Łukasz „Juras” Jurkowski od lat jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci związanych z KSW. Były zawodnik organizacji, członek jej Hall of Fame i wieloletni komentator w rozmowie z Klatka po Klatce został zapytany o problemy, z którymi obecnie mierzy się federacja. Jurkowski wskazał kilka czynników, które jego zdaniem mogą mieć wpływ na coraz mniejsze zainteresowanie kolejnymi galami, w tym przede wszystkim dużą liczbę wydarzeń, brak gwiazd oraz odejście od dawnych korzeni KSW.

Punktem wyjścia do rozmowy była rosnąca liczba gal KSW. Łukasz Jurkowski zwrócił uwagę, że organizacja, która przez lata kojarzyła się z dużymi, wyczekiwanymi wydarzeniami, obecnie organizuje gale znacznie częściej. Jego zdaniem może to sprawiać, że kolejne wydarzenia tracą swoją wyjątkowość.

Po pierwsze, to ilość gal. Kiedyś jak miałeś tę galę raz na cztery miesiące, to czekałeś, czekałeś na wydarzenie, czekałeś na to KSW, żyłeś tym, kupnem biletu, że masz bilet na wydarzenie, że obejrzysz w telewizji. Mając galę co miesiąc, bardzo często jesteś w stanie nawet nie zorientować się, że za chwilkę w ten weekend jest gala KSW, bo to powszednieje. Ilość gal powszednieje.

Według Jurkowskiego problem dotyczy nie tylko kibiców. Były zawodnik KSW stwierdził, że przy tak dużej liczbie wydarzeń nawet sami zawodnicy mogą nie odczuwać już tej samej wyjątkowości związanej z kolejnymi galami.

„Zaczyna brakować gwiazd”

Jurkowski wskazał także na ograniczoną liczbę zawodników, którzy są w stanie przyciągnąć uwagę osób wykraczających poza grono regularnych fanów MMA.

Zaczyna brakować gwiazd, ludzi, którzy przyciągają, którzy są magnesem dla kibiców, którzy generują zainteresowanie. Ilu takich zawodników jest teraz? Mamed, Szpilka, Arek? To jest, kurde, trzech na dziesięć gal w roku, powiedzmy.

W jego ocenie nie wystarczy więc samo zestawianie sportowo interesujących pojedynków. KSW potrzebuje również zawodników, którzy są rozpoznawalni dla szerszego grona odbiorców i potrafią zainteresować wydarzeniem osoby niezajmujące się na co dzień MMA.

„Mają z góry zapłacone, więc po co się angażować?”

Jurkowski zwrócił również uwagę na zmianę modelu biznesowego KSW. Jego zdaniem przejście z systemu pay-per-view na umowę telewizyjną mogło wpłynąć na poziom zaangażowania organizacji w promocję poszczególnych wydarzeń.

Myślę, że czwartą składową tej stagnacji rozwoju KSW jest to, że jest umowa telewizyjna, a nie pay-per-view. Ja akurat rozumiem tutaj chłopaków w stu procentach. Skoro mają z góry zapłacone, że i tak będzie pieniądz na event, że ten event się odbędzie, zawodnicy będą mieli zapłacone, to przy pay-per-view musieli sami zadbać o promocję. Angażowanie się w marketing wtedy było zasadne, bo tyle, ile włożysz w marketing, tyle dostaniesz zwrotu.

Następnie Jurkowski zestawił to z sytuacją, w której organizacja ma zagwarantowane środki niezależnie od sprzedaży konkretnego wydarzenia.

A tu masz gotowe pieniądze, więc po co się angażować w ten marketing, skoro i tak kasa będzie się zgadzała?

„Juras” zwrócił również uwagę na mniejszą obecność właścicieli KSW przy samych wydarzeniach.

Tym bardziej, że Martin i Maciek chyba nie mają już takiego parcia na to, żeby wymyślać kolejne rzeczy. Chłopaków nie ma na wielu galach.

Jego zdaniem organizacja przez lata zbudowała sprawnie działający mechanizm, który obecnie funkcjonuje w dużej mierze siłą rozpędu.

To jest maszyna, która już jest napędzana przez grupę ludzi od wielu lat i myślę, że to jest właśnie to, co powiedziałeś o tłustych kotach. Chłopaki przez lata się najedli tyle, że ciężko im teraz ruszyć łapką. Co, żeby nie było wątpliwości, ja na maksa rozumiem. Ja chciałbym być na ich miejscu za dziesięć lat.

„Odcięcie się od swoich korzeni”

W dalszej części rozmowy pojawiło się również pytanie o to, czy KSW nie oddaliło się zbyt mocno od swojej wcześniejszej tożsamości. Mazur przypomniał, że w przeszłości właściciele organizacji zdecydowali się na zestawienia, które niekoniecznie były klasycznymi sportowymi pojedynkami, ale potrafiły wygenerować ogromne zainteresowanie.

W tym kontekście padło nazwisko Mariusza Pudzianowskiego i słynnej walki z Bobem Sappem, a także refleksja, że gdyby Martin Lewandowski i Maciej Kawulski nie zdecydowali się kiedyś postawić na Pudzianowskiego, historia KSW mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.

Jurkowski zgodził się, że jest to interesujący przypadek i przyznał, że rzeczywiście od dłuższego czasu nie było w KSW pojedynku o podobnym charakterze.

„Tego jest mnóstwo”

Jurkowski zwrócił również uwagę na szerszy problem, czyli ogromną konkurencję na polskim rynku sportów walki. Jego zdaniem kibic ma dziś zdecydowanie więcej możliwości wyboru niż kilkanaście lat temu.

Rynek jest przesycony.

Jak zauważył, praktycznie każdy weekend przynosi kolejne wydarzenia, które walczą o uwagę tego samego odbiorcy. Dlatego samo zorganizowanie gali nie wystarcza. Organizator musi jeszcze przekonać kibica, dlaczego akurat to wydarzenie powinno go zainteresować.

W zasadzie nie masz takiego weekendu w Polsce, żebyś nie miał gali MMA albo innych wydarzeń, które mogą być dystrakcją dla kibica. Tego jest mnóstwo. I teraz musisz wyróżnić się i musisz zrobić właśnie to, żeby zainteresować swoim eventem potencjalnego odbiorcę. To jest to, czego KSW teraz nie robi.

Wypowiedzi Jurkowskiego są o tyle istotne, że pochodzą od osoby, która zna KSW zarówno od strony zawodnika, jak i komentatora. „Juras” przez lata był jednym z zawodników organizacji, a obecnie pozostaje jedną z jej najbardziej rozpoznawalnych postaci, choć od pewnego czasu rozwija również własny projekt FIGHT MODE.

Zobacz także: „Juras” zdradził, że dzwonił do Pudzianowskiego. Chce go w FIGHT MODE

źródło: Klatka po Klatce