Marcin Sianos podczas gali Babilon MMA 60 poznał swojego kolejnego rywala. 24 października w Radomiu zmierzy się z Krzysztofem „Diablo” Włodarczykiem w walce wieczoru Babilon MMA 61. Sianos w rozmowie z naszą redakcją zdradził, jak podchodzi do tego zestawienia, dlaczego spodziewa się przewagi swoich gabarytów oraz czego obawia się jego zdaniem były mistrz świata w małych rękawicach.
Marcin Sianos po zwycięstwie nad Przemysławem Mysialą w Międzyzdrojach ponownie pojawi się w klatce organizacji Babilon MMA. Tym razem czeka go jednak bardzo nietypowe zestawienie. Jego przeciwnikiem będzie Krzysztof „Diablo” Włodarczyk, jeden z najbardziej utytułowanych polskich pięściarzy ostatnich dekad.
Starcie odbędzie się 24 października w Enea RCS w Radomiu. Organizacja nie przedstawiła jeszcze pełnych zasad pojedynku, natomiast Sianos w rozmowie z naszą redakcją potwierdził, że będzie to walka bokserska w małych rękawicach.
Sam zawodnik nie ukrywa, że bardzo ucieszyła go propozycja pojedynku z Włodarczykiem.
Bardzo się ucieszyłem na tę propozycję walki. Jestem tylko ciekawy, od kogo to wypłynęło. Czy od Krzyśka, czy od Tomka, czy od Artura. Ale w sumie never mind. Ważne, że dopięliśmy to, ta walka będzie. Ja się naprawdę bardzo jaram tym. Mamy równiutki miesiąc czasu. Nie wiem, czy Krzysiek troszeczkę tutaj pewnie był w bardzo mocnym treningu, ale tak naprawdę tę walkę klepnął jakieś trzy dni temu. Oni nie zdawali sobie sprawy, że ja mam klub pod domem i ja praktycznie codziennie robię po jeden, dwa treningi.
Sianos zdradził również, że o możliwości zestawienia z Włodarczykiem usłyszał już około trzech tygodni przed oficjalnym ogłoszeniem. Według jego relacji początkowo otrzymał jedynie zapytanie, czy byłby zainteresowany takim pojedynkiem.
Ja w sumie byłem pewien na 95 procent, że ta walka będzie. Po prostu dostałem zapytanie jakieś trzy tygodnie temu, czy taką walkę bym wziął. Prawdopodobnie oni tylko chcieli mnie sprawdzić, wyczuć, czy zgodzę się na taki pojedynek. Już wtedy Krzychu musiał bardzo mocno zapierdzielać, trenować. Natomiast w poniedziałek dostałem chyba wiadomość, czy we wtorek, żebym przyjechał tutaj na face to face, że ta walka jest klepnięta, czy chcę tej walki.
„Kołobrzeski boks” i małe rękawice
Choć początkowo podczas rozmowy nie było jeszcze oficjalnego potwierdzenia zasad, wiadomo, że trudno wyobrazić sobie pojedynek Sianosa z Włodarczykiem na zasadach MMA. Sam zawodnik żartobliwie określił planowaną formułę mianem „kołobrzeskiego boksu”.
Jednocześnie zaznaczył, że ewentualne obalenia nie będą elementem pojedynku, jeśli Włodarczyk zdecyduje się na boksowanie.
Oczywiście, że będzie kołobrzeski boks rodem z Kołobrzegu. A czy będą obalenia? Jeżeli Krzysiek będzie boksował i nie będzie się ze mną przytulał, to nie będzie obaleń.
W dalszej części rozmowy Sianos już wprost określił pojedynek jako bokserski, ale rozgrywany w małych rękawicach. Właśnie ten element może mieć jego zdaniem ogromne znaczenie, szczególnie w konfrontacji z pięściarzem przyzwyczajonym do klasycznego boksu.
