Luis Hernandez po błyskawicznym zwycięstwie w debiucie UFC ma już na oku kolejnego rywala. „The Stache” chce w przyszłości zmierzyć się z Chrisem Curtisem, z którym łączy go konflikt rozpoczęty podczas gali Tuff-N-Uff w 2025 roku. Hernandez zaznacza jednak, że najpierw zamierza zbudować swoją pozycję w UFC, a do pojedynku z Curtisem chce doprowadzić wtedy, gdy będzie się to dla niego odpowiednio opłacało.

Luis Hernandez rozpoczął swoją przygodę w UFC w imponującym stylu. Amerykanin przyjął walkę z Sedriquesem Dumasem zaledwie dwa dni przed galą UFC Vegas 121, zastępując Mickeya Galla, a następnie potrzebował tylko 57 sekund, aby poddać rywala stojącą gilotyną.

Dla zawodnika był to drugi występ w ciągu zaledwie 11 dni. Wcześniej Hernandez zdobył kontrakt z UFC podczas Dana White’s Contender Series, poddając Hugo Guillona w drugiej rundzie.

Po udanym debiucie „The Stache” pojawił się w programie The Ariel Helwani Show, gdzie został zapytany między innymi o konflikt z Chrisem Curtisem. Hernandez nie ukrywa, że pojedynek z zawodnikiem Xtreme Couture jest dla niego interesującą opcją.

Hernandez chce walki z Curtisem

Konflikt pomiędzy zawodnikami ma swoje korzenie w czerwcu 2025 roku. Hernandez zmierzył się wówczas z Milesem Hunsingerem podczas gali Tuff-N-Uff 145 i zwyciężył przez poddanie w drugiej rundzie. Po zakończeniu walki zaczął prowokować narożnik rywala, w którym znajdowali się między innymi Sean Strickland oraz Chris Curtis.

Obaj zawodnicy wtargnęli wówczas do klatki. Strickland zaatakował Hernandeza, zadając mu dwa ciosy, natomiast Curtis chwycił go i przez chwilę przytrzymywał. Cała sytuacja zakończyła się interwencją ochrony oraz pozostałych osób znajdujących się przy klatce.

Kilka miesięcy później Hernandez i Strickland zakopali topór wojenny, jednak relacja z Curtisem wygląda inaczej. Sam „The Stache” przyznał, że z Chrisem nie ma takiej relacji jak z mistrzem UFC.

Relacje moje z Seanem są w porządku. Rozmawialiśmy przez wiadomości prywatne. Mieliśmy się spotkać i mam nadzieję, że uda nam się kiedyś pojechać razem na strzelnicę albo przejechać się jakimś pojazdem terenowym, tylko mam nadzieję, że tym razem się nie przewrócimy. Nie wiem natomiast, co jest z Chrisem. Nagle pojawia się znikąd. Chyba próbuje zdobyć trochę rozgłosu. Ja robię swoje, buduję swoje nazwisko. Jeśli jego nazwisko pojawi się na mojej drodze, mogę być ostatnim gwoździem do jego trumny i wysłać go na emeryturę.

Hernandez nie zamierza jednak rzucać się od razu na znacznie bardziej doświadczonego rywala. Amerykanin zaznaczył, że starcie z Curtisem ma dla niego sens, ale dopiero w odpowiednim momencie.

Jeśli jego nazwisko pojawi się na mojej drodze, możemy to rozstrzygnąć. On ma bardzo dużo walk w UFC, a ja dopiero zaczynam budować swoje nazwisko. Chcę najpierw stoczyć swoje walki, dokończyć kontrakt i dalej się rozwijać. To jest dobra walka, ale musi być za odpowiednie pieniądze. Najpierw chcę zbudować swoje nazwisko, a później mogę z nim walczyć.

