Marlon Vera przerwał najgorszą serię w swojej karierze, pokonując Charlesa Jourdaina na gali UFC 331. „Chito” po zwycięstwie przez techniczny nokaut w trzeciej rundzie nie krył emocji i przyznał, że przed pojedynkiem czuł ogromną presję, ponieważ kolejna porażka mogła poważnie zachwiać jego karierą. Ekwadorczyk zdradził, że w dniu walki dosłownie czuł, jak „demony pukają do drzwi”, a do oktagonu wyszedł z myślą o swojej rodzinie.

Marlon Vera przystępował do UFC 331 po czterech kolejnych porażkach. Była to najgorsza seria w dotychczasowej karierze zawodnika, który wcześniej tylko raz przegrał dwa pojedynki z rzędu.

„Chito” znajdował się więc pod ogromną presją. Po przegranych z Seanem O’Malleyem, Deivesonem Figueiredo, Aiemannem Zahabim i Davidem Martinezem musiał zatrzymać rozpędzającego się Charlesa Jourdaina, aby uniknąć kolejnego bardzo trudnego momentu.

Vera sprostał zadaniu. Po dwóch rundach mocnego pojedynku w trzeciej odsłonie zasypał Jourdaina ciosami i doprowadził do przerwania walki. Tuż po zwycięstwie padł na kolana, a podczas konferencji prasowej opowiedział o emocjach, które towarzyszyły mu przed wejściem do oktagonu.

To nie jest żadna tajemnica. Od długiego czasu ciągle ponosiłem porażki. Kiedy przegrywasz dwa razy z rzędu, to jest część tej gry. Później walczyłem z Zahabim i pomyślałem: w końcu się obudziłem. Czułem, że wygrywam. Przegrałem przez niejednogłośną decyzję. Potem miałem wrażenie, że po prostu znalazłem się w dziurze. To był jak koszmar, z którego nie mogłem się wydostać. Później pojechałem walczyć do Mexico City i znowu się nie udało. Miałem wrażenie, że wszystkie ściany zaczynają walić mi się na głowę. Dzisiaj cały obóz przygotowawczy był niesamowity, ale kiedy wszedłem do szatni i zacząłem się rozgrzewać, było mnóstwo demonów pukających i kopiących w drzwi. Pomyślałem tylko: ‘Pieprzyć to. Muszę wyżywić swoją rodzinę’.

Vera nie chciał kolejnej porażki

Ekwadorczyk przed UFC 331 zdecydował się również na zmianę w swoim sztabie. Rozstał się z wieloletnim trenerem Jasonem Parillo i połączył siły z dwoma swoimi wcześniejszymi trenerami oraz zespołem braci Rosas, w tym zawodnikiem UFC Raulem Rosasem Jr.

Vera uważa, że nowe środowisko pomogło mu spojrzeć na przygotowania z innej perspektywy. Po zwycięstwie przyznał, że nie chciał szukać wymówek ani obwiniać innych, ale tym razem stawka była dla niego wyjątkowo wysoka.

Chcę zachować swoją pracę. Jestem zdrowy. Czuję się silny. Nic się pod tym względem nie zmieniło. Po prostu zadawałem sobie mnóstwo pytań, dlatego podczas tego obozu sprowadziłem dwóch moich wcześniejszych trenerów, połączyłem siły z zespołem Rosasów i powiedziałem sobie, że dam sobie szansę zobaczyć, co mogę zrobić z innym spojrzeniem. Wygrana, porażka czy remis, nigdy nie byłem gościem, który wskazuje palcem i gada bzdury. Ale tej nocy dosłownie walczyłem o talerz jedzenia dla mojej rodziny. Naprawdę to robiłem, ponieważ z kolejną porażką tego wieczoru nie byłbym w stanie sobie poradzić jako mężczyzna. W poniedziałek dosłownie szukałbym pracy, bo nie chcę przegrywać tak wielu walk z rzędu. Nie chcę, żeby moje dzieci to oglądały. Za ciężko na to pracuję. Tej nocy walczyłem więc tak, jakby zależało od tego moje życie. Idąc dalej, czułem, że te zmiany zadziałały. Mentalnie byłem bardziej kreatywny, bardziej obecny i czułem się świetnie.

„Czułem, że krew krąży”

Dla Very był to już 27. występ w oktagonie UFC. Zawodnik przyznał, że przed walką odczuwał nerwy w sposób, którego nie doświadczył od dawna.

Paradoksalnie właśnie to odczucie potraktował jako dobry znak. Vera przypomniał sobie emocje, które towarzyszyły mu na początku kariery, gdy przed pojedynkiem ciało reagowało na stres zdecydowanie mocniej.

Kiedy się obudziłem, czułem coś podobnego, te same nerwy. Myślisz: ‘Kurwa, muszę to dzisiaj zrobić’. Nie sądzę, żeby ktoś budził się rano i myślał: ‘Woo, k*rwa, jedziemy’. Może ktoś tak ma, ale nie ja. Potem jem śniadanie, trochę tostów z masłem. I wtedy zaczynasz myśleć: okej, dzisiaj mam szansę odzyskać swoją karierę, w pewnym sensie wrócić na konia i ruszyć dalej. Ale kiedy dotarłem do hali, całe moje ciało było rozgrzane i wręcz wrzało. Pamiętam to uczucie z początku kariery, kiedy naprawdę się denerwujesz. Może przyzwyczaiłem się już do tego uczucia i dlatego byłem trochę sztywny i powolny, nie wiem. Ale tego dnia, od przejazdu autobusem z moim zespołem aż po szatnię, czułem, że jest mi gorąco. Powiedziałem im nawet: ‘Stary, jest mi teraz naprawdę gorąco’. Czułem, jak krew krąży. Pomyślałem: to musi być dobry znak, żyję.

Vera podkreślił również, że w najtrudniejszych momentach przygotowań oraz bezpośrednio przed walką ogromne znaczenie miało dla niego wsparcie całego zespołu, trenerów, menedżerów oraz rodziny.

Po zwycięstwie nad Jourdainem „Chito” może więc wreszcie odetchnąć. Po raz pierwszy od 2023 roku wygrał walkę w UFC, a jego rekord w oktagonie wynosi obecnie 16-11.

Wracając do tych głosów w mojej głowie, naprawdę czułem wsparcie mojego zespołu, kolegów z drużyny, trenerów, menedżerów i rodziny. Czułem tę miłość: ‘Nieważne co się stanie, wszystko będzie dobrze. Po prostu wejdź tam i zrób swoje. To jest twój czas’. K*rwa, jestem bardzo wdzięczny. Jestem bardzo wdzięczny ludziom, którzy zdecydowali się mi pomóc, którzy wrócili i ponownie mi pomogli. Nie mogę się doczekać tego, co możemy zrobić dalej.

Zobacz także: Charles Jourdain wyjaśnił, dlaczego poddał walkę z Marlonem Verą: „Straciłem wzrok”

źródło: konferencja prasowa po UFC 331