Krzysiek Włodarczyk, wiadomo, to jest bardzo wysoko, ale on jest wysoko pięściarsko. To nie jest zawodnik mieszanych sztuk walk. Jako pięściarz jest kilkukrotnym mistrzem świata federacji WBC. Naprawdę jest to kawał skurczybyka. Natomiast to nie będzie walka typowo pięściarska, osiem, dziesięć, dwanaście rund. To będzie walka bliżej zbliżona do zasad MMA, czyli na moich warunkach. Jestem przekonany, że on jeszcze w małych rękawicach nie bił się, a już na pewno nigdy nie otrzymał od ciosów małej rękawicy. Więc pytanie jest o otrzymaniu takiej bomby w małej rękawicy i jak on się dalej zachowa.
Sianos zwraca również uwagę na długość pojedynku. Walka ma zostać rozegrana na dystansie trzech rund, co jego zdaniem może ograniczyć możliwość wykorzystania przez Włodarczyka doświadczenia wyniesionego z wielorundowych pojedynków bokserskich.
Pamiętajmy jeszcze jedno, że to jest walka tylko trzyrundowa. Nie ma takiej możliwości, żeby teraz w tak krótkim odstępie czasu gdzieś te swoje doświadczenie zademonstrował. To będzie walka bokserska w małych rękawicach i tutaj te warunki fizyczne do końca gdzieś tam nie będą miały znaczenia.
Sianos liczy na przewagę gabarytów
Jednym z tematów rozmowy były również różnice fizyczne pomiędzy zawodnikami. Sianos jest zdecydowanie większym zawodnikiem od Włodarczyka i nie ukrywa, że zamierza wykorzystać swoje warunki.
Jednocześnie zdaje sobie sprawę z tego, że w formule bokserskiej znaczenie przewagi gabarytów może być nieco inne niż w MMA.
Na pewno gabaryty, tutaj siła będzie wszystko po mojej stronie, ale aczkolwiek to będzie walka. Nie chcę teraz mówić. Dobra, może powiem. To będzie walka bokserska w małych rękawicach i tutaj, że tak powiem, te warunki fizyczne do końca gdzieś tam nie będą miały znaczenia.
Sianos ma już doświadczenie w pojedynkach, w których różnica gabarytów była jednym z najważniejszych tematów przed walką.
Sianos o wygranej z Przemysławem Mysialą
Do pojedynku z Włodarczykiem Sianos przystąpi po zwycięstwie nad Przemysławem Mysialą. Dla zawodnika z Kołobrzegu była to niezwykle istotna walka, ponieważ wyrównała jego rekord w MMA i pozwoliła mu odbudować pozycję po wcześniejszych niepowodzeniach.
Sianos uważa, że Mysiala mógł go zlekceważyć, a jego własne przygotowania do tego pojedynku były bardzo solidne.
Dla mnie tamto zwycięstwo, tamta walka była bardzo ważna. Ja naprawdę do niej solidnie trenowałem, przygotowywałem się. Naprawdę miałem wszystko poukładane, zaplanowane. Przemek, nie wiem, chyba nie do końca, bo jednak walcząc dla takich federacji jak Bellator, KSW, nawet Babilon z Szymonem Kołeckim, on naprawdę dawał bardzo mocne, krwawe walki. U mnie gdzieś tam tego nie było. On troszeczkę jakby taki, co prawda miał swoje momenty, ale jednak ja tą swoją fizycznością Przemka przełamałem.
Zapytany wprost, czy uważa, że Mysiala go zlekceważył, Sianos nie miał wątpliwości.
Myślę, że mnie zlekceważył. Jednak ja sobie nie mogłem pozwolić na kolejną porażkę w MMA. Wiedziałem o tym, że jeżeli teraz przegram, raczej nie będę miał czego szukać w federacjach sportowych z ujemnym, bardzo mocno ujemnym rekordem. Więc do tego podszedłem bardzo solidnie. Tym bardziej, że walczyliśmy u siebie praktycznie, bo w Międzyzdrojach, od Kołobrzegu to jest bardzo blisko. Nie mogłem zawieść siebie, nie mogłem zawieść ludzi.
Sianos podkreślił jednak, że obecnie inaczej podchodzi do presji związanej z oczekiwaniami kibiców. Jego zdaniem wcześniejsze generowanie dodatkowych emocji przed walkami ostatecznie mu nie pomagało.