Wszystko zaczęło się od Tuff-N-Uff

Pierwsze starcie Hernandeza z Curtisem miało miejsce jeszcze zanim „The Stache” trafił do UFC. W czerwcu 2025 roku podczas Tuff-N-Uff 145 Hernandez poddał Milesa Hunsingera.

Po zwycięstwie zawodnik zwrócił się w kierunku narożnika rywala i wykonał charakterystyczny gest w stylu pro wrestlingu. W narożniku znajdowali się Strickland i Curtis, którzy natychmiast ruszyli w stronę Hernandeza. Strickland zadał rywalowi dwa ciosy, natomiast Curtis chwycił go i przytrzymywał do momentu wkroczenia innych osób.

Cała sytuacja miała później konsekwencje dyscyplinarne. Nevada Athletic Commission zawiesiła Stricklanda na sześć miesięcy i nałożyła na niego grzywnę w wysokości 5000 dolarów. Curtis otrzymał grzywnę w wysokości 2500 dolarów, formalne upomnienie oraz obowiązek pokrycia kosztów prawnych, ale nie został zawieszony.

Przypominamy kulisy bójki na gali Tuff-N-Uff

Co ciekawe, Hernandez nie ma pretensji do Stricklanda za tamto wydarzenie. Jak sam przyznał, obaj mieli później okazję porozmawiać i obecnie ich relacje są znacznie lepsze.

„To biznes”

Hernandez podkreśla, że ewentualna walka z Curtisem nie byłaby dla niego wyłącznie kwestią osobistych animozji. Zawodnik chce przede wszystkim wykorzystać historię łączącą obu zawodników do stworzenia interesującego pojedynku.

Nie mam problemu z tym, żeby z nim podać sobie rękę. Jeśli chce to zrobić osobiście, nie mam z tym problemu. Ostatecznie to jest biznes. Jeśli ma ze mną jakiś problem, możemy go rozwiązać. Ale ja chcę przede wszystkim rozwijać swoje nazwisko. Jeśli kiedyś dojdziemy do tego pojedynku, wtedy się nim zajmiemy.

Jestem gotowy na tę walkę, ale nie zamierzam się spieszyć. Chcę zarabiać pieniądze i budować swoją pozycję. Jeśli pojedynek z Chrisem będzie miał sens, wezmę go. Ale najpierw muszę zrobić swoje.

Curtis ma za sobą znacznie większe doświadczenie

Ewentualne zestawienie byłoby dla Hernandeza dużym krokiem w górę pod względem doświadczenia. „The Stache” pozostaje niepokonany i po zwycięstwie nad Dumasem poprawił zawodowy rekord do 9-0. Wszystkie jego zwycięstwa zakończyły się przed czasem.

Chris Curtis ma natomiast za sobą 45 zawodowych pojedynków i wieloletnią karierę w UFC. Jego ostatnim występem było starcie z Myktybekiem Orolbaiem w marcu tego roku, które przegrał jednogłośną decyzją sędziów.

Hernandez nie ukrywa jednak, że właśnie historia pomiędzy zawodnikami sprawia, iż pojedynek byłby dla niego wyjątkowo interesujący. Hernandez jest bowiem policjantem, a jego ostatnie starcie z Dumasem było promowane jako walka policjanta z przestępcą.

Jeśli UFC chce dalej robić z tego policjant kontra przestępca, jestem na to gotowy. Możemy znaleźć kolejnego. Ja jestem gotowy walczyć z każdym. Ale jeśli chcą kontynuować tę historię, to nie mam z tym żadnego problemu.

Na ten moment Luis Hernandez i Chris Curtis nie są zestawieni w oficjalnej walce. Hernandez zaznacza jednak, że jeżeli jego kariera będzie nadal rozwijała się w takim tempie, do tego pojedynku może dojść w przyszłości.

Zobacz także: Błyskawiczny debiut i już kolejny cel. Luis Hernandez chce zapisać się w historii UFC

źródło: The Ariel Helwani Show