który wyżej sra niż dupę ma. Ale w mojej głowie? Ja jestem najlepszy. Naprawdę wierzę, że już teraz jestem w stanie mierzyć się z każdym.
Wróbel jasno zapowiedział też, jaki ma plan na pojedynek z Francuzem.
Chcę zrobić wszystko, żeby odbił się ode mnie jak od ściany i żeby zweryfikować te wszystkie hasła porównujące go do Parnasse’a.
„Moja kariera mogła wyglądać inaczej”
W trakcie rozmowy zawodnik bardzo szczerze opowiadał również o problemach, które przez lata hamowały jego rozwój sportowy.
Gdybym miał dokładnie opowiedzieć historię swojej kariery i wszystkich sytuacji, które powodowały, że moje walki się nie odbywały, to musielibyśmy usiąść na osobny wywiad. Tych rzeczy było naprawdę dużo.
Wróbel zdradził, że jednym z problemów były liczne przeciążenia organizmu wynikające z wieloletnich treningów.
Trenuję sporty walki dłużej, niż mój przeciwnik ma lat. Moje ciało jest już mocno wyeksploatowane. Ja jestem zawodnikiem, który nawet bez walki potrafi za mocno podkręcać tempo na treningach.
Polak przyznał też, że w przeszłości trafiał na osoby, które bardziej myślały o własnych korzyściach niż o jego rozwoju.
Często trafiałem na ludzi, którym wydawało się, że chcą dobrze dla mojej kariery, a finalnie bardziej patrzyli na siebie. Dla nich nie miało większego znaczenia, czy moja kariera wystrzeli, czy nie.
Mimo wszystkich problemów zawodnik zapewnia, że nigdy nie stracił motywacji.
Cały czas głęboko wierzę, że będę w topce tej gry.
„Ta walka może skraść show”
Wróbel uważa, że jego pojedynek z Kaouchenem ma potencjał, by zostać jednym z najlepszych starć całej gali w Radomiu.
Bardzo często słyszę od ludzi, że specjalnie przyjadą pierwszy raz na galę tylko po to, żeby zobaczyć tę walkę. To mnie bardzo cieszy.
Zawodnik doskonale zdaje sobie sprawę, że konkurencja na XTB KSW 119 będzie ogromna.
Czuję się wyróżniony, że przy debiucie w KSW mam okazję walczyć obok takich nazwisk. Ale wydaje mi się, że nasza walka spokojnie mogłaby się obronić nawet w największych organizacjach świata.
Polak nie ukrywa również, że chciałby dać kibicom prawdziwą wojnę.
Idealny scenariusz? Wchodzę, pierwsza runda i wracam do domu, żeby mama się nie stresowała. Ale z drugiej strony trochę mi brakuje takiej trzyrundowej wojny, roller coastera, wychodzenia z opresji i widowiskowego skończenia.
„Mam nadzieję, że mnie lekceważy”
Wróbel zdradził także, że bardzo liczy na to, iż francuski obóz nie potraktuje go wystarczająco poważnie.
Oby mnie lekceważył. Naprawdę mam nadzieję, że tak jest.
Polak przyznał, że sam proces negocjacji walki trwał długo, ponieważ Francuzi bardzo ostrożnie podchodzili do wyboru rywala dla Kaouchena.
Obiło mi się o uszy, że odrzucali wielu zawodników. Ludzie byli zdziwieni, że akurat mnie przyjęli, bo w Polsce raczej wiadomo, że nie jestem byle jakim zawodnikiem.
Na zakończenie zawodnik podkreślił, że najważniejsze będzie dla niego zdrowie i możliwość regularnych startów.
Miło mi, że w końcu jestem częścią KSW. Mam nadzieję, że teraz ta kariera ruszy z górki. Chcę po prostu namieszać.
Zobacz także: Paweł Pawlak reaguje na nokaut Kuberskiego: „Nie byłem pod wrażeniem”
