Po 17 miesiącach przerwy od boksu Laura Grzyb wróciła do ringu z przytupem. Na gali KnockOut Boxing Night 44 w Jastrzębiu-Zdroju Polka nie pozostawiła złudzeń Simamkele Tuntsheni i po jednostronnym, 10-ciorundowym pojedynku zdobyła pas IBO w wadze super koguciej.
Od pierwszego gongu Grzyb narzuciła rywalce z RPA swoje warunki. Polka kontrolowała dystans, skutecznie punktowała prawym sierpowym i nie pozwalała przeciwniczce na rozwinięcie własnej gry. Tuntsheni próbowała skracać odległość i narzucać wymianę, ale zawodniczka z Jastrzębia-Zdroju była nieuchwytna i konsekwentnie realizowała swój plan.
Największe emocje przyniosła szósta runda, gdy seria celnych ciosów Laury dwukrotnie wybiła ochraniacz z ust rywalki. Przez moment wydawało się, że nokaut jest kwestią czasu, ale doświadczona Tuntsheni przetrwała trudne momenty. W ostatniej odsłonie reprezentantka RPA podjęła desperacką próbę odwrócenia losów walki, ale Polka pewnie kontrolowała sytuację i nie dała się zaskoczyć.
Werdykt sędziów był jednoznaczny – wszystkie karty wskazały zwycięstwo Laury Grzyb (99-91, 99-91, 100-90). Dla zawodniczki, która w międzyczasie stoczyła dwie wygrane walki w KSW, to spełnienie marzeń i przepustka do jeszcze większych wyzwań w boksie zawodowym.
Teraz czeka mnie powrót do MMA i przygotowania do kolejnej walki w KSW, ale w boksie zostały jeszcze inne pasy do zgarnięcia. Jeśli Ellie Scotney nie boi się ze mną zmierzyć, jestem na tak!
zadeklarowała świeżo upieczona mistrzyni świata.
