Mario Pinto po kolejnym zwycięstwie w UFC nie zamierzał ograniczać się wyłącznie do świętowania własnego sukcesu. Portugalczyk ostro ocenił poziom rywalizacji w wadze ciężkiej, przekonując, że zawodnicy tej kategorii zatracili status „tytanów”. 28-latek uważa również, że jego doświadczenie w klatce jest znacznie większe, niż mogłoby wynikać z liczby zawodowych walk.

Mario Pinto pozostaje niepokonany w zawodowym MMA. Podczas UFC Paris Portugalczyk dopisał do swojego rekordu kolejne zwycięstwo, zatrzymując w drugiej rundzie Ryana Spanna.

Dla Pinto był to już czwarty z rzędu pojedynek zakończony przed czasem. 28-latek otrzymał za swój występ również 100 tysięcy dolarów bonusu za najlepszy występ gali, a dodatkowe 25 tysięcy dolarów zgarnął za samo skończenie rywala.

„Waga ciężka właśnie znowu stała się świetna”

Pinto nie ukrywa, że jest rozczarowany tym, jak w ostatnim czasie wygląda rywalizacja w królewskiej kategorii wagowej. Portugalczyk uważa, że ciężcy powinni być postrzegani jako prawdziwi „tytani”, a obecnie ich pojedynki nie zawsze spełniają te oczekiwania.

Waga ciężka, wielkie chłopy, kiedyś nazywano nas tytanami. Teraz robi się z nas pośmiewisko w tej dywizji. To obrzydliwe. Kiedyś byliśmy królami, potworami wśród ludzi. Okażcie nam trochę szacunku. Waga ciężka właśnie znowu stała się świetna.

Portugalczyk ma obecnie jedną z najdłuższych aktywnych serii zwycięstw przed czasem wśród zawodników wagi ciężkiej UFC. Po czterech kolejnych skończeniach coraz mocniej zaznacza swoją obecność w dywizji.

Pinto podkreśla również, że jego doświadczenie nie powinno być oceniane wyłącznie na podstawie liczby zawodowych pojedynków. W przeszłości miał bowiem okazję rywalizować w dłuższych starciach oraz wielokrotnie występować podczas jednego wydarzenia.

„Mam zdecydowanie więcej czasu spędzonego w klatce”

Portugalczyk przyznał, że Ryan Spann sprawił mu sporo problemów, ale kluczowe było to, że nie pozwolił rywalowi przejąć kontroli nad pojedynkiem.

Czuję się dobrze. Czuję satysfakcję. Nie dałem wam walki w Londynie. Teraz dostaliście walkę. Mam nadzieję, że jesteście zadowoleni. Po prostu pozostaję zdyscyplinowany. Mówiłem wam. Mam za sobą dużo czasu w klatce. Nie sądzę, żeby ludzie rozumieli, czego dokonałem. Walczyłem przez pięć rund. Spędziłem 25 minut w klatce. Walczyłem z trzema zawodnikami jednego wieczoru. Wiem, że on ma więcej walk ode mnie, ale zdecydowanie mam więcej czasu spędzonego w klatce. Był dobrym przeciwnikiem. Sprawił mi trochę koszmarów. Wielki chłop mocno bije, ale nie schowałem się za gardą. Odpowiedziałem mu i poszedłem na wymianę.

Pinto zwraca uwagę, że coraz częściej udaje mu się kończyć pojedynki przed decyzją sędziów. Jego ostatnie cztery zwycięstwa zakończyły się przed czasem, a jedyny wcześniejszy występ na pełnym dystansie również zakończył się jednogłośną decyzją na jego korzyść.

„Ustawcie ich w kolejce. Zapłaćcie mi”

Niepokonany ciężki nie zamierza długo odpoczywać. Pinto celuje w powrót do oktagonu na początku 2027 roku i pozostawia UFC wybór kolejnego rywala.

Chcę ich wszystkich rozbijać. Nie wiem. Ustawcie ich w kolejce. Zapłaćcie mi. Chcę rozbijać ludzi. Zobaczę, jak będę się czuł. W przyszłym roku. Czuję się dobrze. Pójdę zjeść steki i odpocząć.

Pinto ma obecnie rekord 13-0 w zawodowym MMA i 4-0 w UFC. Po występie w Paryżu jego seria zwycięstw oraz sposób, w jaki kończy kolejne walki, sprawiają, że Portugalczyk coraz mocniej puka do czołówki kategorii ciężkiej.

Zobacz także: UFC Paris – wyniki gali. Syguła przegrywa z Cornolle, Parnasse szybko kończy Hookera

źródło: UFC News