Mackenzie Dern już w sobotę stanie do pierwszej obrony mistrzowskiego pasa UFC w wadze słomkowej. Przed starciem z Gillian Robertson w co-main evencie UFC 330 Amerykanka wróciła do trudnego okresu swojej kariery i zdradziła, że właśnie wtedy dokonała jednej z najważniejszych zmian w swoim podejściu do MMA.
Mistrzowska przygoda Mackenzie Dern rozpoczęła się niedawno, ale jej droga do zdobycia pasa była wyjątkowo wymagająca. Zanim sięgnęła po UFC gold, musiała przejść przez kilka trudniejszych momentów w karierze, a szczególnie okres pomiędzy 2021 a 2024 rokiem.
W rozmowie z MMA Junkie mistrzyni została zapytana o to, co sprawiło, że właśnie wtedy jej kariera nie rozwijała się zgodnie z oczekiwaniami. Dern otwarcie przyznała, że na jej formę wpływały również wydarzenia poza klatką.
Miałam bardzo trudny rozwód, urodziłam dziecko, a niedługo po rozwodzie zostałam samotną mamą. Musiałam jakoś wszystko poukładać. Do tego doszło kilka porażek. W jednym przypadku trenowałam bardzo ciężko przez długi czas i z perspektywy jiu-jitsu, z perspektywy dziewczyny od jiu-jitsu, miałam poczucie, że wygrałam tę walkę.
To właśnie jedna z przegranych okazała się jednak dla niej bardzo ważną lekcją. Dern zrozumiała, że w MMA nie może patrzeć na pojedynek wyłącznie przez pryzmat kontroli, pozycji czy prób poddania. Musiała zacząć myśleć tak, jak zawodniczka MMA, a nie wyłącznie jak specjalistka od brazylijskiego jiu-jitsu.
„To zmieniło moje podejście do MMA”
Mistrzyni zwróciła uwagę na różnicę pomiędzy tym, co zawodnik czuje w parterze, a tym, co mogą zobaczyć sędziowie. W jiu-jitsu zawodnik doskonale wie, jak blisko jest zakończenia walki, nawet jeśli dla osoby oglądającej pojedynek z zewnątrz nie jest to oczywiste.
W MMA sytuacja wygląda inaczej, ponieważ sędziowie muszą oceniać przede wszystkim widoczne efekty i skuteczność poszczególnych akcji.
Zrozumiałam, że mamy sędziów i komisje bokserskie. Jako dziewczyna od jiu-jitsu mogę wiedzieć, jak bardzo niebezpieczna jest pozycja, w której znajduje się przeciwniczka. Jeśli chodzi o stójkę, kiedy trafisz kogoś i posadzisz go na deskach, fizycznie widzisz, że ta osoba była w niebezpieczeństwie. W jiu-jitsu jest inaczej. Tylko jeśli jesteś tam w środku, możesz usłyszeć, jak blisko ktoś jest od utraty przytomności albo jak blisko jest złamania ręki.
To zrozumienie miało ogromne znaczenie dla dalszego rozwoju Dern. Zaczęła zwracać większą uwagę nie tylko na samo dążenie do poddania, ale również na budowanie pozycji i zadawanie obrażeń, które będą dostrzegalne dla sędziów.
To naprawdę pomogło mi przestawić sposób myślenia podczas treningów i lepiej rozumieć grę. Zaczęłam nie tylko od razu atakować poddanie, ale najpierw pracować nad swoją pozycją, żeby łatwiej dojść do poddania. A jeśli go nie zdobędę, przynajmniej zadam wystarczająco dużo obrażeń, żeby sędziowie mogli to zobaczyć i żebym mogła wygrać walkę również w ten sposób.
Zdaniem Dern właśnie ta zmiana była jednym z fundamentów drogi, która ostatecznie doprowadziła ją do mistrzostwa UFC.
Od królowej jiu-jitsu do mistrzyni UFC
Dern wcześniej osiągnęła ogromne sukcesy w brazylijskim jiu-jitsu. W 2015 i 2016 roku znajdowała się na szczycie świata grapplingu, zdobywając najważniejsze tytuły. Przejście do MMA nie było jednak czymś, co od początku miała dokładnie zaplanowane.
Do spróbowania swoich sił w mieszanych sztukach walki namawiali ją między innymi koledzy z treningów w MMA Lab w Arizonie. W tamtym czasie Dern była jeszcze bardzo młoda i miała możliwość powrotu do jiu-jitsu, gdyby MMA nie przypadło jej do gustu.
W tamtym momencie była trochę presja ze strony kolegów z drużyny. Trenowałam z grupą MMA w Arizonie, w MMA Lab, i pojawiałam się na ich treningach grapplingowych. Mówili mi: powinnaś tego spróbować. Nikt nie ma takiego jiu-jitsu jak ty. Nikt nie ma takich balach jak ty.
Przełom nastąpił, gdy zainteresowanie Dern wyraził Sean Shelby. Matchmaker UFC przyjechał do Arizony i zaproponował jej rozpoczęcie kariery w MMA.