Aczkolwiek nie myślałem i już nie myślę teraz o tych ludziach, tak jak to kiedyś było. Teraz myślę o sobie i właśnie bardzo dobrze mi to wychodzi. Wygrywam walki, nie narzucam sobie jakiejś presji, nie mówię do swoich przeciwników, że cię pokonam, rozjebie i tam i tak dalej, po to, aby tego balonika nie pompować, ponieważ jest to niepotrzebne generowanie emocji, stresu. I już właśnie przekonałem się, że to kompletnie mi nie pomagało.
Dlaczego nie doszło do walki z Kołeckim?
Po zwycięstwie w Międzyzdrojach Sianos otwarcie mówił o zainteresowaniu pojedynkiem z Szymonem Kołeckim i możliwością walki o jego pas. Ostatecznie organizacja zdecydowała się jednak zestawić go z Włodarczykiem.
Sianos zdradził, że wcześniej rozmawiano o możliwości otrzymania walki o pas przez zwycięzcę pojedynku w Międzyzdrojach. Jego zdaniem Kołecki może odkładać potencjalne starcie.
Rozmowa była taka, że wygrany z tej walki w Międzyzdrojach dostanie propozycję stoczenia walki o ten pas. Tak i jesteśmy po słowie. I tak na to też liczyłem, że Szymon gdzieś tam będzie chciał w niedalekiej przyszłości stoczyć walkę w kategorii ciężkiej. A jak widzimy, no wiadomo, Szymon jest solidną marką, jest olimpijczykiem, ale mam wrażenie, że on tej walki ze mną unika. Być może ją przekłada w czasie, a może coś się wydarzy w międzyczasie.
Sianos odniósł się również do swojej opinii na temat Kołeckiego i innych zawodników występujących w wyższej kategorii wagowej.
No Szymon nie ma warunków walczyć w kategorii ciężkiej. On wygrał z Austinem. Ja tutaj myślę sobie, że Austin po prostu źle zrobił na koniec tę wagę i tam się wykoleił. Natomiast tak jak właśnie Szymon Kołecki, Marcin Wójcik czy Przemysław Mysiala, uważam, że te osoby powinny walczyć w swoich kategoriach, czyli na 93 i jak widać właśnie po ostatnich walkach, może nie u Szymona, ale jednak lepiej by było chyba na 93 im.
Sianos przeszedł długą drogę po krytyce
Podczas rozmowy zawodnik wrócił także do swojego udziału w galach freakowych i ogromnej fali krytyki, jaka spadła na niego po jednej z wcześniejszych walk bokserskich. Sianos przyznał, że początkowo razem z Arturem Gwoździem uważał, że udział w tego typu wydarzeniach może być dla niego zbyt ryzykowny ze względu na jego charakter.
Z czasem zmienił jednak podejście i zaczął traktować ten etap kariery jako doświadczenie, z którego można czerpać również korzyści.
Ja już miałem propozycje na galach freakowych jeszcze kilka lat temu, możliwość walki, ale z Arturem Gwoździem stwierdziliśmy, że nie ma sensu, że po prostu jestem za zbyt emocjonalnym człowiekiem i że po prostu tego nie dźwignę. Komuś mogę krzywdę zrobić. Takie wtedy wnioski żeśmy razem wspólnie wyciągnęli z Arturem. Ale po tej gali bokserskiej, mając te 42 lata, tak naprawdę stwierdziłem, że trzeba po prostu odcinać kupony i bawić się tym. To, co ludzie mówią, ludzie mówią i będą mówić. Jednym uchem wpuszczać, drugim wypuszczać, myśleć swoje i brać wszystko z przymrużeniem oka. Myśleć własnymi kategoriami, a nie słuchać tego, co ludzie tam mówią, hejtują. No bo to będzie najprościej posłuchać, po prostu nic nie robić i tak naprawdę w jakąś depresję popaść, no bo jeżeli by się tylko ludzi słuchało.
Według Sianosa późniejsze występy na galach freakowych pozwoliły mu odwrócić część negatywnego wizerunku i pokazać kibicom inną stronę swojej osobowości.
