Mateusz Gamrot po raz pierwszy zabrał głos po porażce z Quillanem Salkilldem w walce wieczoru UFC Vegas 120. Polak ujawnił, że już trzy tygodnie przed pojedynkiem doznał pęknięcia nosa oraz uszkodzenia tkanki miękkiej, a kontuzja wymagała założenia 15 szwów. „Gamer” podkreślił jednak, że nie traktuje tego jako wymówki i z pokorą przyjmuje wynik walki.
Wokół przygotowań Mateusza Gamrota do walki z Quillanem Salkilldem pojawiło się sporo pytań. Szczególną uwagę kibiców przyciągał plaster na nosie Polaka, który towarzyszył mu podczas fight weeku. Teraz zawodnik postanowił wyjaśnić, co było powodem jego stosowania.
Okazuje się, że problem pojawił się około trzech tygodni przed pojedynkiem. Nos Gamrota nie wytrzymał obciążeń treningowych, doszło do jego pęknięcia oraz uszkodzenia skóry. Konieczne było założenie aż 15 szwów – siedmiu wewnątrz oraz ośmiu na zewnątrz.
Na trzy tygodnie przed walką mój nos nie wytrzymał obciążenia i doszło do pęknięcia nosa, jak i tkanki miękkiej, czyli skóry. Miałem podwójne szycie, siedem w środku i osiem na zewnątrz szwów. Więc po prostu od tamtej pory mocno musiałem uważać na to, co robię i mocno dbać o profilaktykę.
Gamrot zaznaczył przy tym, że nie zamierza przedstawiać kontuzji jako usprawiedliwienia dla tego, co wydarzyło się później w oktagonie. Polak świadomie podjął ryzyko, decydując się na występ mimo problemów zdrowotnych.
Oczywiście nie uznaję tego jako wymówki albo jakiegoś usprawiedliwienia, dlaczego tak wyglądała ta walka. Podjąłem ryzyko, bo jestem wojownikiem i nigdy nie uciekam przed wyzwaniami. Zdawałem sobie sprawę z tego, jak to może przebiegać.
Praktycznie przestał trenować, żeby zdążyć na walkę
Kontuzja miała również bezpośredni wpływ na końcową część przygotowań do starcia z Salkilldem. Zamiast kontynuować normalny trening, Gamrot musiał skupić się przede wszystkim na tym, aby nos odpowiednio się zagoił i aby lekarze dopuścili go do rywalizacji.
Nie oznacza to jednak, że Polak ma pretensje do swojego sztabu. Wręcz przeciwnie – uważa, że poza feralnym urazem cały obóz przygotowawczy przebiegał zgodnie z planem.
Praktycznie od tamtej pory już nie trenowałem, tylko dbałem o to, żeby jak najszybciej zagoić ten nos, żebym po prostu został dopuszczony do walki. Natomiast do samych przygotowań nie mam sobie nic do zarzucenia. Oprócz tego incydentu naprawdę wszystko przebiegało wzorowo.
„Jest we mnie rozczarowanie, ale nie ma wstydu”
Gamrot przegrał pojedynek z Salkilldem już w pierwszej rundzie. Australijczyk wykorzystał swoją szansę w parterze i poddał Polaka duszeniem zza pleców, odnosząc największe zwycięstwo w swojej dotychczasowej karierze.
Dla Gamrota była to bolesna porażka, ale zawodnik nie zamierza rozpamiętywać jej w sposób, który podważałby jego dotychczasową drogę w UFC. Jak sam podkreślił, zrobił wszystko, na co było go stać zarówno podczas przygotowań, jak i samego pojedynku.
Więc co, jest we mnie rozczarowanie, ale nie ma wstydu. Zrobiłem po prostu wszystko to, co mogłem w trakcie przygotowań, jak i podczas samej walki. Z pokorą przyjmuję ten wynik. Z dumą też przyjmuję to, że się nie poddałem oraz z wdzięcznością przyjmuję całą tą moją drogę dotychczasową, którą przebiegłem.
„Przygoda dalej trwa”
Mimo kolejnej nieudanej walki w UFC Gamrot nie zamierza składać broni. Polak podziękował swoim kibicom, przyjaciołom oraz wszystkim osobom, które wspierały go przed pojedynkiem z Salkilldem, a także po niespodziewanej porażce.
W jego przekazie nie zabrakło również jasnej deklaracji dotyczącej przyszłości. „Gamer” nie zamierza traktować przegranej jako końca swojej kariery.
Z wdzięcznością przyjmuję to, że od wielu lat mogę rywalizować na największej arenie międzynarodowej na świecie z najlepszymi zawodnikami. Także dziękuję swoim wszystkim prawdziwym fanom za wszelką okazaną miłość przed walką, po walce, teraz w trakcie tego tygodnia, za wszystkie wiadomości. Dziękuję wszystkim moim przyjaciołom, znajomym, kolegom, którzy naprawdę we mnie wierzą, wysyłają mnóstwo budujących informacji i wiadomości, także serdecznie dziękuję. Przygoda dalej trwa.
Dla Mateusza Gamrota porażka z Quillanem Salkilldem była jednym z najtrudniejszych momentów ostatnich lat, ale Polak jasno daje do zrozumienia, że nie zamierza odwracać się od dalszej rywalizacji. Teraz pozostaje mu wyciągnąć wnioski z pierwszej rundy walki oraz w pełni wyleczyć uraz nosa, zanim rozpocznie przygotowania do kolejnego występu w oktagonie.
Zobacz także: Dana White zachwycony Islamem Makhachevem: „Ta seria zwycięstw może już nigdy nie zostać pobita”
źródło: Instagram Mateusza Gamrota

![Who’s next In The Cage [#8] – Co dalej dla Soldicia po zwycięstwie na UFC 332?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/10/Arena-MMA_-Kto-Nastepny_-8-218x150.png)

![Who’s next In The Cage [#7] – Kto następny dla Roberta Bryczka po porażce z Vieirą?](https://inthecage.pl/wp-content/uploads/2026/09/Obraz-ChatGPT-29-wrz-2026-o-12_42_34-218x150.png)



















