Bez wielkiego szumu medialnego, bez budowania narracji pod kamerę. Marcin Wójcik wchodzi do klatki na XTB KSW 117 z jednym celem – zatrzymać dominację Phila De Friesa. Pretendent nie szuka wymówek ani alibi. Mówi wprost: wierzy w swoje umiejętności i zamierza to udowodnić w sobotę.
Marcin Wójcik nie narzeka na mniejszą uwagę mediów, mimo że walczy o pas kategorii ciężkiej. Wręcz przeciwnie – taki układ mu odpowiada.
Każda walka jest najważniejsza. Zdobycie pasa jest najważniejsze, ale jego obrona też jest najważniejsza. To, że jestem na karcie z Mamedem, to dla mnie plus, a nie minus. Cieszę się z tego i nie widzę żadnych minusów tej karty.
„Nie widzę u niego przewagi poza kilogramami”
Pretendent podchodzi do starcia z dominatorem w sposób chłodny i analityczny. Nie buduje narracji o „niemożliwym zadaniu”.
W swojej głowie próbuję znaleźć atut Phila poza kilogramami. Czy jest lepszy ode mnie technicznie w stójce, zapasach czy parterze? Wydaje mi się, że nie. I będę chciał to pokazać.
Wójcik nie ma wątpliwości co do swojego nastawienia.
W moich oczach jestem faworytem. Jak wyjdzie, to wiadomo – sobota wszystko zweryfikuje, ale jestem dobrze nastawiony.
Klucz do walki? Cierpliwość w parterze
Największą bronią mistrza jest kontrola i wyniszczająca presja w parterze. Wójcik przygotował się właśnie pod ten scenariusz.
Miałem sparingpartnerów po 135-140 kg, którzy dobrze układali się w parterze. Jeśli ktoś tylko trzyma pozycję, to jest jak beton – ciężko się wydostać.
Kluczowy ma być moment, w którym De Fries zacznie pracować bardziej aktywnie.
Kiedy zaczyna przechodzić pozycję albo uderzać, to jest moment, żeby się zerwać albo odwrócić sytuację. Popracowałem nad cierpliwością, żeby nie tracić sił w złych momentach.
„Nie szarpać się na siłę”
Pretendent jasno wskazuje, gdzie jego rywale popełniali błędy.
Wydaje mi się, że wielu przeciwników traciło siły w momentach, kiedy nie było sensu się szarpać. Phil stabilizował pozycję, a oni się męczyli i oddawali energię.
To właśnie ma być jedna z największych różnic w sobotę.
Bez gry pod publikę
Wójcik nie zamierza budować swojej pozycji medialnymi wypowiedziami czy sztucznymi konfliktami.
Nigdy tego nie czułem i dalej tego nie czuję. Jestem bardziej naturalny i to mi wystarcza.
Jednocześnie nie ukrywa, że z biegiem lat czuje się coraz swobodniej w tej roli.
Kategoria wagowa? Decyzja jeszcze przed nim
Starcie z De Friesem może mieć wpływ na przyszłość Wójcika w kategorii ciężkiej, ale sam zawodnik nie podejmuje jeszcze ostatecznych decyzji.
Jeden dzień myślę, że chciałbym być lżejszy i bardziej mobilny, a drugi dzień przypominam sobie odwadnianie i nie było to fajne. Muszę to wypośrodkować.
Jasne jest jedno – jeśli zostanie w ciężkiej, chce wejść na wyższy poziom fizyczny.
Chciałbym ważyć około 108 kg i wyglądać lepiej fizycznie. Na to potrzebuję czasu.
Spokojna pewność siebie
Wójcik nie opiera się na „znakach” czy przeznaczeniu. Jego podejście jest proste.
W przeznaczenie nie wierzę. Czym więcej trenuję, tym mam więcej szczęścia.
W sobotę na Torwarze sprawdzi, czy to podejście wystarczy, by zatrzymać jednego z najbardziej dominujących mistrzów w historii KSW.
Zobacz także: Mamed Khalidov: „Cieszę się bardzo, że nie poszedłem do UFC”