Sean Shelby przyleciał do Arizony, podpisał ze mną kontrakt i powiedział: spróbuj. Ja nawet nie zadawałam wtedy ciosów. Powiedzieli mi, że jeśli mi się nie spodoba, mogę wrócić do jiu-jitsu. Miałam 22 albo 23 lata, więc pomyślałam, że jestem wystarczająco młoda. Spróbuję. Jeśli mi się nie spodoba, wrócę do jiu-jitsu i będę dalej budować tam swoją karierę.
Szybko okazało się, że nowe wyzwanie całkowicie ją pochłonęło. Dern nie chciała jednak jedynie zdobywać kolejnych tytułów. Zależało jej również na popularyzacji jiu-jitsu wśród osób, które wcześniej nie miały styczności ze sportami walki.
Najważniejsze było dla mnie to, jak mogę zrobić coś dla społeczności jiu-jitsu. Miałam już dwa mistrzostwa świata, Abu Dhabi World Pro, tytuł absolutny. Mogłam zdobywać kolejne tytuły, ale co to zrobi dla tego sportu? Nie chciałam być instruktorką i otwierać własnego klubu.
Pomyślałam, że jeśli będę mogła dotrzeć do ludzi, którzy nawet nie trenują sztuk walki, tak jak robi to UFC, to ktoś może pomyśleć: co ona robi? Ma podstawy w jiu-jitsu. I jakaś dziewczyna powie: może ja też tego spróbuję. Chciałam zachęcić więcej kobiet do sztuk walki, samoobrony i tego wszystkiego. Czułam, że to będzie najlepszy sposób reprezentowania jiu-jitsu, jaki mogę dać.
Zdobycie pasa jeszcze bardziej ją napędziło
Dern zaczęła z czasem wierzyć, że może zostać mistrzynią również w MMA. Teraz, gdy już osiągnęła ten cel, nie zamierza zwalniać.
Amerykanka chce wykorzystać mistrzowski okres kariery do pobicia kolejnych rekordów. Wśród jej celów znajdują się między innymi największa liczba obron pasa, zwycięstw w historii kobiecej dywizji słomkowej oraz poddań.
Teraz po prostu chcę zobaczyć, jakie rekordy mogę pobić jako mistrzyni. Obrony tytułu, najwięcej zwycięstw w historii kobiecej wagi słomkowej, najwięcej poddań. Bonusy. Wszystkie te rzeczy.
Co ciekawe, Dern uważa, że sam fakt zdobycia pasa już wpłynął na jej umiejętności. Pierwszy trening po mistrzowskim zwycięstwie miał pokazać jej, jak duży skok mentalny wykonała.
Kiedy wróciłam na pierwszy trening po zdobyciu pasa, mój poziom był o tyle lepszy, że sama byłam w szoku. Powiedziałam trenerowi: to jest szalone, mój jab i prawy prosty są dziesięć razy lepsze. Naprawdę można stać się dużo lepszym zawodnikiem tylko dlatego, że zostajesz mistrzem.
Przed nią długa droga obron pasa
Pierwszą przeszkodą na drodze Dern do budowania mistrzowskiego dziedzictwa będzie Gillian Robertson. W dalszej perspektywie na horyzoncie znajdują się jednak kolejne zawodniczki, które mogą zagrozić jej pozycji.
Mistrzyni wymieniła między innymi Tatianę Suarez, Lupitę Godinez oraz Fatimę Kline, a także zaznaczyła, że w przyszłości do rywalizacji może powrócić Weili Zhang.
Wszystkie dziewczyny są naprawdę mocne. Jest Gillian, jest Tatiana Suarez, jest Lupita, jest Fatima. Jest naprawdę wiele świetnych zawodniczek, które nadchodzą. Jeśli wróci Weili, również ona będzie w tym gronie.
Dern wierzy jednak, że doświadczenia zebrane podczas całej kariery sprawiają, iż jest dziś lepiej przygotowana na kolejne wyzwania.
Myślę, że wszystkie wyzwania i przeciwności, przez które przeszłam, żeby zdobyć pas, sprawią, że teraz jako mistrzyni będę lepiej przygotowana na każdego, kto stanie przede mną. Kiedy zdobywałam czarny pas, potrzebowałam dwóch lat, żeby się zaadaptować i znaleźć swój rytm. Dopiero w trzecim roku zaczęłam zdobywać mistrzostwa świata i weszłam na zupełnie inny poziom. Mam nadzieję, że teraz będzie podobnie. W końcu zostałam mistrzynią i mogę złapać swój rytm, dalej się rozwijać i stawać się coraz lepsza.
Wszystko rozstrzygnie się już w sobotę podczas UFC 330. Dern po raz pierwszy wejdzie do klatki jako mistrzyni UFC, a w co-main evencie czeka ją starcie z Gillian Robertson. Dla Amerykanki będzie to pierwsza okazja, by rozpocząć budowanie własnego mistrzowskiego dziedzictwa.
Zobacz także: Gillian Robertson uderza w Mackenzie Dern przed pojedynkiem na UFC 330
źródło: wywiad z MMA Junkie | foto: Getty Images
