Wraca po długiej przerwie, ale mówi wprost – to zupełnie nowy rozdział. Łukasz Rajewski przed OKTAGON 86 nie tylko zapowiada gotowość, ale też jasno wskazuje, co zmieniło jego karierę. Operacja, powrót do zdrowia i cztery miesiące ciężkiej pracy. „Raju” wchodzi do klatki z nową energią – i konkretnym planem.
Łukasz Rajewski wróci do akcji 11 kwietnia na gali OKTAGON 86 w Szczecinie, gdzie zmierzy się z Vojto Barborikiem. Dla Polaka będzie to pierwszy występ od lipca 2024 roku, ale jak sam podkreśla – przerwa była konieczna i dziś procentuje.
Zawodnik nie ukrywa, że kluczowym momentem była operacja kręgosłupa, po której jego kariera nabrała nowego rozpędu.
Nowe życie po operacji
Już w szpitalu wiedziałem, że jest dobrze. Doktor pyta, czy boli, a ja mówię, że nie. I to nie dlatego, że działają leki – ja po prostu czułem, że jest inaczej. Wstałem po godzinie, poszedłem sam do łazienki i już wtedy wiedziałem, że to była najlepsza decyzja. Od grudnia trenuję bez żadnych ograniczeń. Cztery miesiące ciężkiej pracy – zdrowie dopisuje, więc włożyłem w to wszystko czas, energię i serce. Teraz już tylko bawię się na macie.
Rajewski przyznaje, że wcześniej funkcjonował na granicy możliwości.
Miesiąc trenowałem, miesiąc leżałem w łóżku. Tak to wyglądało. Wyszedłem do walki w stanie, w którym było mnie stać na jedną rundę. Teraz to jest zupełnie inna historia.
Barborik bez tajemnic
Polak nie lekceważy swojego rywala, ale podchodzi do niego ze spokojem i konkretną analizą.
Siła fizyczna, wytrzymałość i czarny pas jiu-jitsu – to są jego największe atuty. Jest twardy, odporny, potrafi iść do przodu mimo problemów. Analizowałem go już wcześniej. To nie jest ktoś, kto mnie zaskoczy. Wnioski mam dokładnie takie same, jakie miałem przed pierwszym planowanym zestawieniem.
Jednocześnie Rajewski jasno daje do zrozumienia, że ma też inne cele na horyzoncie.
Chętnie wrócę do rewanżu z Buchingerem. Wiem, w jakim byłem wtedy stanie i wiem, na co mnie stać teraz.
Oktagon zamiast KSW. „To było coś, czego szukałem”
Rajewski nie ukrywa, że zmiana organizacji była dla niego ważnym krokiem – i szybko poczuł, że to właściwy kierunek.
Już po pierwszej gali powiedziałem: chcę tu zostać. Ich energia, podejście do zawodników, organizacja – to robi ogromne wrażenie. Byłem w wielu miejscach na świecie, walczyłem w różnych organizacjach, ale Oktagon pod względem tego, jak wszystko jest zrobione, jest najbliżej UFC.
Zawodnik podkreśla, że właśnie tej energii brakowało mu wcześniej.
Szukałem czegoś, co sprawi, że znowu powiem: chce mi się. I teraz to mam. Od czterech miesięcy robię wszystko z przyjemnością i chcę się pokazać z jak najlepszej strony.
Szczecin, kibice i dodatkowa motywacja
Gala w Polsce to dla Rajewskiego dodatkowy impuls.
Walka na polskiej ziemi zawsze daje coś więcej. W Szczecinie biłem się dwa razy i dwa razy wygrywałem. Wiem, że mam tam kibiców. To są takie detale, ale jak się wszystko zsumuje, to robi różnicę.
O Gamrocie i „dzikiej” formie Wawrzyniaka
Rajewski odniósł się też do walk swoich klubowych kolegów.
Ribovics jest groźny, ale brakuje mu doświadczenia z topem. W skali ogólnej to bardzo niebezpieczny zawodnik, ale na tle rywali Mateusza daję mu siedem na dziesięć. A Piotrek Wawrzyniak? On jest dziki cały czas. To styl, który jest niebezpieczny dla każdego.
„Zgubiłem się w dżungli”. Kulisy życia poza klatką
Rajewski zdradził też jedną z bardziej szalonych historii ze wspólnych wyjazdów z Mateuszem Gamrotem.
Zgubiłem się w dżungli w Brazylii. Pięć godzin chodzenia bez zasięgu, robiło się ciemno, zaczynało się robić niebezpiecznie. Dopiero jakiś gość nas znalazł i wyprowadził. Im ciemniej, tym wszystko było większe – dźwięki, owady, atmosfera. Tego się nie da opisać.
Na koniec Rajewski wysłał jasny sygnał przed walką.
Teraz jestem normalny. Nakręcony to ja będę dopiero w klatce.
Zobacz także: Dlaczego OKTAGON MMA wybrał Materlę na gwiazdę pierwszej gali w Polsce? [WIDEO]
foto: X / KSW