Bardzo duży hejt wtedy na mnie spadł. Ja to wszystko przetrawiłem, wszystkie komentarze przeczytałem, na te najobrzydliwsze i najgorsze odpowiedziałem. Nie minął rok czasu. Przekułem to naprawdę, uważam, w bardzo dobry sukces, wygrywając walki na galach freakowych. Przechyliłem tę szalę z powrotem na swoją korzyść. Pokazałem, że jednak jestem innym człowiekiem, a nie takim, jak mi przypisywano. Jak ludzie mówili, że jak jest „baseball”, to do Sianosa się nie podchodzi. Tak, jednak można ze mną porozmawiać i jestem jakimś normalnym człowiekiem. Ale to wszystko musiałem udowodnić po tych wszystkich konferencjach na Fame. I wtedy dopiero, że tak powiem, ludzi gdzieś tam z powrotem nakierowałem, przechyliłem na swoją stronę.
„Ryby” Sianosa podbijają Internet
W rozmowie nie mogło zabraknąć również tematu, który w ostatnim czasie stał się jednym z najbardziej charakterystycznych elementów medialnej działalności Sianosa. Zawodnik zajmuje się sprzedażą ryb, a materiały z jego udziałem zaczęły zdobywać dużą popularność w mediach społecznościowych.
Jak przyznał, internetowa popularność bezpośrednio przełożyła się na zainteresowanie jego działalnością.
Po tym, jak zaczęli do mnie ludzie dołączać, przyjeżdżać do mnie na firmę, zbić piątkę, zrobić zdjęcie, kupić te ryby, zjeść te ryby, naprawdę mi się sprzedaż tak zwiększyła. Teraz, po tych wszystkich nagrywkach na YouTube, TikTokach, Instagramach, ludzie jak do mnie przychodzą, ośmiu klientów na dziesięciu już wie, do kogo przyszło. Część z nich na przykład wchodzi do mnie na podwórko i mówi: „Dzień dobry, panie Marcinie”. Ja mówię: „Dzień dobry”. „Poproszę na przykład tego Antara i Halibuta”. Ja już wiem, który on filmik oglądał.
Nie zabrakło również pytania o nietypowy pomysł związany z promocją nadchodzącego pojedynku. Sianos został zapytany, czy zamierza wysłać Włodarczykowi martwe ryby, wzorem mafijnych filmowych historii.
Taki żeśmy mieli pomysł z Arturem i coś tam żeśmy nakręcili, ale natomiast to jeszcze jest do obgadania.
„Każdy będzie chciał sprawdzić, jak wypadnę na tle Włodarczyka”
Na koniec Sianos podkreślił, że bardzo liczy na duże zainteresowanie pojedynkiem. Zawodnik zdaje sobie sprawę, że konfrontacja z tak rozpoznawalnym pięściarzem jak Włodarczyk może przyciągnąć uwagę także osób, które na co dzień nie śledzą jego walk.
Ja również się bardzo jaram. To będzie bardzo elektryzująca walka. Wierzę w to i wiem w to, że będzie zainteresowanie, będą wyświetlenia. Każdy będzie chciał sprawdzić, jak wypadnę na tle tak znakomitego pięściarza, jakim jest Włodarczyk.
Sianos uważa również, że jego doświadczenie w przyjmowaniu mocnych ciosów może mieć znaczenie w starciu na małe rękawice. Jego zdaniem Włodarczyk może mieć problem z wytrzymaniem czystego trafienia w takiej formule.
Przypomnijmy, to będzie boks, małe rękawice i ja naprawdę to czułem bardzo mocno, boje i przyjmowałem wiele ciosów i wszystko ustałem, walczyłem do końca. Ja myślę i jestem przekonany, że Włodarczyk gdzieś tam po jakimś czystym ciosie trafiony w małej rękawicy, on może tego nie ustać.
Pojedynek Marcina Sianosa z Krzysztofem „Diablo” Włodarczykiem ma odbyć się 24 października w Enea RCS w Radomiu podczas gali Babilon MMA 61.
Zobacz także: BABILON MMA 60 – wyniki. Głowacki triumfuje w Skierniewicach

![Who’s next In The Cage [#8] – Co dalej dla Soldicia po zwycięstwie na UFC 332?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/10/Arena-MMA_-Kto-Nastepny_-8-218x150.png)

![Who’s next In The Cage [#7] – Kto następny dla Roberta Bryczka po porażce z Vieirą?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/09/Obraz-ChatGPT-29-wrz-2026-o-12_42_34-218x150.png)




















